Robilee
Nie chce wdawać się w "teologię i etykę". Różne spotykają nas sytuacje życiowe. Mam nadzieje, że kiedyś będziesz w moje skórze i też coś "zagrabisz".
To wtedy pogadamy. OK?. Przepraszam, nie chce toczyć tak dyskusji.
Wróćmy do tematu - głównego nurtu.
Mój "przeciwnik" wykorzystał wszystkie fakty i starał się "zarobić". OK, mamy demokracje takie działania są dozwolone prawem. Szanuje i podziwiam za spryt. Ja tylko nie rozumiem dlaczego mój przeciwnik rozpoczął cały ten cyrk
nie sprawdzając dat na zakupionym długu. Zachował się jak Constar czyli odświeżył starą "wędlinkę" odsprzedając ją sobie wewnętrznie. Wtedy pojawiła się nowa "firma" (z P.R.E.S.C.O. na PRESCO) i "nowa data". I na te nowe daty powołał się mój przeciwnik. Nie powiesz mi, że to było fair. Zbudowano sobie w PRESCO "portal" aby załatwiać takie "zbuki" jak mój dług. Ja bym się ich nie czepiał. Naprawdę. Gdyby to było tak jak prawo nakazuje. Kupili dług, znaleźli mnie, zrobili sprawę, i znowu mnie znaleźli. To ja bym zapłacił, powiedział sobie OK. Tymczasem im bardziej starałem się zrozumieć ten mechanizm tym więcej widziałem tam "prawnych" piruetów. To doprowadziło mnie do wniosku, że to dzięki takim jak ja, ta firma stała się od firmy windykacyjnej, firmą finansowo doradczą i do tego weszła na giełdę. Gdzieś tam, te wyrwane mi niespodziewanie z ręki pieniądze doprowadziły do wzbogacenia się mojego przeciwnika. Dlatego uważam, że powinienem spróbować odzyskać część tego co zbudował mój przeciwnik dokonując takich a nie innych działań.
Mam nadzieje, że to rozumiesz.
Pytanie pozostaje otwarte: jakiego argumentu użyć przed sądem, bo na pozwie skończy się na pewno.