A ja powiedziałbym, że wszystko i tak zależy od patrona i własnych chęci. Jak ktoś chce, to może przez 2 lata chodzić w teren i zostawiać same wezwania a i tak się nauczy. Trzeba pamiętać o tym, że wiedza najlepiej 'wchodzi' jak się samemu uczy, czyta, dopytuje, rozmawia.
Praca w terenie może faktycznie pod kątem egzaminu ma mniejsze znaczenie niż pisanie przez 2 lata pism w kancelarii jednak przygotowuje do znacznie poważniejszego zadania.
Mój patron pierwszego dnia w pracy powiedział mi, że nie da się skutecznie prowadzić egzekucji siedząc za biurkiem a aplikant, a tym bardziej asesor, musi "zarabiać na siebie" bo jak nie potrafi wyegzekwować nawet kwoty swojej wypłaty to "jak do cholery chce utrzymać potem swoją kancelarię, pracowników i rodzinę"? Co bardziej niż teren pozwala wykształcić niezbędną psychikę?
Nie oszukujmy się, wyjazdy w teren, rozmowy z dłużnikami i wierzycielami dają ogromne możliwości do zastosowania teoretycznej wiedzy w praktyce, ot chociażby jak setny raz tłumaczy się komuś, że "zajęciu podlegają rzeczy pozostające we władaniu dłużnika"
Trzeba pamiętać, że komornik to bardzo specyficzny zawód i chyba jak w żadnym innym zawodzie prawniczym wiedza teoretyczna i (twarda) psychika znaczą dokładnie tyle samo. Idealnie jest, kiedy podczas aplikacji uda połączyć się naukę na tych dwóch polach. A takie możliwości może stworzyć według mnie patron. Aplikant musi te możliwości wykorzystać, bo nic samo nie przyjdzie.
Tego wszystkim aplikantom życzę
