Zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

  • Autor wątku Autor wątku ania1977
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
Witam. Właśnie mi spadł kamień z serca, kiedy znalazłam to forum... 2 tygodnie temu wprowadzili się nad nami nowi sąsiedzi z 2 małych chłopców- jakoś na oko 6 i 4 lata. No i się zaczęło... Dodam, że wcześniej odbył się remont...
Prawdopodobnie zmieniona została podłoga, która jest teraz tak akustyczna, że słyszymy niemalże każdy krok naszych sąsiadów, a niestety, na krokach się nie kończy...
Dzieciaki od 5 rano potrafią jeździć po mieszkaniu (które ma niespełna 40 m kw.) rowerkami, samochodzikami i nie wiem czym jeszcze, ale huk jest taki, że nie pomagają naprawdę żadne stopery, spać się nie da zupełnie. Dzieciaki tuż nad naszą sypialnią, dokładnie nad naszymi głowami, kiedy śpimy wysypują na podłogę (jak mniemam z paneli) swoje kosze z zabawkami... Te zabawki wyją, śpiewają, gwiżdżą itd. Do tego państwo rodzice, bo inaczej ich nazwać nie można drą się głośniej na te swoje dzieci niż one same potrafią krzyczeć. Więc o 5.30 na przykład można usłyszeć: '" zakładaj, k** te spodnie, mały gnoju, bo ci w****" i za chwilę dziecko ryczy wniebogłosy, ojciec się drze itd. Pani siedzi z chłopcami całymi dnami w domu, non stop, nawet jak jest piękna pogoda, to oni siedzą w domu i np słychać teksty z balkonu: "idź stąd z tą hulajnogą, k***, bo mamusia się opala". Dziecko w ryk, ona w jeszcze większy. Walą, stukają w podłogę, drą się jakby coś naprawdę mieli ze słuchem i tak cały czas. Do tego sąsiad jest zapalonym majsterkowiczem, bo potrafi np. włączyć wiertarkę o 7 rano w niedzielę... Sąsiedzi nie reagują, bo u nas generalnie wszyscy grzeczni i mili. Panie mieszkające obok rzeczonych wrzeszczących rodziców zareagowały ostatnio, kiedy pan tatuś w wielki piątek o 21.45 wiertarkę włączył. Ale odpyskował w swoim stylu obu kobietom i się drzwi z hukiem za nim zamknęły. Żadne finezyjne rzeczy w stylu zwracanie uwagi w normalnym tonie, stukanie w kaloryfer itd. nie pomagają. ja, głupia, o ironio, to nawet do państwa rodziców list napisałam, żeby może się trochę bardziej stonowanie zachowywali itd... Byłam już w spółdzielni, gdzie polecili napisać pismo. Co też uczyniłam. Problem tylko w tym, że trzeba teraz czekać, a naprawdę nie da się żyć :( Ja naprawdę nie mam nic do dzieci, ale czegoś takiego po prostu nie da się wytrzymać. Władowaliśmy w to mieszkanie furę pieniędzy, a teraz boimy się do niego wracać :( Ciekawe jest to, że wcześniej mieszkała nad nami rodzina z 3 dzieci, w podobnym wieku i nie było słychać właściwie nic. Poczekam, co zrobi spółdzielnia, a potem pewnie wykorzystam Waszą radę z dzielnicowym...
 
Jeśli przeczytałaś cały ten wątek to już wiesz, że w większości przypadków "po dobroci" nic nie da się zrobić. Nie pomoże też zaklinanie rzeczywistości, czekanie na cud i zrozumienie, wpatrywanie się w sufit zbolałym wzrokiem. U mnie zeszło kilka lat,zanim wybrałem się do dzielnicowego, a wizyt "po prośbie" o spokój u sąsiadów było ok. 10 - każda z marnym skutkiem. Teraz wyprowadzili się (dzięki Ci, Panie), ale też i z niepokojem czekam co tez potrafią ich następcy, na razie remont.
Jeśli jesteście,jako sąsiedzi, mili i grzeczni, to się dogadajcie, i wspólnie zajmijcie się tematem.
Nie ma co czekać z dzielnicowym, nic się przez to czekanie nie zmieni,a przyjaciółmi z sąsiadami z góry raczej nie będziecie. To tylko kwestia przełamania się, dziś Ty u dzielnicowego, jutro on u nich. Z wizyty sporządzi notatkę. Nie pomoże, to zaprosisz go do sąsiadów na wizytę znowu - to już może skutkować dla nich sprawą w sądzie. Skoro grzeczne panie sąsiadki to dla niego nie partnerki do rozmowy, to może jakiś lepiej zbudowany sąsiad ? Nie daj sobie za darmo marnować życia.
 
Przeczytałam prawie cały wątek. I co? I nic. Wyjscia z takiej sytuacji nie ma żadnego. A ja nie mam go chyba w ogóle.

Mieszkam w bliźniaku, za ścianą starzy na dole, młodzi z dwójką dzieci na górze. Do starych kiedy mieszkali w bloku przychodzili na skarge sasiedzi, ze dzieci robia łomot i nie mogli z nimi wytrzymac. teraz ich dzieci (czyli młodzi mieszkający na gorze) pozwalają swoim dzieciom na takie same zachowania. Łomot i efekt stada koni mam od ok 7 rano do 21, w weekendy i swieta wiadomo - ile sie da. Argumenty jak zwykle te same prymitywne: dzieci musza sie wyszumiec, wolnosc tomku w swoim domku itd. Tylko zapomnieli ze bliźniak to nie swój domek, za ścianą mieszkają ludzie, czyli my. tez mam dziecko, ale ono nie skacze, nie biega, nie drze sie jak opętane.

Usłyszałam, ze jak mi sie nie podoba to mam sie wyprowadzic. to typowe dla naszego kraju: tu nie ma prawa chroniącego ofiarę chamstwa. Bite i poniewierane kobiety także tułają sie z dziecmi po domach samotnych matek, a ojciec i mąż kat - zostaje w domu. taki nasz polski standard.

Myslałam o wyciszeniu scian ale sasiad ma to w d... W sumie mu sie nie dziwie, to on generuje hałasy a nie ja wiec co ma wyciszac? jak wycisze tylko zmojej strony to zrobie dobrze im a nie sobie, oni beda mieli ciszej a ja - tak samo.

Marze o wlasnym domku jednorodzinnym i to posrodku ogromnej działki, zeby miec jak najdalej do najblizszego sasiada.
 
fil9 napisał:
Mój problem nie do końca jest taki sam jak te opisane w tym wątku ale chyba tutaj najlepiej pasuje, ponieważ również dotyczy uporczywego hałasu z "sasiedztwa".
Źródłem hałasu są metalowe drzwi wejściowe od sklepu spożywczego, który znajduje się pod moim mieszkaniem. Zainstalowane są w ścianie, która styka się z sufitem, co powoduje, że hałas w dużej części przenoszony jest do mieszkania. Nie zapoznałem się jeszcze z aktami prawnymi wspominanymi w tym wątku i mam nadzieję, że nie będzie to konieczne. Jak na razie dowiedziałem się, że właścicielkę delikatesów można spotkać tylko rano. Zamierzam z nią porozmawiać do końca tygodnia, ponieważ wydaje mi się, że wystarczy zainwestować w porządny samozamykacz, który będzie wyhamowywał drzwi zanim trzasną. Ten obecnie zainstalowany tylko bardziej rozpędza drzwi co zwiększa hałas. Ekspedientki, które to usłyszały nie były zachwycone pomysłem.
Wybiegając w przyszłość może ktoś mi napisać czy art.13 ustawy o ochronie praw lokatorów, art. 51 Kodeksu wykroczeń, prawo cywilne odnoszą się/traktują w jakiś szczególny sposób osoby prowadzące działalność gospodarczą, np. sklep?? Pytam bowiem w razie potrzeby będę musiał zastosować wymienione w tym wątku sposoby jak np. pismo do spółdzielni, dzielnicowego itd. (jak się często okazuje mało skuteczne), są może jakieś jednoznaczne przepisy, które zabraniałyby codziennego hałasowania od 6:00 rano wywołanego przyjmowaniem towaru;)??.
Kiedy kupowałem mieszkanie ten sklep traktowałem jako zaletę, a teraz okazał się przekleństwem:(.



Niezle zatruc zycie potrafi tez ten cholerny gwizdzacy swistak, ktory wydaje mechaniczny dzwiek przy kazdym wejsciu i wyjsciu klienta ;);)
 
==>zmocej: pismo do sądu rodzinnego z prośbą o wgląd w sytuację dzieci (wyzwiska, kiszenie w domu, brak należytej opieki, może alkohol, kto wie? Ty też nie musisz wiedzieć, prosisz o sparwdzenie i tyle).
U nas to działało pół roku. Chyba wizyty kuratora się skończyły, bo od miesiąca znowu mamy piekło.

Na prawo i reakcję odpowiednich służb nie masz co liczyć. Sąd i MOPS.

Pozdrawiam wszystkich.
 
Wolfin, wielka.woda, dziękuję za rady. Właśnie dziś mamy "fajny" wolny dzień... Od 6.30 odbywa się darcie ryjków na górze, jeżdżenie na rowerku po domu i sama nie wiem co jeszcze, głowa mi pęka, a mąż wychodzi z siebie... Żadne racjonalne argumenty nie działają na tych państwa, niestety... Myślicie, że ktoś jest w stanie na nich wymusić, żeby chociaż położyli na podłogę jakieś dywany? Podłoga jest na pewno nowa i źle wykonana, bo słychać najdrobniejsze szmery z góry, czego wcześniej nie było.
 
Próbuj we wspólnocie/administracji. Czy sąsiedzi są właścicielami mieszkania? Jeśli nie to nalezy bombardować właściciela.
I naprawdę nie czekaj do pełnego rozwinięcia sie nerwicy - pisz pismo do sądu. Poszukaj informacji w necie i wal.
No ręce opadają.
 
Moi drodzy każdy ma prawo do spokoju! Jak sąsiad prosił mnie w dzień o uciszenie dzieci to tak zrobiłem. Więcej czasu trzeba poświęcić.Mam teraz problem ze sąsiadami gdyż dzieciak gania ale jak jest niania to jest spokój no więc o co chodzi? Zainteresować się dzieciakiem. Jest to tylko kwestia liczenia się z drugimi. Każdy co ma małe dziecko myśli że jest najważniejszy, a co mają powiedzieć starsi ludzie , oni są już nie potrzebni ?!.Kiedyś i Wy będziecie błagać o spokój bo przyjdzie następne pokolenie. Dziecko ma prawo latać , pies ma prawo szczekać , sąsiedzi przeprowadzać remont, młodzi grać głośno muzykę. Połączmy to wszystko razem i co wyniknie.Trochę kultury dla każdego.
 
zmocej napisał:
Myślicie, że ktoś jest w stanie na nich wymusić, żeby chociaż położyli na podłogę jakieś dywany? Podłoga jest na pewno nowa i źle wykonana, bo słychać najdrobniejsze szmery z góry, czego wcześniej nie było.[/QUO

Trzeba próbować (administracja, dzielnicowy), nawet jesli będą patrzeć na Ciebie jak na d.... i modlić się, żeby tak jak w przypadku W.W wyprowadzili się gdzie pieprz rośnie :ok: Może się uda, czego bardzo życzę.
Wielka Wodo, cieszymy sie razem z Tobą i pozytywnie zazdrościmy, że uwolniłeś się od tych .......
 
Witam
Przeczytałam wszystkie wypowiedzi i ... niestety , spółdzielnia, dzielnicowy umywają ręce !

Nie łudźcie się !

Przeżywam to co Państwo każdego dnia od 4 lat !
Były skargi w spółdzielni , u dzielnicowego , była wzywana policja ... byliśmy również u prawnika , który bezradnie rozkładał ręce .
Owszem ,można zaskarżyć bezmyślnych rodziców , tylko kto w tym kraju wygrał taką sprawę ?
Znają Państwo takie przypadki ?

...jestem na skraju wyczerpania nerwowego !
 
Struna* napisał:
Witam
Przeczytałam wszystkie wypowiedzi i ... niestety , spółdzielnia, dzielnicowy umywają ręce !
Nie łudźcie się !
Przeżywam to co Państwo każdego dnia od 4 lat !
Były skargi w spółdzielni , u dzielnicowego , była wzywana policja ... byliśmy również u prawnika , który bezradnie rozkładał ręce .
Owszem ,można zaskarżyć bezmyślnych rodziców , tylko kto w tym kraju wygrał taką sprawę ?
Znają Państwo takie przypadki ?

...jestem na skraju wyczerpania nerwowego !

Chyba jedyny taki przypadek w Polsce , że ktoś wygrał w sądzie, ale to było w 2004 roku:
http://forum.gazeta.pl/forum/w,16,121580320,121582923,Re_Ojciec_skazany_za_glosne_zabawy_dzieci.html

Tylko nie wiadomo jakie efekty to tak naprawdę przyniosło .
 
Dzięki za odp .
Jeden wyrok i to 7 lat temu - mało budujące !
impas...
 
Współczuję, Struno. Wszyscy to znamy, wszyscy jesteśmy bezradni i szukamy pomocy.
 
ja wszystkim proponuje nagrywać takie rzeczy na kamerze u siebie w domu. Mam znajomą która udowodniła uciążliwość dzieci sąsiadów. Trzymam kciuki za wszystkich :)
 
"Mój" bachorek też daje popalić . Nie jeździ na rowerku, czy hulajnodze po mieszkaniu (na szczęście za meły metraż :evil: ) , ale łomocik jaki wytwarza potrafi człowieka wyprowadzić z równowagi .
Bawi się na podłodze i przemieszcza się z jednego końca pokoju na drugi waląc kolanami o panele. I tak potrafi cały dzień. Z przerwami na papu, siusiu, czy krótki spacerek. Te dźwięki "łomocąco-stukające" są na zasadzie kropli,która kapie z kranu. Nie przeszkadza przez pierwsze kilkanaście minut, ale gdy trwa godzinami, to można szału dostać.
Albo jest kika , kilkanaście minut w miarę ciszy i nagle "ryyyyp" o podłogę, przypuszczalnie skok z jakiegoś mebla. I znowu chwilka ciszy i "ryyyp" o panele.
Wisi mi obraz na ścianie. I przy każdym takim skoku obraz normalnie "dzwoni" o ścianę. A nie jest mały i waży swoje.
Normalnie zawału można dostać, o nerwicy nie wspomnę.
Acha, zapomniałam o trzaskaniu drzwiami od pokoju co jakiś czas.
Oczywiście nie słyszę, żeby mu rodzice zwracali uwagę. A niech się dzieciątko "bawi".

Przeszłam już różne etapy : jak jeszcze nie chodził było walenie nóżkami o panele, potem oczywiście etap biegania , w weekendy, Święta od godz. 7 rano.
Teraz jest to o czym wspomniałam wyżej.
I tak to trwa prawie 4 lata.

O drzemce np. w ciągu dnia nie ma co marzyć nawet.

Kurna, nie wiem jak długo to wytrzymam.
 
Ostatnia edycja:
Było u mnie dwóch policjantów , i akurat słyszeli jak dziecko sąsiadki biegało. Niesamowity hałas .Poszli na górę do sąsiadki i co! Dostałem wyrok nakazowy 500zł bez przeprowadzenia rozprawy z art.107 kw. za to że wołałem bez zasadnie policję. Odwołuje się . Zobaczymy co dalej Zbyszek.
 
Dziękuję za odpowiedzi.
malarz 77, odwołuj się, bo to jakaś absurdalna sprawa!
marwika, my mamy 38 m kw. i ulubieńcy mieszkający nad nami również tyle, co nie przeszkadza im w jeżdżeniu na rowerkach i hulajnogach... (jakoś u mnie w domu, ani u mojego męża, pomimo dużych przestrzeni, nikt po domu nie jeździł...) Dziś u nas właśnie była pobudka rowerkowa o 6, wczoraj przed 6... i tak jest codziennie. I ja już codziennie też rano leżę w łóżku i płaczę, bo nie wiem co zrobić, bo pracuję przez większość czasu w domu i jestem na nich skazana... Kiedy wczoraj postukałam przed 7 w sufit, żeby im dać do zrozumienia, że są za głośno, to dopiero się huk zaczął :(
Najdziwniejsze jest to, ze wcześniej nad nami również mieszkała rodzina, z 3 dziećmi, jak pisałam, w podobnym wieku i nie było w zasadzie nic słychać. Ci nowi zrobili sobie jednak remont, czytaj nową podłogę z cudownych paneli (wcześniej był stary, dobry parkiet). Wydaje się też, że kładł tę podłogę sam pan i władca, bo ekip żadnych nikt tam nigdy nie widział, no i podłoga jest zupełnie niewytłumiona... Stąd te hałasy u nas - takie mam informacje od sąsiadki.
Wczoraj rozmawiałam ze znajomą, która opowiedziała mi taką sytuację: w mieszkaniu własnościowym jej brat robił remont - wyburzał kawałek ścianki działowej między kuchnią a salonem. Ekipa pracowała od 8 do 15, od 2 dni. Trzeciego dnia do drzwi zadzwonili: 2 policjantów, pani ze spółdzielni oraz jakiś inspektor nadzoru budowlanego :-o
Panowie budowlańcy otworzyli drzwi, skończyło się na mandacie oraz na obowiązkowym odbudowaniu kawałka ścianki, która została zburzona. Jeśli więc remont komuś tak dokuczał, to może i w naszym wypadku da się coś zrobić? Trochę mnie ta sprawa podbudowała, że może jednak da się coś osiągnąć, więc napiszę kolejne pismo do naszej administracji, tym razem odnośnie tej cholernej podłogi naszych "ulubieńców".
Zaczynam się też ostatnio bać pana sąsiada, bo wrzeszczy i klnie on niemiłosiernie, a poza tym wydaje mi się też, że tłucze dzieci i żonę, bo ostatnio było słychać jego wrzaski, wyzwiska i płacz kobiety :(
 
Ostatnia edycja:
Współczuję Tobie ale chyba nie powinnaś stukać w sufit bo oni Ciebie posądzą o hałas. Ja tak miałem.Pobiegłem w butach do pokoiku na poddasze aby im przypomnieć że też nam przeszkadza hałas , ponoć nagrała dźwięk zadzwoniła na policję o godzinie 21,53 .Przyszli do mnie po 22.00 w sumie sam im otworzyłem drzwi. Automatycznie mandat 500 zł którego nie przyąłem zrobiłem im awanturę że biegłem po schodach przed 22.00 , nic nie pomogło .Dostałem za ok. 2 tygodni wezwanie ,nie chcieli przesłuchiwać żony i syna tylko jej matkę. Podał mnie do sądu bez odbycia rosprawy.Dostałem nagane.z ar.51 Za zakłócenie ciszy nocnej , skakanie po schodach, granie głośno muzyki, i za wiercenie wiertarką od 22-22.15 co tego w ogóle nie było i co dwóch policjantów nie mam żadnej szansy . Przyznałem się dobrowolnie. Później dostałem wezwanie z ar.107 co już pisałem.Coś tu trzeba wymyśleć.Mam nagrany film z przed 6 lat jak zrobili demolkę w mieszkaniu nie zgłaszając do nadzoru budowlanego.Usuneli ściankę i zerwali deski podłogowe usówając tz. polepę możliwe że to jest przyczyną hałasu.Odwołałem się do sądu i komendanta miejskiego teraz to nie popuszczę .Sąsiadów mam lekarzy znam już z opowieści jakie to chamstwo. Nagrywaj kamerą głos i zapisuj zdarzenia może Przyda Ci się kiedyś na policji. Zawsze to jakieś dowody.Zbyszek
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra