Zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

  • Autor wątku Autor wątku ania1977
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
RE: zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

p_a_r_a_g_r_a_f napisał:
Rzeczywiście, u mnie też tak było :) Aż mi się łezka zakręciła jak wspomnę tamte czasy. Dzisiaj już nikt nie stuka łyżką w kaloryfer, tylko od razu wystukuje 112...

Witam ponownie i ja:) Z chamstwem nie da się dyskutować...ja zwracałam uwagę 2 razy i jest bez zmian tzn. ciągły łomot, tupanie (również obcasami częstej bywalczyni tego mieszkania), szuranie, upadanie różnych rzeczy czasem tak, że można podskoczyć-szkoda gadać. Pukam w kaloryfer lub sufit w momencie kiedy nie da się wytrzymać i co? i to, że te bachory pod nadzorem ich głupiej matki odpukują mi umyślnie tyle razy ile ja, a hałas jak był tak jest. Popieram Pana NaPohybel - niech Pan walczy o swoje i nie słucha paniusi z banku. Trzymam kciuki Panie NaPohybel:brawo:
Zapomniałam napisać, że ta co mieszka nade mną całe dnie siedzi w domu, nie pracuje (odkąd tam mieszkamy czyli 3 lata) i mimo to że siedzi w domu cały dzień zaczyna odkurzać o 21.00 wieczorem w taki sposób, że trze swoją podłogę tak, że mało dziury nie zrobi.
 
Ostatnia edycja:
RE: zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

renatas napisał:
dzieci w wieku ok. 2 lat są bardzo głośne i aktywne ruchowo, co jest całkowicie normalne na tym etapie rozwojowym i nie ma nic wspólnego z WYCHOWANIEM, jak niektórzy sugerują.
Współczuję bardzo rodzicom małych dzieci, których spotyka taka wrogość i brak zrozumienia ze strony sąsiadów, jaką prezentują niektóre osoby na tym forum.

W takim razie 8 latek powinien już mieć trochę oleju w głowie,co? nade mną mieszka właśnie 8 latek-totalny idiota rośnie-zero zajęć, zero zainteresowań - tylko biegać umie:mad:
 
RE: zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

mereko napisał:
wydaje mi się, że nie można zastosować tutaj tego przepisu ponieważ nie można dzieciom ani nawet ich rodzicom udowodnić, że działają umyślnie. Jeśli sądy chciały by stosować ten przepis tak jak proponujesz to w każdym bloku można by każdemu założyć sprawę o np. spuszczanie wody w toalecie, lanie wody do wanny itp itd,

Mereko, ale spuszczanie wody nie jest tak uciążliwe jak bezstresowy wychów (bo wychowywaniem tego nie nazwę) i raczej nikt nie robi z tego problemu. Ciągły łomot natomiast jest nie dozniesienia, zwłaszcza że próbowaliśmy z mężem rozmawiać z ową mamusią całkiem spokojnie i grzecznie. Nie poskutkowało.
 
Ostatnia edycja:
RE: zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

temida52 napisał:
......próbowaliśmy z mężem rozmawiać z ową mamusią całkiem spokojnie i grzecznie. Nie poskutkowało.

Bo tak jest, niestety coraz częściej, że mamusie (zwłaszcza one) boją się zwrócić uwagę swojemu dziecku. Poprostu - nie radzą sobie z wychowywaniem własnego dzieciaka.

Temido kochana, mam ten sam problem co Ty. Tylko, że dzieci są młodsze, 2 i 3 lata. Tak się przymierzam do rozmowy z którymś z rodziców, tylko nie bardzo wiem jak taką rozmowę zacząć. Co by ew. nie urazić uczuć rodzicielskich. Bo wiadomo, każdy rodzic zakochany po uszy w swoim dziecku.
No, jutro sobota,pojutrze niedziela, to będę miała pobudkę o 7 rano, jak zwykle zresztą.
Na chwilę obecną , jak dzieciaki zaczynają robić sajgon:tuptup: nade mną, to puszczam głośniej muzykę, ale jak długo można słuchać głośno muzyki.
 
RE: zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

temida52 napisał:
zero zainteresowań - tylko biegać umie
No a jak zostanie mistrzem świata w bieganiu, to będziesz się takim byłym sąsiadem chwalił... Żartuję - współczucia.
 
Witam,

Pozwolę sobie odkurzyć wątek. Łączę się w bólu z wszystkimi, którzy są narażeni na hałasy dzieci wychowywanych bezstresowo i przesiadujących całymi dniami w domu. Jestem w identycznej sytuacji od siedmiu lat i od samego początku każdy mój dzień przypomina walkę o przetrwanie. Nade mną małżeństwo (moimi róweśnicy zresztą, 33 lata) z dwójką dzieci (jak się wprowdzaliśmy było jedno, w tej chwili starsze 7 lat, a młodsze 1,5 roku). Nikt, kto nie przeżył czegoś podobnego na własnej skórze, nie wiem, o czym mówi, zapewniam. Od rana do nocy hałasy potworne (starsze dziecko do przedszkola nie chodziło, za to całymi dniami przesiadywało w domu). Na podłogach zero dywanów czy wykładzin, za to tak modne ostatnio panele kiepskiej jakości bez warstwy izolacyjnej. Skoki alpejskie, biegi, przytupy, krzyki, przez cały dzień (nic a nic nie przesadzam). Wstaję na komendę (patrz, sąsiedzi się obudzili, więc i ja nie mam wyboru), idę spać, gdy już mi wolno (patrz, gdy sąsiedzi się zmęczyli i udali na zasłużony odpoczynek). Wszelkie rozmowy nie przynosiły żadnego rezultatu, a jedynie kończyły się dla mnie w b. przykry sposób (wulgaryzmy itd. ze strony głowy rodziny). Złożyłam skargę w spółdzielni, no i się zaczęło. Najpierw bluzgi i groźby pod moim adresem, a potem nasyłanie na mnie patroli interwencyjnych pod pozorem zakłócania im spokoju (sic!!). To ja musiałam tłumaczyć, że nie jestem wielbłądem. Ale najlepsze było jeszcze przede mną. Pewnego pięknego dnia otrzymałam wezwanie do sądu. Byłam stroną pozwaną, oskarżaną o zakłócanie spokoju i spoczynku nocnego (no comments). Napiszę tylko, że w mojej sprawie zeznawała sąsiadka, która obaliła te idiotyzmy i sprawę umorzono, ale co przeszłam, to moje. Niestety nadal tu mieszkam, bo trudno wszystko rzucić (zwłaszcza w dobie obecnej sytuacji ekonomicznej), ale jestem na etapie szukania nowego mieszkania. Bo smutny wniosek jest taki. Jak się trafi na kogoś, kto nie jest partnerem do rozmowy i posługuje się argumentacją w stylu "To tylko dzieci. Muszą hałasować. Przecież nóżek im nie zwiążę i nie zaknebluję", to arsenał środków gwałtownie się wyczerpuje. Nic nie da się zrobić. To wojna z wiatrakami. Ci mieszkający pod hałaśliwą bandą szanse mają takie, jak kierowca fiata 126p w starciu z czołgiem. Oczywiście, nie muszę dodawać, że hałasy trwają nadal. Do tego doszły różne złośliwości, typu, sprzątanie (odkurzanie, pranie, wirowanie, przesuwanie mebli) grubo po 23.00 itd. Mam odruch wymiotny na myśl o powrocie do domu.
Pozostaje mi tylko dodać, że nie byłam stroną, której zależało na zaognianiu konfliktu. Jedyne czego pragęłam, to odrobina spokoju we własnym mieszkaniu. To chyba nie aż tak wiele. A jednak...
 
Naprawdę Ci współczuję, i to bardzo.
Problemem jest to, że nie można się z nimi dogadać w żaden sposób.
Widać ,że to ludzie ograniczeni umysłowo, zadufani w sobie, poprostu......prymitywy.
Życzę Ci abyś jak najszybciej przeprowadziła się do nowego mieszkania.
I pamiętaj: tylko ostatnie piętro;)

P.S.
A twoim "wyrozumiałym " sąsiadom życzę aby na Twoje miejsce (jak się wyprowadzisz kiedyś) przyszli studenci . Wiesz, tacy "cisi inaczej":evil:
 
Dzięki Marwika. Fajnie by było
Życzę Ci miłego dnia :)

A wszystkim będącym w podobnej sytuacji co ja, życzę spokoju we własnym domu
 
Jednak jak się chce, to można nad dzieckiem zapanować.
Jak już wspominalam, mam nad sobą dwoje małych dzieci. Więc może z racji wieku ich najfajniejszą zabawą jest bieganie i skakanie.
No i wiadomo, sufit wali się na głowę....
Parę dni temu młodsza latorośl , lat ok.2 , zafundował codzienną dawkę skoków, podskoków itp. Trwało to non stop już jakieś 30 minut.
W pewnym momencie słyszę ( taka akustyka niestety) jak tatuś mówi do synusia płaczliwym głosem: " Jasiu ... przestań, bo już głowa boli".
No i Jasio przestał skakać. Czyli co? Można? Można ,jak się tylko chce.

Głowa tatusia ważna rzecz, ale inne głowy (czytaj sąsiadów pod) to już nieważne (czyli co mnie to obchodzi) :evil:
 
marwika napisał:
W pewnym momencie słyszę ( taka akustyka niestety) jak tatuś mówi do synusia...
Gdyby budynki projektowało się tak, jak powinno, nie byłoby takich problemów. Zdarza się, że ludzie wołają policję do mieszkania i potem powołują ich na świadków "że było głośno". Tylko często winny nie jest sąsiad i jego olewactwo w opiece nad dziećmi czy umiłowanie głośniejszej muzyki, tylko słabe ściany/sufity. I potem sąd musi się głowić, kto ma prawo do normalnego mieszkania. Dlatego się cieszę, że już nie mieszkam w wielorodzinnym.
 
p_a_r_a_g_r_a_f napisał:
... Dlatego się cieszę, że już nie mieszkam w wielorodzinnym.

A ja Ci zazdroszczę :smile:

P.S. Znam przyjemność mieszkania w "nie-wielorodzinnym", ale to już przeszłość , niestety:-(
 
zgadzamsię z temidą52.takie "ba...ry" to plaga.mam ten sam problem.nie mam nic do dzieci tylko do ich rodziców.mogą byc mniej agresywne zabawy niz walenie w podłoge.Napszykład poczytac dziecku książke.sama mam córke i jakoś nikomu nie przerzkadzamy.
 
Nie tylko temida52 była tego zdania :). Niestety ja to przerabiam dzień w dzień od kilku lat. W tej chwili też. Nade mną dwójka rodziców i dwójka dzieci (pani nie pracuje, a pan też często w domu). Plus babcia. Jak się okazuje, to za mało osób, aby miał się kto zająć pociechami. A wiadomo, w jaki sposób dzieci organizują sobie czas puszczone na żywioł. Ja w każdym razie wyczerpałam wszystkie środki perswazji. Pozostaje mi zmiana mieszkania. I na tym się obecenie skupiam.
 
madzik33 napisał:
..... Pozostaje mi zmiana mieszkania. I na tym się obecenie skupiam.

Madzik, zabierz mnie ze sobą :help:;)


Nataszi, widzę, że nie jestem odosobniona w swojej opinii i przykrych doświadczeniach.
A juz myslałam , że może przesadzam.
 
Ostatnia edycja:
Marwika! na pewno nie przesadzasz.dla mnie to też chory temat.
 
wkurza mnie tylko że jestem bezsilna w tej sprawie.Żadna policja a nie SM nie będzie interweniować w tej sprawie.mała szkodliwość czynu czy coś takiego.a ja po prostu chcę życ w zgodzie z sąsiadami bo mnie tak nauczono.:(
 
nataszi napisał:
Żadna policja a nie SM nie będzie interweniować w tej sprawie.mała szkodliwość czynu czy coś takiego.
Nie do końca. Jeżeli jakiekolwiek zachowanie kogoś lub czegoś zakłóca spokój, który się Tobie należy, masz prawo zgłosić to odpowiednim organom. Ostatnio byłem nawet na interwencji, gdzie zgłaszająca chciała tylko żebym postał chwile w jej mieszkaniu i potem potwierdził w Sądzie, że od strony sąsiadów leci głośna muzyka. W takim przypadku zgłaszająca złożyła oficjalne zawiadomienie u dzielnicowego i żądanie (nie prośbę) ścigania sprawcy, a mnie potem Sąd wezwie jako świadka. Nie wiem jednak, czy w końcu jej coś pomogłem, bo sąsiedzi mówili, że już kilka spraw było...
 
nataszi napisał:
wkurza mnie tylko że jestem bezsilna w tej sprawie.Żadna policja a nie SM nie będzie interweniować w tej sprawie.mała szkodliwość czynu czy coś takiego.a ja po prostu chcę życ w zgodzie z sąsiadami bo mnie tak nauczono.:(

nataszi Zrób sobie dzieciaka i poczujesz jak to jest.
W końcu mamy w Polsce niż demograficzny!
Każde dziecko jest na wagę złota.

Wydaje mi się, że jest to spór osób niepłodnych zazdroszczących dzieci i tych obdarowanych przez Boga.
Ustalmy, że dziecko do 25 roku robi hałas. Najpierw głośne krzyki i skakanie potem głośna muzyka a na koniec imprezki.
Założę się że osoby skarżące się na hałas to osoby bezdzietne albo te których pociechy wyprowadziły się już z domu.

U mnie nie było pukania w rury, wprowadzilem się z rodzicami do nowego bloku w latach siedemdziesiątych i wszystkie 60 rodzin (młodych malżeństw) miało dzieci (1- 15lat). Było wspaniale. Setka dzieci i zgrani rodzice. Szum,stukot nikomu nie przeszkadzał. A po wywiadówce cały blok po prostu wył. :-)



Zasada jest jedna:

Jeśli twój sąsiad nie należy do twojego pokolenia nigdy się nie dogadacie (tak do końca). Sprawdzona prawda. Macie po prostu inne wartości.


Ale wiem to po sobie. Jak się przerobię w robocie to strzały z armaty mnie nie obudzą.
Może Ci nażekający na hałas wzieliby się za jakąś robotę ?
 
kamell napisał:
spór osób niepłodnych zazdroszczących dzieci i tych obdarowanych przez Boga... Założę się że osoby skarżące się na hałas to osoby bezdzietne albo te których pociechy wyprowadziły się już z domu...Może Ci nażekający na hałas wzieliby się za jakąś robotę ?
Przeginasz świadomie czy aż tak brakuje Ci wyobraźni? Zamiast widzimisiać to daj konkretną poradę prawną.
 
p a r a g r a f

Sam dobrze wiesz jako policjant, że prawo (wyrok sadowy) w takim przypadku wyrządzi więcej krzywdy niż pożytku.
Niech się wypowiedzą osoby którym te "wredne" dzieci (na przykład chore na ADHHD)przeszkadzają wzieliby te dzieci na chwilową opiekę od sąsiadki i pokazaliby ich rodzicom, że dzieci można by czymś zająć,żeby tak nie hałasowały.

A i jeszcze jedno co z dziećmi chorymi na ADHD? Obozy koncentracyjne czy specjalne kwatery dla takich rodzin?
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra