Zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

  • Autor wątku Autor wątku ania1977
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powiem wam jedno: ludzie tragedia z zakłócaniem spokoju przez sąsiadów/dzieci.

Byłem w Sanepidzie - miły Pan wytłumaczył jak się rzeczy mają. Oni takich badań nie prowadzą tylko jak mierzą natężenie gdy ktoś otwiera dyskotekę, blisko jest droga ekspresowa, ktoś montuje lodówkę w sklepie pod mieszkaniami. badają natężenie dźwięku maszyn...i tylko maszyn. Zresztą jakby nawet chciał mi pomóc i zrobić badania to w jakimś rozporządzeniu jest napisane, że spółdzielnia musi poinformować o tym sąsiadów którzy uprzykrzają nam życie.
kompletny absurd prawny bo przecież wiadomo, że oni w dniu badań wyjadą z domu albo będą siedzieć cicho.

Zasugerował Inspektora Budowlanego który ma jakąś maszynę zwaną "stukaczem" która mierzy izolacyjność podłogi. No to lecę tam ucieszony, że może jest szansa na wyciszenie podłogi jeżeli stwierdzą nieprawidłowości izolacyjności niezgodne z dyrektywami UE i rozporządzeniami krajowymi.
Oczywiście zblazowane baby jak to w urzędach potraktowały mnie chamską odzywką, że nie udzielają porad prawnych. Nie odpuściłem jednak i drążyłem temat po czym usłyszałem, że nie ma żadnych szans bo przepisy (bodajże z 2006) dotyczą nowo powstałych mieszkań/bloków a nie budowanych 15,20 lat temu. Kolejny absurd prawny bo jeżeli mieszkanie nie spełnia tych dyrektyw a wprowadzi mi się słonica z bachorami to powinni mi wyciszyć bo nie spełnia mieszkanie norm. Niech sobie wtedy biegają, grają w piłkę. Jeżeli mam normalnego sąsiada to nie ma sensu wyciszać. Proste jak drut.

Dalej sprawa ze spółdzielnią - 99% przypadków kładzie na to lachę i sugeruje dogadać się między sobą. To jest ostatni bastion komuny - spółdzielnie i z niekumatymi leniami nie ma sensu gadać. No ale trzeba walczyć jednak i pisać, może za n-tym razem coś zrobią.

Chyba najskuteczniejsza jest już policja i sąd grodzki
Ojciec skazany za głośne zabawy dzieci
W Gdańsku dostał koleś grzywnę za zakłócanie spokoju (art. 51 par. 1 kw).

Powiem wam tak, że z artykułem z art. 51 § 1 Kw jest tak, że wysłałem takei zapytanie do 6 komend w Polsce czy "ścigają" za głośno bawiące się dzieci i czy można dzwonić. To 3 odpowiedziały, że tak a 3 że nie bardzo.
Więc to jakiś kolejny absurd. Macie gdzie wykładnie do tego jak interpretować ten art czy można stosować jeżeli dzieci zakłócają mi spokój w mieszkaniu?

kamell żal mi Ciebie, wątpię abyś przez kogokolwiek był lubiany, no chyba tylko przez puszkę z piwem. Swoją drogą straszne to twoje zdjęcie. to forum prawne a nie forum dla pijaczyn, Jesteś jak szkoła w sierpniu...zero klasy
 
Może byłem dzisiaj u jednego z was... Z jednej strony zmęczeni hałasem zgłaszający, którzy przecież mają prawo do spokoju we własnym mieszkaniu, ale żądający jedynie postraszenia sąsiadów. Z drugiej strony rodzice, których dziecko jest chore i siedzi w domu, ale nie chcą nawet iść do sąsiadów i pogadać, nawet papci mu nie założą żeby tak nie tłukło po podłodze... Pogadałem z jednymi i z drugimi, dałem znać dzielnicowemu, ale czy coś się zmieni? Jedni mają żal, że policja nic nie robi, drudzy że ich nachodzimy i straszą skargami do komendanta.... A rozwiązanie jest proste: ROZMAWIAĆ. Jak nie sąsiad z sąsiadem oko w oko, to rozmawiać przez dzielnicowego. Jak się nie da to złożyć żądanie ścigania u dzielnicowego i do sądu.
Dzisiaj zmieniłem zdanie, patrole takie na 997 czy 112 to tylko pomoc doraźna jak się coś strasznego dzieje, teraz to jasne że policjanci jacyśtam nie związani i nie znający konfliktu nic nie pomogą, konflikty sąsiedzkie to sprawa dla dzielnicowego.
Jedno wiem na pewno: Dziękuję Ci Panie Boże że nie mieszkam w bloku!
 
matematyk1966 napisał:
kamell żal mi Ciebie, wątpię abyś przez kogokolwiek był lubiany, no chyba tylko przez puszkę z piwem. Swoją drogą straszne to twoje zdjęcie. to forum prawne a nie forum dla pijaczyn, Jesteś jak szkoła w sierpniu...zero klasy


Z tego co piszesz matematyk1966 wynika,że pomóc Ci może tylko psychiatra i to dobry w swiom fachu. Na pewno tylko Ty słyszysz te dźwięki w bloku a tak naprawdę są one tylko w Twojej głowie. To jakaś trauma z dzieciństwa. Na miejscu twioch sąsiadów to bym Cię po prostu z tamtąd pogonił i tyle bo stajesz się niebezpieczny dla otoczenia.
Ty napewno jesteś lubiany przez cały świat. Prześlij mi swoje zdjęcie abym mógł i ja Ciebie ocenić po zdjęciu (tylko nie te w kaftanie bezpieczeństwa). Koniecznie prześlij zdjęcie poieważ chcę zobaczyć jak wygląda gościu z klasą. Bo Ty masz klasę. Na pewno masz.
 
Jarek daj sobie na wstrzymanie, po co dajesz się sprowokować. Lepiej udziel jakiejś porady prawnej, tutaj ludzie mają konkretne problemy.
Tak sobie teraz pomyślałem, że następnym razem jak będę na podobnej interwencji to od razu przesłucham rodziców i zgłaszających i wymuszę wniosek do sądu. Posiedzę dłużej w robocie ale za to sprawę rozwiąże. Niestety dzielnicowy nie będzie chciał mnie znać, rodzice i zgłaszający też nie będą już kochali Policji, bo chcieli tylko żeby straszyć, komendant mnie opieprzy, że wchodzę z butami w działkę dzielnicowego, Sąd dołoży biednym rodzicom kilka stów i pewnie jeszcze dziecko za to klapsiora dostanie. Sąsiedzi będą wtedy za każde pierdnięcie dzwonić na 112 i się mścić jeden na drugiego, bo krzywo zaparkował, bo pies biega bez smyczy, bo za głośno się bawią, bo pijana opiekuje się dzieckiem, bo okna myje w niedzielę, bo...
Nie chcecie rozmawiać? To będziemy się przesłuchiwać :cool:
 
p_a_r_a_g_r_a_f napisał:
Nie chcecie rozmawiać? To będziemy się przesłuchiwać :cool:

Paragraf, ja chciałam rozmawiać. Naprawdę chciałam. Ale jak rozmawiać z kimś, ktoś zatrzaskuje Ci drzwi przed nosem i posługuje się nomenklaturą w stylu "Spier..... kretynko. Idź się leczyć. Kup se dom, jak ci za głośno". No przepraszam, ale dla mnie to nie jest partner do rozmowy. I co? Nic nie robić? Więc z dwojga złego wolę te przesłuchania.
 
Czy to oznacza że, dzieci mogą walić w podłogę,robić maraton,wrzeszczeć,skakać,tupać do oporu???
 
Nie mogą. Rozmawialiśmy już o tym. Długo i intensywnie, to jest już 107 post w tym temacie...
 
witajcie. przeczytalam caly watek od deski do deski-powiem szczerze,ze wciagnelo mnie i to bardzo. sama mam poltoraroczna corke, pod soba sasiadow, ktorym przeszka impreza 2 pietra wyzej. u nas tez byli, jeden raz, ja corka miala niespelna m-c czasu, zasypiala tylko przy melodyjce(takiej z karuzeli co zamieszcza sie na lozeczkiem), prosze mi wierzyc,ze tylko to na nia dzialalo. byla godzina 23, corcia budzila sie a to na jedzenie a to bo tak jej sie chcialo,jak to takie male dziecko potrafi. przyszla do nas sasiadka, ktora pierwszy raz na oczy widzielismy, smiejemy sie,ze chodza piwnicami,bo malo kto ich zna z klatki. zamiast powiedziec normalnie, ze przeszkadzaja je te 3 dzwieki, to rzucala kur... itd, ze ona musi wstac do pracy i ja to nie obchodzi,ze dziecko placze jak muzyczka nie gra. byla lekka awantura z jej strony, maz zamknal jej drzwi przed nosem, bo nie dala sobie wytlumaczyc,ze dziecko bedzie plakalo bez pozytywki i ze jeszcze chwile to potrwa, nic do niej nie docieralo. pozytywnka przestala grac, dziecko plakalo, nie moglam uspokoic, to darla sie,wyzywala, ze dziecko placze. wystarczylo poczekac te 30min, mala by zasnela. a tak godzine miala placzu zamiast kolysanki! niestety nie mialam na to wplywu, corka byla po wysciu ze szpitala i nie byla w rewelacyjnej kondycji, tym bardziej,ze miala niecaly m-c! w kolejnych dniach staralam sie ograniczac te pioseneczki, mala plakala, a ja stawalam na glowie,zeby tylko pomoc dziecku zasnac. od tamtej pory sasiedzi bombardowali innych o zakłócenia. tak jak wspomnialam wyzej, przeszkadzalo im,ze 2 pietra wyzej po przeciwnej stronie bylo spotkanie, zadna impreza, ale wiadomo przy wiekszym gronie nie sposob szeptac. dzwonila tez na policje na moich sasiadaow obok. tutaj sie nie dziwie,bo byli glosni, ciagle imprezy, dziecko placzace. ja osobiscie ani razu nie zwrocilam uwagi,ale nie pzrecze,ze mialam ochote. na ich miejsce wskoczyli nowi, ktorzy potrafili urzadzac bijatyki w nocy! wtedy policji "sasiadka z dolu" nie wezwala... moja coka tez potrafi rzucic kubkiem plastikowym, pilka, czy talerzykiem! niestety nie da sie przewidziec kazdego ruchu dziecka. to jest ten wiek, gdzie oczy trzeba miec dookoła glowy,ale wystarczy sekunda, malo tego ulamek sekundy i zaraz cos pojdzie w ruch. co mam zrobic jesli dziecko tanczy? mam wziac wieze itp i wyniesc na dwor zeby tam tanczylo? sa sytuacje kiedy dziecko musi bawic sie w domu. nie da rady przebywac z dzieckiem 24/dobe na zewnatrz, bo sasiad nie lubi jak dziecko skacze. tak jak ktos wyzej napisal, komus nie pasuje, trzeba zmeinic mieszkanie! skoro spoldzielnia uwaza, ze to nic zlego albo dzielnicowy to chyba cos w tym jest, bo powtarzam, sa sytuacje, ktorych nie pzrewidzimy! denerwuje mnie, jak ktos ironicznie nazywa matki "mamuskami". kamell dobrze napisal. popieram go, mimo,ze od pierwszego incydentow z sasiadami, nie mam zadnych innych. staram sie zeby corka nie rzucala, prosze mi wierzyc, ucze od samego poczatku! ale potrafi placzem wymuszac, nie moge jej ulegac, ona jest w takim wieku,ze jak raz pozwole to bedzie jeszcze gorzej-tak drodzy przeciwnicy- to sie nazywa wychowywanie! oprocz tego jest czytanie ksiazek, rysowanie, jest wszystko co byc powinno. malo tego, uwazam sie za bardzo dobra matke. spedzam kazda wolna chwile z dzieckiem na podworku, przychodzimy do domu na drzemki, na obiadki, czasami wyjdziemy raz czy dwa a nie 3 czy 4. czy to problem? nie sadze. prosze mnie zle nie zrozumiec, bo wierze,ze ludziom, ktorzy musza znosic te :katorgii" musi byc ciezko. albo nie maja swoich dzieci,albo u nich dzieci sa wrecz anemiczne i wiecznie rysuja, prosze sie nie obrazac,ale z Waszych opisow tak wynika, albo lanie pasem... to nie sa metody wychowawcze. dziwne,ze Pan policjant czytal i tego nie skomentowal. nie mniej zmierzam do tego,o ile nie sa te "akcje dzieciakow" zbyt ubarwione przez sasiadow, to wcale sie nie dziwie. tez bym nie wytrzymala skakania z lozka itd, rozumiem nawet pare razy,ale rodzic ma obowiazek zwrocic dziecku uwage. najlepszym wyjsciem jest rozmowa sasiada z sasiadem, wiadomo. ale nie kazdy potrafi przyznac sie do bledu a tym bardziej do wychowywania dzieci-bo pewnie takie argumenty leca w strone tego rodzica. mi zwrocono uwage na pozytywke, naprawde nie wlaczalam jej "po godzinach". takze wina lezy po oby stronach i najlepiej jest problem rozwiazywac miedzy soba. jesli jedna ze stron nie chce, to trudno zostaja przesluchania :/


tak czy siak, musialam sie odezwac w tym temacie, bo nie mozna obrazac kogos, kto stara sie wychowac dziecko-to nie lada wyczyn, ale tez mozna zrozumiec kogos, komu przeszkadzaja tupania dziecka.

spokoju zycze dla obu stron!
 
Ostatnia edycja:
kamell napisał:
Z tego co piszesz matematyk1966 wynika,że pomóc Ci może tylko psychiatra i to dobry w swiom fachu. Na pewno tylko Ty słyszysz te dźwięki w bloku a tak naprawdę są one tylko w Twojej głowie. To jakaś trauma z dzieciństwa. Na miejscu twioch sąsiadów to bym Cię po prostu z tamtąd pogonił i tyle bo stajesz się niebezpieczny dla otoczenia.
Ty napewno jesteś lubiany przez cały świat. Prześlij mi swoje zdjęcie abym mógł i ja Ciebie ocenić po zdjęciu (tylko nie te w kaftanie bezpieczeństwa). Koniecznie prześlij zdjęcie poieważ chcę zobaczyć jak wygląda gościu z klasą. Bo Ty masz klasę. Na pewno masz.

szkoda słów na takie biedne i upośledzone dziecko jak ty.
 
atttttti tu nie chodzi o dzieci (wiadomo, że one lubią zabawę) tylko o rodziców którzy mają gdzieś przyjęte normy sąsiedzkie. każdy ma prawo do spokoju i trzeba to uszanować. Jeżeli dzień w dzień przez kilka godzin ktoś hałasuje Tobie nad głową to co, mam się cieszyć z tego powodu. tv nie oglądnie się, książki nie przeczyta, nauka odpada, praca w domu też bo się nie da skupić.
Pomyśl, że to nie sąsiad ma zmienić mieszkanie tylko jak już to ty skoro "łamiecie" normy sąsiedzkie, kup sobie domek albo mieszkanie na parterze i sobie hałasuj.
nie chodzi mi o rzucanie klocków (który waży kilka g) co jakiś czas, krzyki, to że przebiegnie się raz na godzinę (bo to normalne odgłosy w bloku z którymi trzeba się liczyć) tylko o notoryczne huki, bieganie 20 kg bachora przez 5 h od których nie da się uciec chociaż bardzo bym chciał. Mieszkanie nie jest od biegania, jeżeli dziecko chce dłużej biegać to ma od tego plac zabaw, park...
to jest przecież takie proste jak budowa cepa, co w tym trudnego do zrozumienia.
Taka jesteś mądra to może wprowadzę się piętro nad Tobą, dam dziecku piłkę do kosza i niech sobie odbija przez 7 godzin. No pomyśl zanim naskrobiesz posta.
My tu dyskutujemy o ludziach których problemem nie jest, że klocek spadnie 10 razy na dobę, dziecko krzyknie co 15 minut, przebiegnie się co godzinę tylko o hałasowaniu całymi dniami po kilka godzin.
Co mam zachorować na jakąś nerwicę, zawału dostać bo rodzicom nie chcę się wyjść z dziećmi na dwór.
A gdyby tak dostali 500 zł mandatu to by się nauczyli, że nie są pępkiem świata i trzeba poświęcić dziecku czas i reagować na wybryki.
 
p_a_r_a_g_r_a_f napisał:
Może byłem dzisiaj u jednego z was... Z jednej strony zmęczeni hałasem zgłaszający, którzy przecież mają prawo do spokoju we własnym mieszkaniu, ale żądający jedynie postraszenia sąsiadów. Z drugiej strony rodzice, których dziecko jest chore i siedzi w domu, ale nie chcą nawet iść do sąsiadów i pogadać, nawet papci mu nie założą żeby tak nie tłukło po podłodze... Pogadałem z jednymi i z drugimi, dałem znać dzielnicowemu, ale czy coś się zmieni? Jedni mają żal, że policja nic nie robi, drudzy że ich nachodzimy i straszą skargami do komendanta.... A rozwiązanie jest proste: ROZMAWIAĆ. Jak nie sąsiad z sąsiadem oko w oko, to rozmawiać przez dzielnicowego. Jak się nie da to złożyć żądanie ścigania u dzielnicowego i do sądu.
Dzisiaj zmieniłem zdanie, patrole takie na 997 czy 112 to tylko pomoc doraźna jak się coś strasznego dzieje, teraz to jasne że policjanci jacyśtam nie związani i nie znający konfliktu nic nie pomogą, konflikty sąsiedzkie to sprawa dla dzielnicowego.

A co jak dzielnicowy "spi" z naruszajacymi prawo? Co jak zglaszam dzielnicowemu lamanie prawa i nie ma reakcji z jego strony, bo lamiacy prawo nalezy do wplywowej w tej miejscowosci rodziny a ja nie? Co zrobic z takim dzielnicowym?
 
praworzadny napisał:
A co jak dzielnicowy "spi" z naruszajacymi prawo? Co jak zglaszam dzielnicowemu lamanie prawa i nie ma reakcji z jego strony, bo lamiacy prawo nalezy do wplywowej w tej miejscowosci rodziny a ja nie? Co zrobic z takim dzielnicowym?
No no, znajomości, układy... nawet tego nie słucham. Jak masz rację to wiesz co masz robić - idź do prokuratury, jak nie, to do psychiatry.
atttttti napisał:
lanie pasem... to nie sa metody wychowawcze. dziwne,ze Pan policjant czytal i tego nie skomentowal.
Pewnie o mnie piszesz... będę musiał chyba zmienić awatar... Oczywiście nie popieram lania pasem, jednak zgodnie z obowiązującym prawem karcenie dzieci jest tzw. kontratypem - tak długo jak dziecko wie za co dostaje, to rodzic może mu klapsa dać. Ja swoim rodzicom jestem wdzięczny za surowe wychowanie, za to że dali mi porządnie w dupę, czy stałem w kącie jak coś złego zrobiłem. Bezstresowe wychowanie jakie można zaobserwować w polskim wykonaniu (np. "Syneczku nie bij pana bo się spocisz", "Aniołeczku, bardzo ale to bardzo Cię proszę nie wkładaj rączek do kontaktu"), to jest wielki błąd i konsekwencje tego odczuwamy wszyscy.
 
matematyk1966- zasmialam sie w glos czytajac Twoja odp do mnie:) prosze na mnie nie naskaiwac, staralam sie pisac zrozumiale, wiec nie rozumiem, po co sie oburzasz poraz kolejny. na poczatku zaznacze, ze nazywanie dzieci bachorami jest obrazliwe dla kazdej matki, nie mowiac o dzieciach, nie zycze sobie "rozmawiajac" ze mna uzywania takich slow. ja Cie nie wyzywalam,ani nie nazwalam np "deb...lem" lub ludzi do Ciebie podobnych, no przepraszam, chodzilo mi o myslacych podobnie do Ciebie:)

dokladnie i wyraznie napisalam,ze rozumiem sasiadow, ktorym takie hałasy moga przeszkadzac. dodalam,ze czasami jest to nieuniknione. nie wierze,ze dzieci siedza cale dnie w domu, wybacz, nie uwierze w to. i nie chodzi mi o klocki. prosze Cie... jak corka walnie o podloge talerzykiem czy kubkiem plastikowym, no wybacz,ale jest okropny halas, a sasiedzi pewnie klną pod nosem. nie jestem w stanie zapanowac nad kazdym ruchem dziecka. powtorze- nie wyobrazam sobie,zeby ktos skakal mi caly dzien nad glowa. ale tak jak piszesz, jesli dzieciak 5h lata po mieszkaniu, to chyba ma do tego prawo. a co ma chodzi na palcach? to sa dzieci, one nie chodza! one biegaja! bardziej przyczepilabym sie do skakania z lozek. to jestem w stanie zrozumiec,ale nie bieganie! nic na to nie poradzisz. pojdziesz do sadu z sasiadami, za to,ze dziecko biega po wlasnym mieszkaniu? swiat zwariowal. myslisz,ze dziecko da sie wytresowac? istny cyrk!

"Taka jesteś mądra to może wprowadzę się piętro nad Tobą, dam dziecku piłkę do kosza i niech sobie odbija przez 7 godzin. No pomyśl zanim naskrobiesz posta"

smiechu warte. przemyslalam kazda swoja wypowiedz. dla mnie mozesz sie wprowadzac, za sciana mam takich delikwentow, co puszczaja disco polo na full jakos to musze zniesc, mimo,ze ich pokoj sasiaduje sciana z pokojem corki, ktora ma jeszcze drzemki w srodku dnia. na szczescie nie przeszkadza jej to. jak pisalam, ja staram sie byc z dzieckiem na podworku wiekszosc czasu, zamiast siedziec i sadzac ja przed tv. dlatego mijam sie z fanami disco polo. nikomu nie skacze do gardla za to ze lubia taki rodzaj muzyki, a ze puszczaja na ful, no to chyba o nich swiadczy i prosze mi wierzyc,ze ejsli przekrocza granice, na pewno zapukam do ich drzwi, a jak bedzie trzeba pojde do dzielnicowego.


drogi paragraf:) ja rowniez nie jestem zwolenniczka wychowywania bezstresowego. jeszcze nie spotkalam sie z takimi powiedzonkami ze strony rodzicow do swych dzieci. a dziwne,bo mam wyksztalcenie pedagogiczne-2 specjalizacje, jedna z nich jest wczesna edukacja. mam troche pojecia o tym. nigdy w zyciu nie bede tolerowala kar cielesnych, dla mnie klaps to jak bicie. klapsy, bicie mozna zastapic karami, a przede wszystkim rozmowa. bez niej nie ma wychowania. dziecko dostanie w tylek,wie, ze zrobilo zle, ale nie wie dlaczego. brawo. mysle,ze to nie jest watek jakie sa metody wychowawcze. nie spierajmy sie o to. masz swoje dzieci? zanim dasz "klapsa" przemysl. czesto ma to odwrotny skutek.


konczac rozmowe zycze jeszcze raz spokoju dla obu stron i dogadania sie,bez policji. pozdrawiam
 
atttttti napisał:
jesli dzieciak 5h lata po mieszkaniu, to chyba ma do tego prawo. a co ma chodzi na palcach?

...a ja jako sąsiad z dołu mam prawo przez te 5h do świętego spokoju we własnym domu i nikt nie może mnie zmuszać do wysłuchiwania łomotu z za ściany/sufitu.
 
no,ale drogi NaPohybel, nic Ci to nie da,ze Tobie sie nie chce sluchac jak to nazwales lomotu. dzieciaki biegaja, bo juz taka ich natura. jezeli dziecko wychodzi w godzinach rannych do poludnia na dwor, to od godziny 16 jest w domu,az pojdzie spac. trudno sie dziwic,ze biega, skoro tyle w nim energii. nie zawsze rodzic ma mozliwosc wyjsc na dwor poraz drugi. wiem po sobie,ze sa sytuacje,gdzie musze pracowac w domu i tylko do obiadu jestesmy na dworze.

"...a ja jako sąsiad z dołu mam prawo przez te 5h do świętego spokoju we własnym domu i nikt nie może mnie zmuszać do wysłuchiwania łomotu z za ściany/sufitu."

tak masz prawo,ale dziecko 2-3letnie nie rozumie,ze sasiad ma kaprys i akurat przeszkadza mu,jak dziecko sie bawi. tez jest we wlasnym domu. jezeli to az tak bardzo slychac, to czemu nie mozna sie dogadac? kupic jakis dywanik z bajerami, albo izolacja. oczywiscie sadze,ze trzeba byloby sie dogadac w kwestii finansowej, bo dlaczego sasiad z gory ma za wszystko placic, skoro to Tobie nie pasuje i Ty masz ciagle pretensje. swoja droga, to co to za sasiedzi, z ktorymi nie mozna sie dogadac. NaPohybel potrafisz przyznac sie z reka na sercu,ze jak pierwszy raz zwracales uwage sasiadom,ze ich dzieci biegaja itd, to byles mily i nie bylo z Twojej strony prowokacji do klotni? mysle,ze to byla raczej dyskusja, rozmowy to nie przypominalo, sadzac po "jezyku" jakim piszesz. przepraszam, nie chce osadzac, ale tak mi sie po prostu wydaje, oczywiscie moge sie mylic:) nie chce tu nikogo obrazic. ja po prostu mysle,ze sa inne wyjscia niz wizyta w sadzie i rzucanie miesem.

czy sa takie osoby na forum, ktore takie sprawy wygraly???? co zrobili oskarzeni rodzice, zakneblowali dziecko i zwiazali mu nozki?

no chyba,ze to jest takie typowe ksiazkowe wychowywanie bezstresowe-rob co chcesz, mi to nie przeszkadza-na sama mysl o tym, ciarki mi przechodza.

czy potrzebne sa takie klotnie w bloku? nie chcialabym miec takich sasiadow jak Wy:/ pewnie wyladowalabym w sadzie, bo moja corka potrafi nawet 30min bez przerwy krzyczec wymuszajac w ten sposob na mnie np slodycze,albo inna rzecz. ja jestem twarda i nie ulegam, dziecko krzyczy, ja staram sie udawac,ze tego nie slysze i dalej zajmuje sie swoimi rzeczami. czasami zdarza sie wlasnie,ze moje dziecko krzyczy przez nawet 30min, potrafila tak robic 2-3razy dziennie. moglam gadac do niej, ona chciala to zcego akurat nie mogla-nie musze tego tlumaczyc rodzicom. musialam jakos to przetrwac a z nami sasiedzi. teraz jest to rzadziej,albo trwa krocej. ale tez potrafi dac niezly koncert. takie jest zycie.

a co Panowie byscie zrobili, jak dziecko-np moje-placze codziennie w nocy, zaczyna ok 2-3? wychodza jej zeby, budzi sie z placzem i potrafi tak drzec sie pare minut. dziecko cierpi, a krzyk slychac pewnie na 4 pietrze.tez za zabki wyladowalabym z Wami w sadzie?

pozdrawiam:)
 
Ostatnia edycja:
atttttti, żadna z osób skarżących się na uciążliwe sądziedztwo nie miała zapewne na myśli pojedynczych hałasów spowodowanych upadkiem klocka lub plastikowego talerzyka. Mówimy tu o permamentnym hałasie trwającym kilka godzin dziennie przez kilka lat. Trudno Ci uwierzyć, że to niełatwe do zniesienia? W takim razie proponuję, abyś zeszła do swojego sąsiada piętro niżej za jakiś czas, gdy Twoja córeczka zacznie chodzić, przepraszam biegać. Szczerze mówiąc, guzik mnie obchodzi, czy hałas generuje staruszka poruszająca się o kulach (chociaż to prędzej mogę zrozumieć), czy osiłek słuchający przez cały dzień głośnej muzyki, czy dziecko właśnie, które całymi dniami biega, bo "mu się nóżki kształtują" (cytat z sąsiadki). Hałas to hałas i ma mi to prawo nie odpowiadać. Nie używaj proszę argumentacji w stylu, jak się mieszka w bloku to musi być głośno, a jak ci się nie podoba, to się przeprowadź do domku na wieś. To pójście na łatwiznę. Skoro ja staram się nie uprzykrzać życia innym, mam prawo oczekiwać tego samego. Proste, nie? Mieszkam na parterze, a do głowy by mi nie przyszło, by nie położyć na panele kiepskiej jakości choć fragmentu jakiegoś dywanika. A ty proponujesz łaskawie dokonanie zakupu dla sąsiada dywanika z bajerami. Więc jeśli o tym mowa, to jeśli ktoś ma dziecko, które lubi sobie pobiegać, bo nie potrafi inaczej, a jego rodzic uważa, że to norma, to dla mnie normą będzie zakup tegoż dywanika. Oczywiście przez rodzica dziecka. Rozumiesz różnicę? Dyskutujemy tu z dwóch różnych pozycji. Dzięki za życzenia spokoju, ale jeśli inni rodzice reperezentują postawę podobną do Twojej (a moi sąsiedzi na pewno), to nie dziw się, że w tym wątku pojawia się tyle znękanych i wzburzonych głosów.
 
Ostatnia edycja:
atttttti napisał:
tak masz prawo,ale dziecko 2-3letnie nie rozumie,ze sasiad ma kaprys i akurat przeszkadza mu,jak dziecko sie bawi.

Matko Boska! To muszę mieć kaprys żeby żeby mi przeszkadzały hałasy?

atttttti napisał:
NaPohybel potrafisz przyznac sie z reka na sercu,ze jak pierwszy raz zwracales uwage sasiadom,ze ich dzieci biegaja itd, to byles mily i nie bylo z Twojej strony prowokacji do klotni?

Byłem bardzo miły. Wręcz błagałem (była 7:15 w sobotę) aby sąsiad postarał się chociaż do 9:00 zadbać o to aby dzieci ciszej się zachowywały. W odpowiedzi usłyszałem: "dobra, dobra" i trzaśnięcie drzwiami.

Za drugim razem sąsiadka powiedziała mi "22:00 jeszcze nie ma, jak się panu nie podoba to niech się pan wyprowadzi"

atttttti napisał:
czy sa takie osoby na forum, ktore takie sprawy wygraly????

Może nie na tym forum, ale są takie osoby co każdemu z nas daje nadzieję na spokój we własnych 4 ścianach: Rozmowa z rzecznikiem gdańskiego sądu

atttttti napisał:
ja jestem twarda i nie ulegam, dziecko krzyczy, ja staram sie udawac,ze tego nie slysze
... a wszyscy dookoła popadają w nerwicę bo mama nie potrafi zapanować nad córką. Bezstresowe wychowanie... dla kogo bezstresowe? Ja chcę mieć bezstresowe życie a ludzie tacy jak Pani mi to utrudniają. Pozdrawiam.
 
NaPohybel- znowu sie nie rozumiemy. chce na poczatek wyjasnic,ze tak, mam mala wymuszaczke w domu, wlasnie dlatego,ze na jej krzyki i wrzaski reagowalam, ulegalam. teraz mnie wykorzystuje! dlatego musialam uzbroic sie w cierpliwosc i walczyc z tym! dlatego teraz mam juz lepiej, nie wymusi na mnie krzykiem, trwa to chwile, a nie jak keidys nawet 30min gdzie ja ze lzami w oczach ulegalam i dawalam co chciala. co do wychowania-to nie jest bezstresowe, prosze mi wierzyc.nie odrozniasz metod wychowawczych. ja juz napisalam,ze bic swojego dziecka nie bede. moje dziecko ogolnie nalezy do tych grzeczniejszych. ja po prostu nie moge sobie wyobrazic tych halasow, ze sprawa konczy sie w sadzie!!!!!
prosze nie mowic, ze przez takich jak ja, sa te klotnie. bzdura!!!! jestem jednym z tych normalniejszych, wszyscy mnie lubia, oprocz pani, ktorej przeszkadzala pozytywka, nikt nigdy nie mial do mnie o nic pretensji. z nikim w konflikt nie weszlam. a z pania od pozytywki, chyba tez mam zalatwione, skoro ani razu nie przyszla. ograniczylam melodyjke, zreszta pisalam o tym wczensiej.ja juz napisalamn,ze jakby mi ktos skakal nad glowa pol dnia, tez mialabym w koncu dosyc. ja "czepiam sie" tylko do tego biegania. nie da rady okielznac np poltoraroczne dziecko! co mam zrobic, bic? przywiazac do krzesla? ludzie...


madzik33- przestancie w koncu obrazac ludzi, rodzicow. masz dzieci? chodza jak w zegarku? jesli tak, to bardzo Ci wspolczuje,a raczej dzieciakowi.
to co teraz one przezywaja, to jest dziecinstwo, sa dzieci,ktore po prostu szaleja 24 na dobe. co taki rodzic ma zrobic? no powiedz co? polozyc dywanik? ok, stlumi troche,ale nadal bedziesz slyszala nozki bez kapciuszkow. moja corcia sciaga kapcie, co mam zrobic, przykleic? dajce pare wskazowek, moze niejedna osoba dowie sie czegos ciekawego i postara sie nie uprzykrzac zycia innym. wierze,ze kilkuletnie walki z sasiadami o dzieciaki moga byc meczace i dla was jednym rozwiazaniem jest sad(bardzo prosze dac znac jak Wam poszlo, z ciekawosci),ale zeby plakac po nocach, uczyc kogos wychowywac dzieci, to juz przesada.

nie chcialam zebysmy sobie skalali do gardel. staram sie Was zrozumiec. nie chce sie klocic. nie obrazajcie mnie, nie jestem zla osoba. mam wspaniala corke, meza,wyksztalcenie,mieszkanie i wlasna firme. radze sobie fajnie w zyciu i nie wyobrazam sobie teraz toczyc wojny z sasiadami np tymi od disco polo. jezeli wyjdzie to spod kontroli, pojde do nich,a jak to nic nie da porozmawiam z dzielnicowym. dlatego jest to dla mnie nie zrozumiale, bo to ostatecznosc! prosze mnie tez nie pouczac w kwestii wychowywania. wiem dobrze co mam robic, a na pewno nie jest to w.bezstresowe. nigdy za nim nie bylam, a na studiach zaden doktor na zajeciach nie polecal.

cichej nocy zycze:)
 
atttttti, wybacz, ale chyba jesteś cokolwiek przewrażliwona na swoim punkcie. I bardzo Cię proszę, nie przypisuj mi czynów, które nie miały miejsca.
Napisała attttti "madzik33- przestancie w koncu obrazac ludzi, rodzicow". Dziękuję. Nie mam ochoty na przepychanki. Zresztą nie w takim celu ten wątek został założony. My szukamy tu konkretnych rozwiązań. Skoro nie jesteś w takiej sytuacji jak my i nie rozumiesz problemu, to być może oznacza to, że ten wątek Ciebie nie dotyczy. Nie każdy przecież musi mieć coś sensownego do powiedzenia w każdym temacie.
Z mojej strony EOT.
Pozdrawiam
 
Ostatnia edycja:
To forum porad prawnych, nie kłótni kto jest normalniejszy. Pisałem już kilka razy - KAŻDY MA PRAWO DO SPOKOJU W SWOIM DOMU. Jeżeli ktoś zakłóca spokój, podlega karze na podstawie art. 51kw, niezależnie czy to będzie impreza dorosłych czy zabawa dzieciarni. Jak się nie można dogadać, zwracanie uwagi, prośby nie skutkują, to są metody "policyjne".
atttttti napisał:
moja corcia sciaga kapcie, co mam zrobic, przykleic? dajce pare wskazowek
Załóż kapcie, bo będzie Ci zimno w stopy, bo będziesz miała brudne skarpetki, bo sąsiadom przeszkadza jak tupiesz... Wiem że nie lubisz, ale musisz je założyć. Nie chcesz? Trudno, musisz założyć, nie możesz chodzić boso...

Mam swoje dziecko, pochodzimy z rodzin wielodzietnych, dzieciaków rodzeństwa jest ponad 20, przerabialiśmy różne metody wychowawcze. Wiem jedno, jak mój synek musi włożyć palec do kontaktu, czy żąda krzykiem żebym go nie trzymał za rączkę jak idziemy chodnikiem, albo nie chce jechać w foteliku, to przychodzi czas, kiedy krzyczy NIEEEEE i nie słucha rad. To jest czas, kiedy dostaje strzał pampersowy. Podoba się, czy nie, tak robię. Mam do tego prawo bo zachowuję umiar. On nadal jest radosny i szczęśliwy, a ja też mam spokojne sumienie o to, że nie wychowuję terrorysty. Zna granice, wie że tego i tego nie może robić i jak tata czy mama dobitnie coś powie, to znak, że widocznie ci duzi wiedzą lepiej.

Rozmawiamy dużo, jednak czasami nic nie zastąpi klapsa... To tak jak w mojej pracy - w 99% tłumaczę, ale czasami tatuś musi dać klapsa ;) i to zgodnie z prawem ( art. 15, 16, 17 Ustawy o Policji)
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra