Wypadek drogowy w Niemczech - inwalidztwo

  • Autor wątku Autor wątku edwardb
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Oferuja lacznie jako calkowite odszkodowanie 240 tys € i nie pisza dokladnie

za co. Warunek, ze syn zrzeknie sie roszczen na przyszlosc. Erkorda czy

mamy sie zgodzic ? Tylko do Ciebie mamy pelne zaufanie.
 
Za zaufanie dziękuję, ale czy na nie zasłużyłem i na Wasze pytanie odpowiem dziś późnym wieczorem albo jutro, kiedy jeszcze raz przeczytam dokładnie to, co w tej sprawie zostało dotychczas napisane, ponieważ szczegółów nie pamiętam, a wymiana postów jest bogata.
 
Wyczytałem w dotychczasowych postach, że syn otrzymał dotychczas łącznie 173 tys. Euro zaliczki na poczet przysługującego mu całkowitego odszkodowania; 123 tys. plus 50 tys. To znaczy, po zawarciu proponowanej przez ubezpieczyciela sprawcy wypadku otrzymałby jeszcze 67 tys. Euro; łącznie zatem 240 tys. Oczywiście, zakładam, o czym nie piszecie, że wypłacone dotychczas zaliczki od tej proponowanej łącznej kwoty będą potrącone. Jeśli tak, to znając to, co z Waszej strony zostało napisane, i zakładając, że odpowiada to prawdzie, a także zakładając, że syn nie przyczynił się do powstania jego ran, bo jechał nieprzypięty pasami bezpieczeństwa, uważam, że to odszkodowanie jest za niskie! Jak już pisałem, samo roszczenie o zadośćuczynienie nie jest niższe niż 150 tys. Euro. Ale nawet jeśli miałoby wynosić tylko 120 tys. Euro, to pozostała kwota, tzn. drugie 120 tys. nie pokrywa rzeczywistej szkody materialnej. Syn jest trwale i dożywotnio niezdolny do wykonywania jakiejkolwiek pracy. Utracił więc dożywotnio zarobki w przyszłości. I nawet jeśliby przyjąć, że zarabiałby poniżej 1000,- Euro miesięcznie, np. tylko 800,- Euro, to roczna suma jego zarobków wynosiłaby 9.600,- Euro. Licząc, że pracowałby do 65-tego roku życia, stracił więc ponad 300 tys. Euro z tytułu zarobków. Nawet przy przyjęciu najniekorzystniejszych faktorów kapitalizacyjnych (korzyść z odstetek od hipotetycznej lokaty; są specjalne tabelle kapitalizacyjne) w najgorszym wypadku należy mu się nie mniej niż 180 tys. z tytułu utraconych zarobków, nawet przy uwzględnieniu renty, jaką by otrzymywał w Polsce. Oznaczałoby to, że przy wypłaconej kwocie łącznej otrzymałby tylko 60 tys. tytułem zadośćuczynienia. A gdzie zwiększone koszty utrzymania, zwiększone koszty gospodarstwa domowego itp.???
Nie wolno zgodzić się na odszkodowanie w łącznej wsokości 240 tysięcy. To za mało. Przede wszystkim należy być pewnym, czy proces leczenia został już zakończony, czy nie pojawi się w przyszłości potrzeba dodatkowych zabgów lub operacji, które roszczenie o zadośćuczynienie zwiększają. To odszkodowanie całkowite nie może być w przypadku Twojego syna niższe niż 300 tys. Euro.
 
Ostatnia edycja:
Nie mamy jeszcze podpisanej ugody. chca kompletnego zrzeczenia sie wszystkeigo na przyszlosc i oferuja 270 tys. euro i to ma byc ich ostatnie slowo. Nowej zaliczki tez nie zaplacili.
 
Niestety, nie znam treści tych bardzo istotnych dokumentów medycznych, tzn. tych dotyczących czasu leczenia stacjonarnego, rodzaju przebytych operacji i zabiegów, a także sposobu i rodzaju dalszej terapii pozaszpitalnej, przez cały okres po opuszczeniu szpitala do chwili obecnej. Nie znam też najnowszej opinii lekarskiej na temat aktualnego stanu zdrowia, którą dysponuje spółka ubezpieczeniowa regulująca szkodę. Zakładam jednak, że na postawie tego, co w tej sprawie już było napisane, że Twój syn jest trwale i zupełnie (100%) niezdolny do jakiegokolwiek zatrudnienia, a nawet jeśli jako inwalida obiektywnie był w stanie wykonywać jakąś pracę, z rynku pracy jest faktycznie wykluczony, ponieważ jest pewne, że jakiekolwiek starania o pracę będą bezowocne. Zakładając taki stan rzeczy uważam, że zadośćuczynienie, czyli odszkodowanie za szkody niematerialne nie może być niższe niż 150 tys. Euro. Dalszym ważnym składnikiem całkowitego odszkodowania jest przecież także odszkodowanie za utracone w przeszłości (od dnia wypadku do dzisiaj), a także w przyszłości zarobki. Należy założyć, że syn pracowałby do 67 roku życia, i że jakaś miesięczna kwota zarobku może być przyjęta do wyliczenia utraconego zarobku także w przyszłości, aż do osiągnięcia wieku emerytalnego. Jak już pisałem, nawet przy przyjęciu niekorzystnych faktorów kapitalizacyjnych (otrzymuje kwotę, która byłaby wymagalna później, a zatem korzyść z oprocentowania), które obniżają wysokość wyliczonej sumy zarobków przyszłych, za 35 lat, a zatem za 420 miesięcy, i przy założeniu, że za podstawę należy przyjąć mies. zarobek w niskiej wysokości 800,- Euro, to kwota utraconych zarobków wynosiłaby 336 tys. 336 tys. Euro. Nawet jeśli życiowe ryzyko nie uzyskiwania tych zarobków w przyszłości (przyszłość jest zawsze niepewna) uzasadniałoby pomniejszenie tej kwoty o 1/3, to pozostaje kowta 224 tys. Euro z tytułu utraconych zarobów jako składnik odszkodowania. A zatem: 150 tys. zadośćuczynienie za szkody niematerialne plus 224 tys. utracone zarobki, to już kwota 374 tys. Euro, a przecież doszłyby jeszcze skapitalizowane odszkodowanie za dotychczasowe i przyszłe zwiększone potrzeby i zwiększone koszty gospodarstwa domowego (pisałem o tym już wcześniej), które w takich negocjacjach nie powinny w sumie wyność łącznie mniej niż ok. 80 tys. Euro. I już z tego wynika, że łączne odszkodwanie nie powinno być niższe niż 400 tys. Euro, jeśli syn ma się zrzec jakichkolwiek roszczeń na przyszłość, a spółka ubezpieczeniowa chce przez to mieć raz na zawsze sprawę zamkniętą. To co tu napisałem, odnosi się do całkowitej odpowiedzialności sprawcy wypadku i ubezpieczyciela pojazdu sprawcy, tzn. że ze strony nie było żadnego przyczynienia do własnej szkody; np. poprzez nieprzypięcie się pasem bezpieczeństwa. Ale nawet jeśli takie przyczynienie miałoby mieć miejsce, to obniżenie całkowitego odszkodowania nie może przekraczać 25%. Miejmy nadzieję, że Wasz adwokat nie poprzestanie na tej ostatniej propozycji spółki ubezpieczeniowej. Takie negocjacje trwają czasami długo, bo spółki ubezpieczeniowe liczą na to, że strona przeciwna się zmęczy i połakomi się na szybkie pieniądze. W każdym razie 270 tys. to zbyt mała oferta. Podkreślam, że kalkuluję to, w odniesieniu do utraconych zarobków, nie znając zarobków syna przed wypadkiem; dlatego przyjmuje małą kwotę, tylko 800,- Euro mies. zarabiane w Niemczech, gdzie na długo przed wypadkiem pracował. Jeśli jego systematyczne zarobki były wyższe, to i rzetelne wyliczenie utraconych zarobków będzie odpowiednio wyższe. To co tu piszę, ma być tylko wskazówką, w jaki sposób rozumować i wyliczać; to nie jest w żadnym wypadku konkretne wyliczenie, bo do tego potrzebne byłyby precyzyjne dane dot. zarobków syna przed wypadkiem.
 
Ostatnia edycja:
Dzisiaj Bundesgerichtshof w Karlsruhe, czyli niemiecki sąd najwyższy, którego siedziba znajduje się w Karlsruhe, wydał bardzo ważne orzeczenie: Rowerzyści, którzy podczas wypadku spowodowanego i zawinionego przez innych uczestników ruchu drogowego nie mieli na głowie kasku ochronnego, a doznali ran głowy, nie przyczynili się w ten sposób do powstania tych ran, co uzasadniałoby procentowe obniżenie przysługującego im odszkodowania. Chodzi oczywiście o takie przypadki, w których kask ochronny bez najmniejszych wątpliwości i na pewno uchroniłby przed doznanymi ranami. Jak już pisałem, w przypadku niezapięcia się pasem bezpieczeństwa w samochodzie, takie przyczynienie, się przyjmuje w wysokości conajmniej 25%, i w tej wysokości obniża się roszczenie ofiary wypadku o odszkodowanie. Bundesgerichtshof argumentuje tym, że nie ma obowiązku zakładania kasków ochronnych przez rowerzystów, a poza tym: Nawet to nieobowiązkowe zakładanie kasków nie jest w Niemczech rozpowszechnione, bo najwyżej (tak wynika ze statystyk) tylko ok. 10% rowerzystów kaski przed jazdą zakłada. A zatem nie może być mowy o powszechności zakładania kasków przez rowerzystów w Niemczech, która to powszechność, niezależnie od braku ustawowego obowiązku nakładania kasków, taką współodpowiedzialność rowerzystów za doznane obrażenia głowy mogłaby uzasadniać - powiedział sędzia sprawozdawca w ustnym uzasadnieniu wyroku. Czekamy na opublikowanie tego orzeczenia. Rozczarowane są wielkie koncerny ubezpieczeniowe, które włożyły dużo prawniczego wysiłku i zaangażowałały bardzo dobrych prawników, aby wywalczyły przed BGH (skrót od Bundesgerichtshof) przyczynienie rowerzystów do powstania odniesionych (w niezawinionych przez nich wypadkach) ran głowy.
 
Ostatnia edycja:
Bardzo interesujący wyrok Wyższego Sądu Krajowego w Dreźnie (niem. Oberlandesgericht Dresden). Chodzi o rozkład winy i przyczynienia się do spowodowanie wypadku drogowego. Stan faktyczny: Kierowca jadący na drodze z pierwszeństwem przejazdu uruchamia lewy kierunkowskaz i w ten sposób sygnalizuje zamiar skrętu w lewo. Czekający na drodze podporządkowanej kierowca, ufając sygnałowi kierowcy na drodze z pierwszeństwem przejazdu, wjeżdża na tę drogę, wskutek czego dochodzi do zderzenia, ponieważ kierowca sygnalizujący skręt w lewo, pojechał prosto. Sąd przyjął przyczynienie się kierowcy z pierwszeństwem przejazdu w 30% do spowodowania tego wypadku. Tak orzekł Oberlandesgericht Dresden, w wyroku z dnia 20.08.2014, sygnatura akt: 7 U 1876/13
 
Manewer wyprzedzania musi być zakończony przed znakiem "zakaz wyprzedzania", zaś rozpoczęty przed tym znakiem manewr wyprzedzania powinien być przez kierowcę przerwany. Tak orzekł w swym wyroku Wyższy Sąd Krajowy w Hamm (sygnatura akt: OLG Hamm 1 RBs 162/14 vom 07.10.2014).
Ten wyrok jest krytykowany, ponieważ przerwanie manewru wyprzedzania, podyktowane tym wyrokiem, może stwarzać dla ruchu drogowego niebezpieczeństwa. Wyrok ten oznacza jednak, że rozpoczęty przed znakiem "zakaz wyprzedzania" i kontynuowany już za znakiem manewr wyprzedzania, jest wykroczeniem drogowym (niem. Ordnungswidrigkeit).
 
Kierowcy wolno rozmawiać przez telefon komórkowy w samochodzie (bez urządzenia nagłaśniającego), kiedy czeka w samochodzie na czerwonych światłach, a silnik jego samochodu jest wyłączony.
Wczoraj opublikowany został wyrok Wyższego Sądu Krajowego w Hamm (Oberlandesgericht Hamm) w sprawie o sygnaturze akt 1 RBs 1/14, którym uchylił dezyzję o ukaraniu mandatem kierowcy, który rozmawiał przez telefon komórkowy czekając na czerowonych światłach w samochodzie z wyłączonym silnikiem. Sąd wyjaśnił, że celem zakazu jest zapobieganie wykonywania podczas jazdy jedną ręką czynności związanych z telefonowaniem, ponieważ bezpieczne prowadzenie samochodu wymaga czynności obu rąk. Taka konieczność nie ma miejsca, jeśli kierowca w samochodzie z wyłączonym silnikiem czeka na czerwonych światłach, stwierdził w swym wyroku Wyższy Sąd Krajowy w Hamm.
 
Nie wiem dlaczego Erkorda zostal zbanowany, ale to byl najlepszy prawnik na tym Forum i na prawde nam pomogl. Takich umiejetnosci i takiej wiedzy nie ma tu nikt. Dobrze ze zdazyl nam pomoc. Szkoda ze nigdy go nie poznamy. A inni chcieli od nas tylko wydrzec kase a nie mieli zielonego pojecia-
 
Erkorda był za mądry i dlatego został zbanowany ?
 
Powrót
Góra