Z
zmocej
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 04.2011
- Odpowiedzi
- 15
Witam. Właśnie mi spadł kamień z serca, kiedy znalazłam to forum... 2 tygodnie temu wprowadzili się nad nami nowi sąsiedzi z 2 małych chłopców- jakoś na oko 6 i 4 lata. No i się zaczęło... Dodam, że wcześniej odbył się remont...
Prawdopodobnie zmieniona została podłoga, która jest teraz tak akustyczna, że słyszymy niemalże każdy krok naszych sąsiadów, a niestety, na krokach się nie kończy...
Dzieciaki od 5 rano potrafią jeździć po mieszkaniu (które ma niespełna 40 m kw.) rowerkami, samochodzikami i nie wiem czym jeszcze, ale huk jest taki, że nie pomagają naprawdę żadne stopery, spać się nie da zupełnie. Dzieciaki tuż nad naszą sypialnią, dokładnie nad naszymi głowami, kiedy śpimy wysypują na podłogę (jak mniemam z paneli) swoje kosze z zabawkami... Te zabawki wyją, śpiewają, gwiżdżą itd. Do tego państwo rodzice, bo inaczej ich nazwać nie można drą się głośniej na te swoje dzieci niż one same potrafią krzyczeć. Więc o 5.30 na przykład można usłyszeć: '" zakładaj, k** te spodnie, mały gnoju, bo ci w****" i za chwilę dziecko ryczy wniebogłosy, ojciec się drze itd. Pani siedzi z chłopcami całymi dnami w domu, non stop, nawet jak jest piękna pogoda, to oni siedzą w domu i np słychać teksty z balkonu: "idź stąd z tą hulajnogą, k***, bo mamusia się opala". Dziecko w ryk, ona w jeszcze większy. Walą, stukają w podłogę, drą się jakby coś naprawdę mieli ze słuchem i tak cały czas. Do tego sąsiad jest zapalonym majsterkowiczem, bo potrafi np. włączyć wiertarkę o 7 rano w niedzielę... Sąsiedzi nie reagują, bo u nas generalnie wszyscy grzeczni i mili. Panie mieszkające obok rzeczonych wrzeszczących rodziców zareagowały ostatnio, kiedy pan tatuś w wielki piątek o 21.45 wiertarkę włączył. Ale odpyskował w swoim stylu obu kobietom i się drzwi z hukiem za nim zamknęły. Żadne finezyjne rzeczy w stylu zwracanie uwagi w normalnym tonie, stukanie w kaloryfer itd. nie pomagają. ja, głupia, o ironio, to nawet do państwa rodziców list napisałam, żeby może się trochę bardziej stonowanie zachowywali itd... Byłam już w spółdzielni, gdzie polecili napisać pismo. Co też uczyniłam. Problem tylko w tym, że trzeba teraz czekać, a naprawdę nie da się żyć
Ja naprawdę nie mam nic do dzieci, ale czegoś takiego po prostu nie da się wytrzymać. Władowaliśmy w to mieszkanie furę pieniędzy, a teraz boimy się do niego wracać
Ciekawe jest to, że wcześniej mieszkała nad nami rodzina z 3 dzieci, w podobnym wieku i nie było słychać właściwie nic. Poczekam, co zrobi spółdzielnia, a potem pewnie wykorzystam Waszą radę z dzielnicowym...
Prawdopodobnie zmieniona została podłoga, która jest teraz tak akustyczna, że słyszymy niemalże każdy krok naszych sąsiadów, a niestety, na krokach się nie kończy...
Dzieciaki od 5 rano potrafią jeździć po mieszkaniu (które ma niespełna 40 m kw.) rowerkami, samochodzikami i nie wiem czym jeszcze, ale huk jest taki, że nie pomagają naprawdę żadne stopery, spać się nie da zupełnie. Dzieciaki tuż nad naszą sypialnią, dokładnie nad naszymi głowami, kiedy śpimy wysypują na podłogę (jak mniemam z paneli) swoje kosze z zabawkami... Te zabawki wyją, śpiewają, gwiżdżą itd. Do tego państwo rodzice, bo inaczej ich nazwać nie można drą się głośniej na te swoje dzieci niż one same potrafią krzyczeć. Więc o 5.30 na przykład można usłyszeć: '" zakładaj, k** te spodnie, mały gnoju, bo ci w****" i za chwilę dziecko ryczy wniebogłosy, ojciec się drze itd. Pani siedzi z chłopcami całymi dnami w domu, non stop, nawet jak jest piękna pogoda, to oni siedzą w domu i np słychać teksty z balkonu: "idź stąd z tą hulajnogą, k***, bo mamusia się opala". Dziecko w ryk, ona w jeszcze większy. Walą, stukają w podłogę, drą się jakby coś naprawdę mieli ze słuchem i tak cały czas. Do tego sąsiad jest zapalonym majsterkowiczem, bo potrafi np. włączyć wiertarkę o 7 rano w niedzielę... Sąsiedzi nie reagują, bo u nas generalnie wszyscy grzeczni i mili. Panie mieszkające obok rzeczonych wrzeszczących rodziców zareagowały ostatnio, kiedy pan tatuś w wielki piątek o 21.45 wiertarkę włączył. Ale odpyskował w swoim stylu obu kobietom i się drzwi z hukiem za nim zamknęły. Żadne finezyjne rzeczy w stylu zwracanie uwagi w normalnym tonie, stukanie w kaloryfer itd. nie pomagają. ja, głupia, o ironio, to nawet do państwa rodziców list napisałam, żeby może się trochę bardziej stonowanie zachowywali itd... Byłam już w spółdzielni, gdzie polecili napisać pismo. Co też uczyniłam. Problem tylko w tym, że trzeba teraz czekać, a naprawdę nie da się żyć