Jeśli kilka lat temu, to na pewno nie zastosowałeś się do prostych rad z forum (bo nie było tego tematu;D).
Ile razy można pisać, co też wskazuje Ewa, że zobowiązanie przedawnione istnieje. Wiele osób, które znam, które korzysta z porad prawnych ( w realu ), woli spłacać zobowiązania, nawet przedawnione. Taki system wartości. Ergo - zobowiązanie przedawnione istnieje, można je potrącać i można go skutecznie dochodzić. Natomiast zobowiązania bezzasadne, to inna kwestia. Jednak (też ze swojej praktyki) wiem, że ludzie często nie rozumieją, z uwagi na nieznajomość prawa, że jednak nie złożyli skutecznego oświadczenia o odstąpieniu. Czasem jest to wina agenta, czasem jest to wina ludzi, którzy wysyłali pisma mailem, lub też za późno. Czasem wysyłali pisma gdzieś - nie wiadomo gdzie, bo nie opisali numeru polisy, wskazali adres agenta, a nie ubezpieczyciela. Właśnie w kontakcie z wierzycielami istotne jest spełnienie wszelkich formalności. Nikt nie będzie Cię wzywał do uzupełnienia braków. Po prostu pismo takie traktują jako śmieć. Do sądu, cokolwiek nie napiszesz, coś z tym MUSZĄ zrobić.
Ps. nie udowadniasz swojej niewinności. Każdy ma prawo do sądu. Ocena słuszności roszczeń zależy od sądu (referendarza), a czasem zdarzają się sytuacje patologiczne. Jednak z praktyki (wykonując obowiązki po drugiej stronie) wiem również, że patologia zdarza się bardzo rzadko. Większości nakazów nikt nie kwestionuje, czasem ludzie proszą o raty, o odroczenie płatności, czy umorzenie (bo nie są w stanie płacić). Podejrzewam, że w esądzie jest podobnie. Jednak na forum, w internecie, czy w mediach dowiadujemy się jedynie o tych sprawach patologicznych. Nikt nie pisze o tych prawidłowo załatwionych. Jeśli przyjmiemy oficjalne dane (ostatnie), że łączna liczba sprzeciwów, które wpływają do esądu (licząc z wnioskami o raty, odroczenie, umorzenie), wynosi 2%. To okazuje się, że na kilka milionów spraw (przyjmijmy 3 miliony), tylko 60.000 było kwestionowane przez strony. Daje nam to 2.940.000 spraw załatwionych ZGODNIE z wolą stron. Jeśli wśród tych dwóch procent zobaczymy ile spraw było kwestionowanych NIESKUTECZNIE, to zapewne zostanie nam ze 30.000 spraw przedawnionych.
Czy jest to dużo??
Z punktu widzenia idealizmu, dużo skoro więcej niż 1. Z punktu widzenia statystyki, mieści się to w granicach błędu.
Problemem jest i zawsze będzie brak rzetelności wierzycieli, szczególnie w zakresie wskazywania nieaktualnych adresów, szczególnie że większość tych adresów jest znana.
Co można z tym zrobić?
1. jeśli dług rzeczywiście nie istniał i mamy na to dowody, możemy pozwać wierzyciela pierwotnego z tyt. naruszenia dóbr osobistych i ew. odszkodowania;
2. nieprawidłowe adresy i tę praktykę może naprawić jedynie ustawodawca, który zobowiąże wierzyciela do podania aktualnego adresu, pod którym ostatnio korespondował SKUTECZNIE z wierzycielem;
Jednak co zrobić z oszukańcami, których jako prawnik spotykam wielu, a którzy celowo kombinują, przeprowadzają się, aby uniknąć sądu??