Zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

  • Autor wątku Autor wątku ania1977
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
zapewniam ze wszystko co napisalem jest prawda.. wkoncu nie mam powodu zeby klamac. wkoncu chodzi o rozwiazanie problemu.
 
Zejdz do sasiada na dol i sie przekonaj jak jest-o ile Cie wpusci. Ja slysze wszystko czym zyja gamonie z gory, od porozumiewawczych okrzykow o 8 rano w stylu "jeb...zydow", dresow rozmowy w ktorych nie ma ani jednego wyrazu ktory nie jest przeklenstwem, po radosne proby skonstruowania o 5 rano 3ciego szkodnika, ktory jak podrosnie bedzie popier... po domu z konca w koniec bo jak inne szkodniki gamoni z gory, na punkcie biegania bedzie mial obseszyn.
 
Dopiero teraz Was znalazłam. Mam właśnie taki problem. Post wielkiej_wody mógłby być moim.
Jestem na skraju załamania nerwowego.
Na jutro jestem umówiona z dzielnicowym (nie pierwszy już raz). Od jutra zaczynam działania, do tej pory myślałam, że uda nam się dojść do jakiegokolwiek porozumienia. Rozmowy pokojowe nie przynoszą żadnych rezultatów. Wyczerpaliśmy już możliwości.
Od sąsiadów słychać jedynie klasykę, to jest "to przecież dzieci i muszą biegać i skakać" oraz wyzwiska.
Zbieram wszelkie przydatne informacje i będę walczyć.
Do tej pory nikt nie wspomniał o sądzie rodzinnym i prośbie tam skierowanej o wgląd w sytuację dziecka niewychodzącego na dwór (od półtora roku, nie od tygodnia, bo chore).
Ten kierunek również będę sprawdzać.

Pozdrawiam wszystkich nieszczęśników dręczonych przez dzieci wyluzowanych rodziców.
 
Zapomniałam dodać "wizytówki" : Nad głową sześciolatka i trzylatek, którzy nie wychodzą z domu. Łomot jest od siódmej do 22-giej (po interwencji dzielnicowego, wcześniej bywało i do pierwszej w nocy). Od września sześciolatka poszła do zerówki, nadrabia trzylatek, który nawet latem jest cały czas w domu.
Do wymienianych już wyżej atrakcji dorzucam jazdę rowerkiem czy też samochodzikiem po panelach, jeżdżenie meblami i dyskoteki po dobranocce (muzyka na full plus łomot).
Sety galopu mam pięcio-, sześciogodzinne. W całym mieszkaniu.
Od ponad roku próbujemy dojść do porozumienia. Zapraszaliśmy do siebie, żeby rodzice się przekonali na własne uszy i nerwy, prosiliśmy o spokój, bez nerwów, bez agresywnego tonu, po ludzku. Nie podjęliśmy też żadnych działań eskalujących problem. W ciągu tych kilkunastu miesięcy byliśmy u góry jakieś sześć-siedem razy PROSIĆ.
Może to i nieskładnie napisane, ale naprawdę jestem wykończona.
 
Wspolczuje. Buraki pelna paszcza. Daj znac co przyniosly Twoje dzialania.
 
Wolfin proponuję pukać lekko w sufit rękawicą bokserską kiedy bachory pójdą spać. będą się wtedy często budzić (co źle wpływa na organizm) i w ten sposób je znerwicujesz. Nikt ci nic nie udowodni bo nikt prócz Ciebie i sąsiada z góry tego nie usłyszy. Kup sobie też nauszniki (słuchawki) przemysłowe tłumiące dźwięki z zewnątrz aby móc normalnie funkcjonować w mieszkaniu, słuchawki bezprzewodowe podłączasz pod tv i tak sobie załatwiasz trochę spokoju. Pewnie burak z góry będzie się za to mścił ale zmięknie kiedy bachory znerwicujesz :) skoro dyplomacja nic nie daję to zostaje już tylko wojna
 
matematyk1966 napisał:
Pewnie burak z góry będzie się za to mścił ale zmięknie kiedy bachory znerwicujesz :) skoro dyplomacja nic nie daję to zostaje już tylko wojna

Po pierwsze - istnieje duże prawdopodobieństwo, że "burak" nie zrozumie o co chodzi. Są ludzie, którzy nie potrafią powiązać w ciąg przyczynowo-skutkowy najprostszych zdarzeń a co dopiero coś takiego.

Po drugie - Twoja propozycja to typowa wojna barbarzyńska. By wygrać z wojskiem wroga spalimy kilka miast pełnych bezbronnych cywili. Co dzieci zawiniły, ze rodzice kretyni??
 
Rzeczywiście rodzice są z gatunku betonowych. Nie trafia do nich nic. Nie podjęliśmy ani nie podejmiemy (dopóki będą możliwości cywilizowane) żadnych działań, żeby eskalować konflikt. Potem zobaczymy. Nie zarzekam się. Na razie jednak nie ma o tym mowy.

==>forg: uwierz mi, że w pewnym momencie osiąga się stan bliski obłąkaniu i wtedy przychodzą do głowy przeróżne pomysły. Nie szkoda róż, gdy płonie las. My też mamy dziecko. I zwierzęta. I jesteśmy wykończeni psychicznie i fizycznie. Jeśli w dalszym ciągu żadne działanie nie odniesie skutku - będzie wojna barbarzyńska.

==>matematyku: wiem, żeś mi bratem w tej rzeźni :-)

Wizyta dzielnicowego nie doszła do skutku, będę dzisiaj umawiać się jeszcze raz. Póki co od dwóch dni mam nad głową spokój. Normalne odgłosy życiowe. A więc można - jak się chce. Szkoda, że ze strachu (była dzika awantura z wyzwiskami plus informacja, że mają wszystko w dupie i możemy sobie dzwonić gdzie chcemy). Za chwilę wszystko wróci do stanu poprzedniego, nie mam złudzeń.
 
I, zapomniałam dodać, dziękuję Wam za podtrzymanie na duchu. Naprawdę jestem w złym stanie psychicznym a nie należę do histerycznych i przewrażliwionych mięczaków.
 
Uświadomiłam sobie, że w rodzinie mam tez rodziców.... buraczków.
Wstyd sie przyznać. Może nie aż takie "buraczki" jak te opisywane, ale niestety, pewne cechy mają tego warzywka.
Będąc u nich w domu, gdy dzieciaki hałasują ponad miarę , delikanie wspominam coś o sąsiadach. Odpowiedź jest prawie zawsze taka sama: "a co mnie to obchodzi". Tylko dziwi mnie potem to, że kuzynka (bo o nią chodzi) skarży się (do mnie) na innych sąsiadów, bo : tacy i owacy.
Kuzynkę i jej rodzinę bardzo lubię, wyschowywałysmy sie razem od najmłodszych lat. Ale charaktery i podejście do różnych spraw mamy inne.
Przykre , że każdy widzi koniec własnego nosa i nic poza tym.
 
Ostatnia edycja:
Wolfin napisał:
Jeśli w dalszym ciągu żadne działanie nie odniesie skutku - będzie wojna barbarzyńska.

Pamiętaj tylko, że wtedy już nie będzie powrotu do działań "pokojowych" lub takich, które nie wyrządzą Wam krzywdy.
Zaczniesz ich dręczyć hałasem by pokazać, jak to jest. I okaże się, że mają super prawnika, mnóstwo świadków i znajomości tu i ówdzie. I pokona Cię własnym mieczem.

Oczywiście jestem po Twojej stronie i uważam, że chamstwo trzeba plenić. Ale działaniami zgodnymi z prawem.
 
To ciężka orka, ale trzeba tłumaczyć, wyjaśniać, uczulać. Nie tylko w takim przypadku. Ogólnie uczulić na innych.
U mnie będzie się smażyło pismo do sądu rodzinnego z adnotacją administracji i policji plus pismo do właściciela mieszkania (również z adnotacjami), bo radośni rodzice nimi nie są.
Czwarty dzień mam spokój. Walczę od półtora roku.

Wiem forg, wiem. Dlatego niczego nie robiliśmy ani nie zamierzamy. Wszystko legalną drogą, jak normalni ludzie.
:-)
 
Ostatnią edycję dokonał moderator:
Po czterech dniach względnego spokoju spowodowanego strachem po awanturze (jednostronnej) cała sytuacja wróciła do "normy". Do 22-giej miałam zawody lekkoatletyczne nad głową. Rzut młotem , skok w dal, bieg przez płotki i co tam jeszcze.
Jestem u granic wytrzymałości.
 
Sami nie przestana. Kto wie czy rodzice nie podjudzaja dzieci zeby byly glosniej.
 
Witam wszystkich zainteresowanych tym watkiem ...wraz z moją małżonką jesteśmy kolejnymi ofiarami "aniołeczków" z piętra wyżej. Nie chciałbym żeby nasza sytuacja była deja vu z poprzednich postów więc nie bede tu się rozpisywał, ale niestety nie różni się ona zbytnio od opisów poszkodawanych tu forumowiczów. po prośbach, tłumaczeniach rozmowach , pismach do społdzielni, właściciela zdecydowałem się na wezwanie policji (min zakłócanie ciszy nocnej) - pare miesiecy czekalem z ta decyzją bo jestem daleki od tzw "kapusiowania" efekt chyba jest taki, że jest jeszcze gorzej na zasadzie " jak oni tak, to my im pokażemy, bo co nam policja może zrobić - przecież to dzieci" Mamy już nerwice, ja zaczynam po lekarzach biegać bo zaczynam mieć kłopoty z nadciśnieniem. mam tylko nadzieje, że właściciele mieszkania- którym notabene zalezy na wynajmowaniu tego mieszkania podejmą rozmowę na ten temat.
narazie tyle - napisałem, żeby uświadomić kliku osobom obśmiewającym ten problem tu na forum, że jest nas więcej.

aha własnie kontaktowałem się z włascicielem mieszkania - informując go że jeżeli jego lokatorzy nie przestaną hałasować do wezwę policję po nie szaunują mojego prawa do spoczynku we własnym mieszkaniu - odpowiedział - "prosze się kontaktować z nimi bezpośrednio" - pytanie : czy własciciel takiego mieszkania nie ma żadnych obowiązków wobez zachowania swoich lokatorów???
 
Ostatnią edycję dokonał moderator:
Wg mnie właściciel mieszkania odpowiada za osoby, którym wynajmuje to mieszkanie.
To nie jest tak, że : ja wynajmuję i nie interesuje mnie co robią , jak zachowują się osoby, które tam mieszkają.
U nas jest to nawet zapisane w regulaminie wspólnoty. Jak odgrzebię , to wstawię cytat z tego regulaminu.
Myślę, że absolutnie trzeba "nękać" telefonami właściciela. A jak to nie pomoże, to zgłosić do administracji, zarządu wspólnoty (nie wiem jak jest u Was).

Może cos podpowiem: jeżeli zakłócanie ciszy nocnej jest np. o godz. 1, 2 czy 3 w nocy , jeżeli masz numer telefonu do właściciela, to dzwoń . I powiedz mu , że zawsze tak będziesz robił, gdy nie będziesz mógł spać czy odpoczywać przez głośnych lokatorów. Jeżeli Ty nie możesz spać, to właściciel mieszkania tez nie musi (a nawet nie powinien:evil:).
Może po takich kilku telefonach nocnych coś mu zaskoczy pod czaszką.
 
Robiłabym tak, jak marwika podpowiada. Dzwoniłabym do właściciela. On też odpowiada za to, co się dzieje w mieszkaniu. Po kilku zarwanych nocach może zacznie cokolwiek rozumieć.

Myślę, że my wszyscy szukający porad prawnych i ludzkiego rozwiązania konfliktu jesteśmy normalnymi ludźmi a nie pałającymi żądzą zemsty narwańcami. I wszyscy doskonale rozumiemy czym jest taki hałas i do czego może człowieka doprowadzić.

U nas, po wizycie dzielnicowego, hałasy trwają "tylko" do 22-giej. Jak w zegarku. Reszta bez zmian (nic nie możecie nam zrobić, to przecież dzieci i (ostatnio) mam to gdzieś, zawiadamiajcie sobie kogo chcecie). A po naszych interwencjach (grzecznych prośbach, bez agresji, bez podnoszenia głosu) było jeszcze gorzej. Czasem odnosiłam wrażenie, że te dzieciary nie mają już siły ;-)
Co za głupota, ręce opadają. Ale widać o co chodzi. Nie o dzieci a o wygodę własnych czterech liter.

U nas smaży się pismo do sądu rodzinnego (wniosek o wgląd w sytuację dziecka) a póki co skorzystam z mediatora (bo nam naprawdę nie zależy na wojnie). Doradziła mi prawniczka Wortal mediacyjny

Najpierw musimy znaleźć osobę, która podejmie się roli premediatora, czyli pójdzie do sąsiadów i zapyta grzecznie czy byliby skłonni do rozmowy z mediatorem i czy w ogóle mają wolę porozumienia. Dopiero wtedy wchodzi zawodowy, bezstronny mediator i działa (tu są koszta).
Jeśli skłonni nie są, zostaje nam reszta, czyli nic.

Łamane jest prawo (kilka paragrafów) a my jesteśmy bezbronni. Jednostronnie poza prawem. Otacza nas mur milczenia i wzruszania ramionami. Często prychania z pogardą lub pukania się w czoło (co ci dziecko zawiniło?, to przecież dzieci, nie przesadzaj).
Dopiero jak ktoś odczuje na własnej skórze i nerwach przede wszystkim jest w stanie zrozumieć. Zrozumieć i uciec jak najdalej. Bo przecież nie można złego słowa powiedzieć na dzieci. Nie wypada po prostu. A my wszyscy powinniśmy zacisnąć zęby i z uśmiechem znosić hodowlę przyszłych pokoleń.

Z ciekawostek: dzielnicowy nas unika, nie odbiera telefonów. Po rozmowie ze znajomym komendantem już wiem, że nie będzie lekko, bo "to przecież dzieci" i że przy naszym adresie będzie adnotacja "roszczeniowi" i będą nas olewać. Tak to wygląda.

Pozdrawiam Was wszystkich, trzymajmy się razem.
 
forg napisał:
Po drugie - Twoja propozycja to typowa wojna barbarzyńska. By wygrać z wojskiem wroga spalimy kilka miast pełnych bezbronnych cywili. Co dzieci zawiniły, ze rodzice kretyni??

forg no ale co my możemy zrobić?:
rozmowa i mediacja nic nie daje ( u mnie np. rozwiązaniem problemu byłoby zamknięcie drzwi do największego pokoju przez tych ludzi z góry i już dzieci nie miałyby gdzie biegać, skakać i się rozpędzać. Bawiłyby się tylko w swoim pokoju, hałasowały owszem ale to już jest do wytrzymania. Kupić podkładki filcowe pod krzesła za 3 zł na allegro, kupić dywan "grubszy" do pokoju - sam im chciałem zafundować nawet ale co z tego skoro oni dywanów nie uznają). W ten sposób problem znika w 70% a reszta 30% hałasów to sobie słuchawki zakładam przez godzinę - dwie na uszy. Każdy idzie wtedy na kompromis.

Po drugie są przepisy prawa które chronią przed notorycznym zakłócaniem spokoju. nie ważne czy to są dzieci czy nie, dzieci nie mieszkają same, są pod stałą opieką dorosłych i dorosły odpowiada za wybryki swojego dziecka.
grzywny powinny lecieć.
kto mi zwróci pieniądze za nerwice,leki, za pogorszenie stanu zdrowia, wizyty u lekarza, pogorszenie koncentracji, gorsze wyniki w nauce i w pracy?

jeżeli 7 letnie dziecko będzie wybijało szyby w samochodach na osiedlu to czy powiemy "to jest tylko dziecko, trzeba to zrozumieć" czy wystawimy rachunek do zapłacenia rodzicom?

tak samo jest z zakłócaniem spokoju, mieszkanie nie jest od biegania, rodzic może łatwo ukrócić takie działania. metod wychowawczych jest pełno.
Zasady współżycia społecznego/sąsiedzkiego obowiązują i trzeba to szanować.

Skoro jakieś kilkuletnie dzieci mnie nerwicują to musi być reakcja czyli wojna.
Mogą wynająć milion najlepszych prawników i nic mi nie udowodnią. Takie pukanie rękawicą w sufit to nie puszczanie muzyki na cały blok.
Zero świadków, wręcz niedorzeczne byłoby wynajęcie prawnika bo skoro słyszę ich chodzenie po 22.00 to będą słyszeć moje "chodzenie po suficie".
jak przez miesiąc będą się budzić z płaczem to może tatusiek zejdzie pogadać i pójdzie na kompromis

ja ze swojej strony polecam wojnę totalną, dyplomacja nic nie da.
Albo się trzeba wyprowadzić albo tak samo nękać jak ci z góry.
 
dziś podobno dzielnicowy był u włascicieli lokalu - bezpośrednio nie odczuwam żadnych zmian, jedynie jest wola właściciela żeby popracowac nad wyciszeniem podłóg w mieszkaniu .....ok dobra tylko jakie rozwiązanie bedzie dobre ? korek ? pianka ??? jeśli się orientuje to optymalna jest warstwa styropianu przed zalaniem stropu ale to jest awykonalne ....jeśli ma ktoś jakies sugestie proszę o pomoc. boje sie jednego ....jeśli zrobią "wyciszenie" po swojemu i to nie pomoże....to wówczas jestem ugotowany - pozostanie tylko - wystawić mieszkanie na sprzedaż!

rozmawiałem z sąsiadami z parteru czy oni mają - (mieli) podobne problemy (bo tez mają dzieci nad sobą ) i mówili że nic im nigdy nie przeszkadzało - wniosek - może wyciszenie jednak coś da. czas pokaże - bede informował na bieżąco.

matematyk - jestem za i podejmowałem już takie próby .....ale nie po to mam swoje mieszkanie żeby z kimś walczyć i sie bić ... podejrzewam również, że piekło jakie panuje u góry skutecznie niweluje moje jakiekolwiek próby uświadomienia sąsiadom "jak to jest" co z tego, że z rańca zacznę głośno się zachowywać po zlości - mam już taki poziom stresu wówczas od rana, że 160/100 nie chce się nakrecać ....moze jakbym miał pare lat mniej to dałbym rade. kupiłbym perkusje i zaczął ćwiczyć.
 
Ostatnia edycja:
W necie gdzieś czytałam, że ponoć korek jest dobry do wyciszania podłóg (jako podkład pod panele lub panele z korka). Tylko , żeby zadziałało, to chyba musi być odpowiednia grubość.
Jeżeli ten korek jest faktycznie taki dobry, to Ty mógłbyś u siebie np. sufit wyłożyć korkiem (podobno można go też malować).

Wpisz w google "korek wygłuszający".
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra