Witajcie! Znowu mam pytanie. Moj facet trafil do Bialoleki bo zostal deportowany i z tego co mowil jeden z tamtejszych Panow mial byc tam gora 2 tygodnie, bo mial zostac przetransportowany do innego pol otwartego zakladu karnego blizej miejsca zamieszkania. Juz minal miesiac i dalej jest gdzie byl. Najgorsze jest to ze przez bledne informacje siedzi tam bez grosza i bez rzeczy osobistych, bo ten Pan powiedzial mu ze nie ma sensu mu tego dostarczac, bo moze tego nie otrzymac ze wzgledu na przeniesienie gdzie indziej. Mimo swojej grupy pol otwartej jest zamkniety caly czas w celi. Na poczatku mowili mu ciagle , ze za tydzien pojedzie, a teraz juz nic mu nie mowia i go olewaja. Powiedzcie mi czy to jest norma w tym zakladzie, ze tak sie dzieje??? Czy istnieje mozliwosc w jakis sposob zrobic cos w tym kierunku? Moze jego Adwokat jest w stanie cos pomoc? Ja juz nie wiem co mam robic?! Napiszcie cos, dzieki!