Do skrzynki pod moim adresem dotarła korespondencja od Intrum Justitia. Aby było śmieszniej, natknąłem się na tą nazwę pierwszy raz jakiś tydzień temu, kiedy przekazywałem korespondencję byłego lokatora z pewnego innego adresu, o którym wiadomo mi było, że najpewniej ma jakieś długi. Widząc tą nazwę od razu zareagowałem i chcąc dowiedzieć się, komu z i czym zalegam, szybko otworzyłem list.
1. Niestety nie zobaczyłem, że przede wszystkim list nadany jest na adres, w którym widnieje inny numer - niezgodny z faktycznym numerem budynku. Zgadza się reszta danych. W całości taki adres w mieście raczej nie istnieje, istnieje jedynie adres, jaki powstałby, gdyby podany numer np. miał zamienione miejscami cyfry, albo był "cały" zamiast "łamanego"... W związku z tym zastanawiałem się, w jaki sposób ta korespondencja trafiła mimo wszystko do mnie, pomimo złego numeru budynku.
Na początku podejrzewałem, iż listonosz sam sobie pomógł ze znalezieniem właściwej osoby, ale potem zauważyłem, że to nie jest list rozprowadzany przez Pocztę Polską, tylko jakąś Polską Grupę Pocztową. Być może list podrzucił ktoś, kto otrzymał go wcześniej na ten inny adres o domniemanym numerze i na podstawie jakiegoś "wywiadu środowiskowego" (okoliczni mieszkańcy mogli podpowiedzieć, gdzie zamieszkują osoby o danym nazwisku), albo taką strategię obrał sam dostawca od PGP. Ustaliłem, że w mieście jest najpewniej jeszcze jedna osoba o tym samym imieniu i nazwisku.
List nadano w połowie października.
2. List informuje o "Ofercie spłaty zadłużenia !", gdzie wierzycielem jest Intrum Justitia Debt Fund 1 FIZ NFS. Domyślam się, że chodzi o jakiś "dług", który Intrum sobie od kogoś kupiło, bo nie ma nigdzie innych informacji o wierzycielu... spędzam nad tą sprawą ostatnie godziny i niestety nie jestem w stanie skojarzyć, abym miał kiedykolwiek jakiś dług, ani tym bardziej jakieś długi sprzed dawna, które to najczęściej padają łupem.
3. Podana kwota rzekomego zadłużenia to ciut ponad kilka tysięcy złotych. Nigdy nie zobowiązywałem się finansowo na takie, albo zbliżone sumy. Jest to znacząca suma, a w historiach na jakie natrafiłem w Internecie ludzie piszą najczęściej o kwotach opiewających na kilkaset złotych, dlatego mimo poważnych wątpliwości szykuję się aby podejść do sprawy poważnie i przekazać ją prawnikowi.
Nigdy nie otrzymałem żadnych informacji ponaglających o spłatę zaległości, a we wszystkich przypadkach, gdzie muszę się zobowiązać jakkolwiek finansowo, oczywiście wymaga się ode mnie prawdziwych danych i poprawnego adresu. Skąd zatem błędny adres skojarzony z moim imieniem i nazwiskiem? Ktoś gdzieś podał przypadkowe lub skradzione dane i mogłem w ten sposób zostać wrobiony w dług?
4. W liście czytam "...przypominamy, że zadłużenie stwierdzone nakazem zapłaty i zaopatrzonym w klauzulę wykonywalności jest nadal nieuregulowane" - czy można się domyślać, że to już któraś z kolei korespondencja, jaką w tej "sprawie" nadaje Intrum? Lub że jest to po prostu kolejna próba nabrania kolejnej już osoby na fikcyjny dług poprzez rozsyłanie korespondencji na ślepo?
5. Nigdzie na dokumencie nie ma jakiejkolwiek informacji odnośnie tego, czego dotyczyłby rzekomy dług. Na drugiej stronie dokumentu (są tylko dwie) jest tylko formularz do wypełnienia odnośnie przyznawania się do długu, spłaty w ratach, itp. i nic poza tym.
Moje pytania odnośnie całej sytuacji:
- Czy dług może być 'przylepiony' do imienia i nazwiska z adresem, nawet błędnym, na podstawie domniemań? Czy może być skojarzony jedynie z konkretnym numerem PESEL?
- W którym momencie musiałyby być ujawnione informacje odnośnie pierwotnego rzekomego długu, który Intrum zakupiło, tj. pełne dane osobowe dłużnika, jak i kiedy zadłużenie powstało, itp? Czy dopiero kiedy ewentualnie sprawa weszłaby na drogę sądową?
- Zważywszy na brak informacji odnośnie tego, czego miałby dotyczyć dług, czy jest możliwe, że takie wyszczególnienie pojawi się w ewentualnej kolejnej korespondencji od Intrum, kiedy będą już próbować "publicznie licytować dług"?
Niestety dopiero po weekendzie będę mógł zweryfikować kilka tropów odnośnie ewentualnych faktycznych zadłużeń, a do tego czasu pozostają mi tylko domysły i poszukiwanie pomocy prawnej.
I oczywiście życzenia wytrwałości i odwagi dla innych osób również dotkniętych przez takie praktyki.