Zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

  • Autor wątku Autor wątku ania1977
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
Drumknott , nic dodać, nic ująć.
Każdym słowem trafiłeś w sedno.
Cytuję : "To nie jest tak, że ludzie świadomości nie mają bo są, nie wiem, upośledzeni? Oni tej świadomości mieć nie chcą bo to jest wygodniejsze."
Dokładnie !
 
Więc to kwestia kultury, kwestia szacunku, a nie nieświadomości. Patrzenie na rzeczywistość czubkiem własnego nosa.

Normą jest przede wszystkim to, że jak się gdzieś idzie "w gości" to przestrzega się zasad panujących u gospodarza. Zatem normą na forum prawnym jest to, że najpierw szukamy czy nasz problem został rozwiązany, zapoznajemy się z innymi zbliżonymi tematami, a następnie jeśli pozostają wątpliwości zadaje pytanie dotyczące prawa w zwięzły i czytelny sposób.

Aż się ciśnie na usta przysłowie o źdźble i belce...

Twój post przyczynił się jedynie do ukrycia odpowiedzi co należy zrobić w takiej sytuacji.
 
kub86 napisał:
Normą jest przede wszystkim to, że jak się gdzieś idzie "w gości" to przestrzega się zasad panujących u gospodarza. Zatem normą na forum prawnym jest to, że najpierw szukamy czy nasz problem został rozwiązany, zapoznajemy się z innymi zbliżonymi tematami, a następnie jeśli pozostają wątpliwości zadaje pytanie dotyczące prawa w zwięzły i czytelny sposób.
Aż się ciśnie na usta przysłowie o źdźble i belce...
Twój post przyczynił się jedynie do ukrycia odpowiedzi co należy zrobić w takiej sytuacji.
Raczysz sobie żartować z tą uwagą?
Ty nie jesteś tutaj od moralizowania kto może zabrać głos, a kto nie. Wątek zamknięty nie jest, więc każdy ma prawo się w nim wypowiedzieć. To Twój post w tym wypadku jest tym, który zaśmieca ten wątek.
Masz tutaj 101 stron odnośnie tej tematyki, gdzie dyskusja nie polega na przedstawieniu problemu i jednozdaniowym jego rozwiązaniu, lecz również analizie i dzieleniu się obserwacjami, doświadczeniami. Jak ktoś będzie chciał znaleźć to i tak znajdzie to co mu potrzebne.
To co piszesz to Twój dziwny zdeformowany punkt widzenia odnośnie mojego postu i tego jak fora działają.
Według Twojej logiki, Twój post również się przyczynił do "ukrycia". Zamierzasz to napisać każdemu kolejnemu forumowiczowi, który ośmieli się zabrać głos w tym temacie i odpowiadając na tego posta stworzysz kolejną śmieciową niemerytoryczną wypowiedź, tak jak ta, którą napisałeś powyżej?
Więc waż swoje uwagi bo są zwyczajnie nie na miejscu. Mi też się pewne przysłowie ciśnie na usta ale się powstrzymam, co i Tobie na przyszłość radzę.
 
Ostatnia edycja:
Raczysz sobie żartować z tą uwagą?

Nie. I skoro nie zdajesz sobie sprawy ze swoich obowiązków na forum, to sprawdź sobie regulamin.

lecz również analizie i dzieleniu się obserwacjami, doświadczeniami.

Jasne. Z zakresu tego jak stosowane jest prawo (lub jak powinno być). Dlatego kilka osób czeka na post użytkowniczki, która walczy w sądzie.

Twój post upodabnia ten wątek do tematu o fotoradarach, gdzie również raz po razie wylewane są te same żale, zadawane są te same pytania, i udzielane te same błędne odpowiedzi.
 
kub86 jakoś nie widzę znaczka "moderator" przy twoim profilu. Więc takie komentarze chyba zbędne.
 
witam mam podobne problemy z sasiadem przeszkadza mu glosniejsze zamykanie drzwi(nie trzaskanie).chodzenie po domu mam chodzic na palcach(cytat sasiadki) dziecia zwracac uwage zeby nie biegaly nie bawily sie a sasiadka mieszka na przeciwko wypowiada sie za innych.np.nie mozemy latem po 12tej otwierac okna na klatce,zachowuje sie jakby to byl jego dom a mieszkamy w bloku pomozcie nie wiem co mam robic mam go dosyc.wszystko im przeszkadza:ratunku :mad:
 
@ daniel7746
Serio masz podobne problemy ?
Akurat Twoje łatwo rozwiązać , połóż grube wykładziny zamiast chodzić na paluszkach (pewnie walisz z piety ) , a dzieci niech biegają na dworze, a nie sąsiadom " po głowie" .
Proste ;)
 
STRUNA chyba ty jestes z tych wasnie ulubionych sasiadow.dlaczego mam kupowac wykladziny.ponosic jakies koszty dzieki za takie rady pozdrawiam.
 
daniel7746 napisał:
STRUNA chyba ty jestes z tych wasnie ulubionych sasiadow.dlaczego mam kupowac wykladziny.ponosic jakies koszty dzieki za takie rady pozdrawiam.

Dlatego, ze produkujesz hałas. Idź do sąsiadów, zobacz jak to wszystko słychać, może wtedy zrozumiesz na czym polega problem.
 
daniel7746 napisał:
STRUNA chyba ty jestes z tych wasnie ulubionych sasiadow.dlaczego mam kupowac wykladziny.ponosic jakies koszty dzieki za takie rady pozdrawiam.
Głośne zamknięcie drzwi od trzaśnięcia czym się według Ciebie różni?
Jesteś sprawcą hałasu i szukasz winnych wszędzie tylko nie u siebie.

Jaką masz podłogę? Czyżby panele?

Dlaczego Ty masz ponosić koszty? A dlaczego ktoś ma znosić Twój hałas. Kij ma dwa końce.
Jakich Ty rad oczekujesz, że ktoś Ci przyzna rację w sytuacji gdy ewidentnie jesteś sprawcą hałasu i usiłujesz zmniejszyć swoją winę w tej kwestii?
Twoja sytuacja kompletnie nie ma nic wspólnego z sytuacją ludzi borykających się z hałasem generowanym przez ludzi, którym wydaje się, że to oni są pokrzywdzeni.

Jak napisałeś, owszem to są bloki, a w blokach powinieneś mieć na uwadze, że inni też chcą żyć i twoje biegające dzieci, trzaskanie drzwiami u kogoś jest słyszalne o wiele bardziej niż Ci się wydaje bo niesie po ścianach potwornie.
Dlaczego ktoś ma się dostosować do Ciebie, a nie Ty jako sprawca uciążliwego hałasu dla reszty?

I jeszcze jedno. Wypadałoby pisać na określonym poziomie bo ciężko zrozumieć to co napisałeś, niechlujstwo ogromne, jeśli takie samo podejście masz do współmieszkańców jak do pisowni to wszystko jasne.
 
daniel7746 napisał:
witam mam podobne problemy z sasiadem przeszkadza mu glosniejsze zamykanie drzwi(nie trzaskanie).chodzenie po domu mam chodzic na palcach(cytat sasiadki) dziecia zwracac uwage zeby nie biegaly nie bawily sie a sasiadka mieszka na przeciwko wypowiada sie za innych.np.nie mozemy latem po 12tej otwierac okna na klatce,zachowuje sie jakby to byl jego dom a mieszkamy w bloku pomozcie nie wiem co mam robic mam go dosyc.wszystko im przeszkadza:ratunku :mad:

Zignorować roszczeniowych sąsiadów, nie przyjmować mandatów od bezpodstawnie wezwanych f-szy.

Możesz bez obawy wykonywać zwykłe czynności w mieszkaniu - chodzić, rozmawiać, oglądać telewizję, słuchać muzyki, zmywać naczynia, brać prysznic itd.
 
@ daniel7746 , chyba animac i Drumknott odpowiedzieli już za mnie :)
Pozdrawiam ;)
 
Witam wszystkich;)
to mój pierwszy post ogólnie więc z góry liczę na wyrozumiałośc jeżelie jednak cos pominę;)
Od razu zaznaczę, że temat przeczytałem "od deski do deski", co swoją drogą zajęło mi ponad 3 dni, więc od razu uprzedzam ewentualne komentarze odnośnie zapoznania się z tematyką itd.;)
Nie trudno się domyślić, że moja obecnośc tutaj została podyktowana problemem, z jakim boryka się tutaj większość - nie licząc "ujadaczy" i "tematycznych skoczków". Jestem, razem z partnerką, tym nieznośnym sąsiadem z dołu, mającym nad sobą dziecko- i teraz pewnie zaraz zostanę opluty i zakuty w dyby;)- prawdpodobnie w wieku ok. 3 lat maksymalnie. Kwestią zasadniczą jest to, że od kilku miesięcy zaczęło ono nosić buty ortopedyczne, co stało się dla nas niesamowicie uciązliwe.
Mieszkamy w bloku z "wielkej płyty" z lat 70-tych od około 2 lat. Wiem, że nad nami w momencie wprowadzania ktoś mieszkał, mimo że nie słyszałem żadnych odgłosów nawet, jak to się często pisze, normalnego użytkowania mieszkania, co mogę powiedzieć, stanowiło ok. 60% powodu, dla którego postanowiliśmy się wprowadzić. Od razu również zaznaczę, że od urodzenia mieszkam w takich budynkach, więc wiem co oznacza funkcjonowanie w budownictwie wielorodzinnym i wszelkiego rodzaju odgłosy sa mi znane wewnątrz i na zewnątrz nieruchomości (w ostatniej, gdzie były okna od strony podwórza, był wielki plac zabaw dla całego prawie osiedla oraz szkoła podstawowa z boiskami więc wiadomo o co chodzi;)) Tak jak wspomniałem, mój problem w sumie trwa od niedawna i zawsze uważałem się za osobę cierpliwą i ugodową. Nie sądziłem że kilkugodzinne bieganie dziecka w takich butach może doprowadzić człowieka do pasji. Pracuję czasem 10 godzin dziennie, chodzę na treningi więc czasem jestem w domu nawet po 21-szej (obalam argument siedzenia w domu i nasłuchiwania z dyktafonem), jestem 32-letnim facetem (kolejny mit, że na starośc wszystko przeszkadza:)). Tak- nie posiadam dzieci ale obecnie, mimo że takie rozmowy sie juz pojawiły z partnerką, obecnie nie mam zamiaru narażac ją na życie w tym stresie podczas ciąży. Wyprowadzka, niestety, nie wchodzi w grę do domku bo koszty (jak żyć...;)). To miało być nasze, ciche "gniazdko", gdzie wyposażenie go również było wspomagane kolejnym kredytem i jak już mówiłem ta cisza bya podstawowym elementem. Sam się dziwiłem, że salon bez żadnym mebli może być tak cichy-tak, był pogłos ale to normalne. Obecnie równiez z tym walczymy bo lubimy "surowe wnętrza" ale z uwagi na obecną sytuację staramy się walczyć w każdej możliwej płaszczyźnie. Podwieszany sufit odpada -dźwięki uderzeniowe tylko u źródła.
Ale przechodzę do meritum. Do dnia dzisiejszego dwie wizyty u sąsiadów na 3 miesiące. Wynik- dziecko chore i najważniejsze (rozumiem jakby było orzeczenie lekarskie o znacznym stopniu niepełnosprawności a nie buty ortopedyczne...) więc będzie biegać. Na moja propozycję partycypacji w kosztach położenia dywanu, sarkastyczny śmiech (kochane panele:)). Wiem, nie mogę ich zmusić ale poprosić zawsze. Do dnia dzisiejszego nie wykazali dobrej chęci zejść i się przekonać- wiadomo, nie usłyszysz to Ciebie nie dotyczy i można spać spokojnie. Po przeprowadzeniu śledztwa w spółdzielni:) ustaliłem, że właścicielem nieruchomości jest starszy Pan (na pewno nie żadna osoba, która podczas wizyty otworzyła mi drzwi), która zgłosiła, opócz siebie, jeszcze dwóch mieszkańców. Podczas ostatniej rozmowy, troskliwy tatuś dziecka wspomniał, że spłaca kredyt w CHF (co to ma do rzeczy???) a lokal nad nami nie ma załozonej KW (spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu) więc nie ma możliwości, żeby kredyt dotyczył tej nieruchomości. Nie ma KW, nie ma hipoteki. Wynik prosty- cos nie poszło ze spłatą i dzieci (obecnie rodzice) wrócili na stare śmieci i się zaczęło... Łączna liczba zgłoszonych to 3, przebywa 5. Ale w sumie to rodzina więc nie skarżenie się do właściciela nie da raczej większego efektu (oczywiście nie wykluczam). Poszło też na razie do skrzynki jedno pismo na zasadzie "listu miłosnego", jak poradził mi adwokat, jak nam źle i niedobrze i bardzo prosimy o spokój (tak, byłem w kancelarii po poradę, znajomy znajomego więc mnie nie zbył bo ciężki temat), bo nie widział szans na wygraną walkę, na złożenie pozwu oczywiście. Poradził jeszcze mediację sądową oraz pozasądową ale na razie z tym czekam- skoro niechą teraz gadać to teoretycznie mediacje nie mają sensu. Zobaczymy. Wspomniane pismo dostarczone w ostatnią niedzielę więc na razie nie mielismy do końca okazji się przekonać czy odniosło skutek- wracamy po 20-tej więc dziecko już pewnie śpi (dzięki Bogu-nie jak u niektórych z Was) Nie muszę wspominać, że po wczesniejszych interwencjach osobistych również rodzice, prawdopobnie urażeni, trochę chyba dokładają "trzy grosze" bo wcześniej ich prawie słychać nie było, mimo że sąsiad pod 2 metry podchodzi. Teraz już słychać bo kapcie zgubił:)
Pod KW raczej bym tego nie podciągnał bo to chodzenie dziecka, mimo żew butach ortopedycznych- poza tym nie mam serca wzywac policji bo to dziecko (wiem, wzywamy do rodziców jako opiekunów ale wiadomo o co chodzi). Co do 144 w związku z 222 KC to nie jest korzystanie z mieszkania ponad przeciętną miarę (ja bym się kłócił ale to się rozpatruje obiektywnie, podczas badania z udziałem biegłego jak dojdzie do sprawy sądowej,gdzie obecni są również pozwani a nie wyobrażam sobie przeprowadzania dowodu, gdzie dziecko na zawołanie miałoby biegać, a jak nie to dawanie ogłoszenia do gazety, że poszukuję dziewczynki, lat 3 w butach ortopedycznych do przeprowadzenia dowodu:)). Dobra osobiste? Chyba nie muszę się nawet rozpisywać. Walczyć w sądzie nie chcę, dogadać się nie mogę. W spółdzieli powiedzieli żeby składać skargę jak przeszkadza, co z tego że dziecko (nawet dostałem prywatny numer telefonu do zarządcy budynku, który się pofatyguje żeby posłuchać najpierw u nas tego posłuchać.
I mam dylemat- nie mam jak niektórzy z Was ale weekend jest nie do zniesienia. Argumenty typu "daj parę lat to nie będzie musiała nosić" nie interesują mnie bo z tego co wiem to nawet dorośli czasem noszą więc nikt tego nie wie; podobnie "to blok, tak już jest"- byłem, mieszkałem, nie byłeś/byłaś u mnie to się nie wypowiadaj:) Staramy się wracać późno do mieszkania w tygodniu ale, jak pewnie większość z Was wystarczy czasem głośniejszy stuk i już sie zastanawiam czy to nie był sygnał do startu.. A to dopiero początek mojego użerania się.
Mój plan obecnie to- pismo ZPO do właściciela z żądaniem a nie proszeniem (starsza osoba, 66 lat- bez obrazy jak ktoś w tym wieku jest na forum:) może poskutkuje. Jak nie- spółdzielnia (wiem, jestem optymistą- jeszcze). A potem nic:/ Czytałem posty odnośnie postępowaniaz uwagi na 51 KW i przebiegu z efektem takim, jakby ono się nie odbyło bo wynik, niestety, taki sam:(
Może jakies pomysły, poza donosem o liczbie osób nieadekwatnej niż zgłoszonej do spółdzielni:D i wojną barbarzyńską? Wiem, że temat był już prawdopodobnie wyczerpany (ustawodawstwo jak było martwe w kwestii jego egzekwowania tak nadal jest w takich przypadkach) ale cżłowiek zmuszony to człowiek pomysłowy:). Walenie w ścianki działowe (raz się zdarzyło w rekawicy boskerskiej i spowodowało, że huk był tak wielki, że juz odpuszczam- sąsiedzi nas w ogóle nie słyszą, że mieszkamy więc niech dla ich zdrowia i komfortu tak zostanie).
 
Trochę tam literówek ale sens jest, wydaje mi się, jasny:) Co do pozwu- uznał, że sa podstawy do złożenia, do wygrania nie.
 
Brak KW nie oznacza, ze nie ma kredytu. Sam kupilem mieszkanie bez KW. Po prostu do momentu zalozenia KW mialem wieksze raty.
 
To wiem. Sam tak miałem;) Nie dodałem, że lokal zakupiony w 2007r. Poza tym raczej aktualnie nikt w CHF nie bierze kredytu.. Tym bardziej na lokum 50m.kw.
 
Co do tego, kto posiada prawo do lokalu to nie mam wątpliwośći. Zapytanie dotyczy kwestii z tematu forum choć wiem, że temat raczej został wyczerpany. Ale warto podpytać:)
 
Dziś słyszałam w radio , że kobieta wygrała sprawę w sądzie z sąsiadującym parkiem rozrywki ;)
Nie wiem czy hałasujące dziecko można podciągnąć pod "ryczącego dinozaura" , ale ...

"Powódka wskazywała, że hałas narusza jej dobra osobiste, tj. zdrowie, prawo do wypoczynku, prawo do spokoju oraz nietykalności mieszkania. Domagała się zakazania spółce emitowania hałasów przekraczających dopuszczalne normy, w tym np. ryku dinozaurów"

A tak serio - ktoś- Decybelku- kiedyś tutaj proponował , żeby wspólnie "ożywić" te martwe przepisy i ... ciszaaaaa :(

Ps, mnie prawnik proponował 107 kodeksu wykroczeń , na moich z góry ;)
 
Nie jestem ekspertem, ale moim zdaniem sprawa jest do wygrania. Dziecko owszem niczemu nie jest winne i niech nosi buty ortopedyczne, byle było zdrowe... ale to rodzice mają obowiązek zadbać, by to nikomu nie przeszkadzało. Masz prawo do wypoczynku a oni powinni zadbać o to, by jego chodzenie w domu było jak najmniej uciążliwe dla sąsiadów. Byłeś kilka razy, zwracałeś uwagę, moim zdaniem powinieneś nagrywać i zgłaszać.
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra