Dług w firmie PRESCO INVESTMENTS s.a.r.l., INTRUM JUSTITIA lub innej FW cz. III

  • Autor wątku Autor wątku sara105
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
Rozwiązania są dwa:

1. zawiadomienie policji;

2. wniesienie pozwu do sądu w zwiazku z naruszeniem dóbr osobistych oraz zakazem dalszego ich naruszania.

Oczywiście oba te rozwiązania muszą być przeprowadzone przy konsultacji z prawnikiem w realu.
 
rafal_26 napisał:
Do sądu występuje się z powództwem, a nie wnioskiem.

Najpierw wzywamy wierzyciela do zwrotu pod rygorem skierowania sprawy na drogę postępowania sądowego.

W większości kasę zwracają, a przynajmniej jej znaczną część.

Witam,

Pomimo wysłanego wezwania do zwrotu niesłusznie pobranej mi kwoty (wyrok prawomocny, sąd oddalił powództwo o zapłatę), nie otrzymałem od wierzyciela pieniędzy. Minęło już 14 dni od wyznaczonego terminu.
Rozumiem że w takim wypadku muszę wystąpić z powództwem do sądu o zwrot pieniędzy. Chciałbym odzyskać wszystkie pieniądze które zostały mi pobrane + koszty poprzedniego procesu + koszty które poniosę przy zakładaniu powództwa.
Nigdy wcześniej nie byłem w takiej sytuacji, nie wiem czy jest to mocno skomplikowane. Czy jest sens posiłkować się kancelarią prawniczą. Walczę o zwrot 600zł, do jakiej kwoty mogę żądać zwrotu porady prawnika.
Proszę o pomoc. Cała sprawa ciągnie już się ponad rok, nie daje mi spokoju.
 
Piszę apropo postu na poprzedniej stronie.

Prawnikiem nie jestem, ale to przypadkiem nie działa w ten sposób, że firma pokroju Intrum Justitia, jeżeli kupi dług o wartości X, to NIE może sama z siebie powiększać go o jakieś kwoty? Na logike, oni kupują dług i chcą go wyegzekwować, a jeżeli tego nie zrobią dobrowolnie, to zajmie się tym komornik; tj. potrącone zostanie z wynagrodzenia. Mam rację, czy gdzieś się pomyliłem?
 
tommiwawa:

Nie jest to bardzo skomplikowane, jak dla mnie.

Składasz pozew, opisujesz sytuację, dołączasz wszystkie dokumenty. Szczególnie oddalenie powóztwa, postanowienie komornika o wyegzekwowaniu kwot i tyle w sądzie możesz dochodzić.

Powództwo opierasz na pozwaniu Cię pod błędny adres.
 
Mam pytanie szczególnie skierowane do Kolegów i Koleżanek występujących przed e-sądem jako pełnomocnicy stron.

Jak długo obecnie oczekuje się na przekazanie sprawy do sądu właściwości ogólnej dłużnika po złożonym sprzeciwie?
 
2-3 miesiące, ale to zależy głównie od obłożenia sekretariatu sądu do którego trafia sprawa.
 
Rozumiem, że koleżance chodziło o to, jak długo czeka się na podjęcie czynności przez sąd wł. ogólnej, a nie o to ile czeka się na uprawomocnienie sprzeciwu w epu?
 
Jeszcze jedno pytanko do ekspertów w temacie...
jak w praktyce wygląda kwestia zasądzonych kosztów zastępstwa procesowego?
Postanowienie o przekazaniu sprzeciwu uprawamacnia się, następnie sprawa zostaje przekazana do sądu własciwości ogólnej. Na jakim etapie zasądzane są koszty zastępstwa? Rozumiem że już zasądzone są w postanowieniu SR Lublin o przekazaniu sprzeciwu? Czy dopiero na etapie postępowania przed sądem właściwości ogólnej?
 
Oczywiście, że na etapie postępowania przed sądem właściwym.

W epu sąd tylko stwierdza, że sprzeciw wypełnia warunki formalne, niczego nie przesądza.
 
Witam,
niestety KGPN złożyło apelację na wyrok po rozprawie, na której byłem i podniosłem 2 i 3 letni okres przedawnienia wg wskazówek forumowiczów, a nawet to że minęło i 10 lat. Sąd przyznał mi rację i powództwo oddalił.

KGPN zarzuca wyrokowi "obrazę przepisów materialnych art 750 , 751 pkt 2 oraz 118 KC." Uzasadnienie ma 13 stron w którym wskazuje się na różne wyroki sądów, generalnie bardzo dużo sformułowań prawnych, wywodów, że studia to kształcenie, a nie nauka, etc...

Co można w tej sprawie zrobić ?
Dodam, że KGPN w ogóle nie odniosło się do tego, że sprawa jest przedawniona, bo minęło 10 lat, odnieśli się tylko do 2 i 3 lat. Nie wiem niestety co jest w uzasadnieniu wyroku, a kopi wyroku też nie mam.
Chodzi o 5 tys.zł.
Proszę o porady. Generalnie mam sprawy dosyć i zastanawiam się nad wynajęciem radcy albo adwokata.***moderacja***

Mam dwa tygodnie na złożenie odpowiedzi na apelację.
 
Nie musisz wnosić żadnej odpowiedzi na apelację.

Rzeczywiście orzeczenia bywają różne, jednakże skoro w tej sprawie i tak mineło ponad 10 lat, to oczywiście, że sąd oddali apelacją.
 
Do sądu mam kawał drogi i będę musiał wziąć wolne.
Rozumiem, że tak czy inaczej na rozprawę powinienem przyjechać ?
 
Nie rozumiem, dlaczego nie odpisywać na apelację ?
Bo sprawa i tak się odbędzie ?
 
Do skrzynki pod moim adresem dotarła korespondencja od Intrum Justitia. Aby było śmieszniej, natknąłem się na tą nazwę pierwszy raz jakiś tydzień temu, kiedy przekazywałem korespondencję byłego lokatora z pewnego innego adresu, o którym wiadomo mi było, że najpewniej ma jakieś długi. Widząc tą nazwę od razu zareagowałem i chcąc dowiedzieć się, komu z i czym zalegam, szybko otworzyłem list.

1. Niestety nie zobaczyłem, że przede wszystkim list nadany jest na adres, w którym widnieje inny numer - niezgodny z faktycznym numerem budynku. Zgadza się reszta danych. W całości taki adres w mieście raczej nie istnieje, istnieje jedynie adres, jaki powstałby, gdyby podany numer np. miał zamienione miejscami cyfry, albo był "cały" zamiast "łamanego"... W związku z tym zastanawiałem się, w jaki sposób ta korespondencja trafiła mimo wszystko do mnie, pomimo złego numeru budynku.
Na początku podejrzewałem, iż listonosz sam sobie pomógł ze znalezieniem właściwej osoby, ale potem zauważyłem, że to nie jest list rozprowadzany przez Pocztę Polską, tylko jakąś Polską Grupę Pocztową. Być może list podrzucił ktoś, kto otrzymał go wcześniej na ten inny adres o domniemanym numerze i na podstawie jakiegoś "wywiadu środowiskowego" (okoliczni mieszkańcy mogli podpowiedzieć, gdzie zamieszkują osoby o danym nazwisku), albo taką strategię obrał sam dostawca od PGP. Ustaliłem, że w mieście jest najpewniej jeszcze jedna osoba o tym samym imieniu i nazwisku.
List nadano w połowie października.


2. List informuje o "Ofercie spłaty zadłużenia !", gdzie wierzycielem jest Intrum Justitia Debt Fund 1 FIZ NFS. Domyślam się, że chodzi o jakiś "dług", który Intrum sobie od kogoś kupiło, bo nie ma nigdzie innych informacji o wierzycielu... spędzam nad tą sprawą ostatnie godziny i niestety nie jestem w stanie skojarzyć, abym miał kiedykolwiek jakiś dług, ani tym bardziej jakieś długi sprzed dawna, które to najczęściej padają łupem.


3. Podana kwota rzekomego zadłużenia to ciut ponad kilka tysięcy złotych. Nigdy nie zobowiązywałem się finansowo na takie, albo zbliżone sumy. Jest to znacząca suma, a w historiach na jakie natrafiłem w Internecie ludzie piszą najczęściej o kwotach opiewających na kilkaset złotych, dlatego mimo poważnych wątpliwości szykuję się aby podejść do sprawy poważnie i przekazać ją prawnikowi.
Nigdy nie otrzymałem żadnych informacji ponaglających o spłatę zaległości, a we wszystkich przypadkach, gdzie muszę się zobowiązać jakkolwiek finansowo, oczywiście wymaga się ode mnie prawdziwych danych i poprawnego adresu. Skąd zatem błędny adres skojarzony z moim imieniem i nazwiskiem? Ktoś gdzieś podał przypadkowe lub skradzione dane i mogłem w ten sposób zostać wrobiony w dług?


4. W liście czytam "...przypominamy, że zadłużenie stwierdzone nakazem zapłaty i zaopatrzonym w klauzulę wykonywalności jest nadal nieuregulowane" - czy można się domyślać, że to już któraś z kolei korespondencja, jaką w tej "sprawie" nadaje Intrum? Lub że jest to po prostu kolejna próba nabrania kolejnej już osoby na fikcyjny dług poprzez rozsyłanie korespondencji na ślepo?

5. Nigdzie na dokumencie nie ma jakiejkolwiek informacji odnośnie tego, czego dotyczyłby rzekomy dług. Na drugiej stronie dokumentu (są tylko dwie) jest tylko formularz do wypełnienia odnośnie przyznawania się do długu, spłaty w ratach, itp. i nic poza tym.



Moje pytania odnośnie całej sytuacji:

- Czy dług może być 'przylepiony' do imienia i nazwiska z adresem, nawet błędnym, na podstawie domniemań? Czy może być skojarzony jedynie z konkretnym numerem PESEL?

- W którym momencie musiałyby być ujawnione informacje odnośnie pierwotnego rzekomego długu, który Intrum zakupiło, tj. pełne dane osobowe dłużnika, jak i kiedy zadłużenie powstało, itp? Czy dopiero kiedy ewentualnie sprawa weszłaby na drogę sądową?

- Zważywszy na brak informacji odnośnie tego, czego miałby dotyczyć dług, czy jest możliwe, że takie wyszczególnienie pojawi się w ewentualnej kolejnej korespondencji od Intrum, kiedy będą już próbować "publicznie licytować dług"?


Niestety dopiero po weekendzie będę mógł zweryfikować kilka tropów odnośnie ewentualnych faktycznych zadłużeń, a do tego czasu pozostają mi tylko domysły i poszukiwanie pomocy prawnej.


I oczywiście życzenia wytrwałości i odwagi dla innych osób również dotkniętych przez takie praktyki.
 
Ciekawy opis, ale pytania dziwne.

Zacznij od tego, aby zadzwonić do esądu w Lublinie i zapytać się, czy nie prowadzono przeciwko Tobie sparawy. Skoro piszą, że jest nakaz z klauzulą, to pewnie tak jest, a kolejna korespondencja będzie od komornika.

PESELe obowiązują w postępowaniu sądowym dla spraw wszczętych po 7 lipca, więc Ciebie mogło to ominąć.

Poza tym, czy w tym piśmie wskazano z jakiego sądu pochodzi nakaz zapłaty?

Oczywiściej, jeśli to nie esąd w Lublinie, czyli sygnatura nie zaczyna się od VI Nc-e, to trzeba szukać innego sądu, który pewnie to wydał.

Być może w sądzie podali też ten zły adres, a być może blefują z tym sądem, nigdy nie wiadomo, co poczta polska (listonosz) napisze. Zdarzało się, że doręczał awiza do gruzowiska... Więc nieistniejący adres, nigdy niczego nie wiadomo.
 
Przede wszystkim to nie jest to korespondencja nadana przez Pocztę Polską, tylko Polską Grupę Pocztową. Chyba zatem nie dostarczał tego żaden "zwykły" listonosz tylko prywatna firma, na podobnej zasadzie, na jakiej działają firmy kurierskie. W jaki sposób przesyłka znalazła się w mojej skrzynce, do tego na razie nie dojdę. Być może gdzieś mają mój zgodny adres, a błąd był jedynie na liście i ktoś wiedział, gdzie to faktycznie dostarczyć - nie wiem...
Istnieje możliwość, że przychodziły też inne pisma, i że będą dalej przychodzić. Być może znowu trafią do mnie, podobnym sposobem, jak ten, ale być może nie trafią wcale.


Jak wiadomo, napisać mogą wszystko. W liście nie ma mowy o żadnym postępowaniu sądowym, jest jedynie formułka o tym, że nakaz zapłaty upoważnia wierzyciela do ponownego przekazania sprawy do Komornika w ciągu 10 lat od momentu umorzenia poprzedniego postępowania egzekucyjnego - czyli jeśli dobrze rozumiem ogólnik odnośnie tego, że jak raz komornika od czegoś odsuną, to za 10 lat może próbować ponownie...


Nie ma informacji o żadnym sądzie, żadnej sygnatury, ani ściśle aby jakikolwiek sąd cokolwiek wydawał.

Całość pisma ma wydźwięk próby wyłudzenia, bo jest mowa o "ofercie spłaty", "wnikliwej analizie akt", "indywidualnej propozycji spłaty", że "zaległości można spłacić w ratach, jak pan chce, itp.", że w celu "ustalenia płatności wystarczy zrobić to i tamto", "wpłat należy dokonywać na rachunek bankowy", na drugiej stronie blankiecik aby "uznać swoje zadłużenie".


- Mogę na razie założyć, że mają mój poprawny adres i pesel, albo chociaż pesel. Tym tropem, jeśli sprawa trafia do komornika, komornik będzie próbował mnie jakoś znaleźć, albo przynajmniej moje miejsce pracy. Czy może być tak, że dopiero od komornika dostanę jakąś korespondencję na właściwy adres? Domyślam się, że komornik bardziej się stara znaleźć właściwe dane, aby np. zająć komuś konto, itp... Nie mam możliwości żadnego 'przechwytywania' korespondencji na mieście, bo nie wiem, gdzie ona mogła docierać, ani przede wszystkim, czy w ogóle mnie dotyczy. Wychodzi na to, że dopiero w korespondencji od sądu, albo dalej od komornika, byłby podany mój pesel, po którym mógłbym stwierdzić, że faktycznie moją osobę próbują obarczyć jakąś sprawą?


- Czy jeśli komornik ewentualnie zajmie mi konto, będę miał możliwość wybierania środków w siedzibie banku? Jakiegokolwiek dostępu do pieniędzy?
 
Ostatnia edycja:
Strasznie wszystko mieszasz. Trudno jest to Ci wyjaśnić, jeśli nie poczytasz podobnych wątków.

Sprawę trzeba rozbić na dwie alternatywne ścieżki:

1. jest jednak nakaz zapłaty z sądu (oczywiście go nie dostałeś fizycznie), więc sprawa trafi do komornika, który pewnie Cię znajdzie;

2. nie ma nakazu i jest to totalny blef, wówczas możesz im wysłać pismo, żeby przedstawili Ci dowody źródłowe długu (umowę, faktury itp.), gdyż u nich to niczego nie zaciągałeś, nie zawierałeś z nimi jakiejkolwiek umowy - pod rygorem skierowania sprawy do sądu o ustalenie, że nie jesteś im winnych żadnych pieniędzy oraz dodatkowo sprawy o ochronę dóbr osobistych i zaniechanie dalszego nękania;

Pare setek razy o tym pisałem, więc jeśli szansujesz mnie i moje wypowiedzi, warto abyś troszkę poszukał i poszperał.

Co do pieniędzy, to na 99% będziesz mógł je pobrać w banku do sumy równej 3 krotnemu miesięcznemu wynagrodzeniu, ale też może się okazać, iż nie dowiesz się o zajęciu, a dopiero blokada nastąpi później.
 
Starałem się pisać zwięźle, ale zarazem przedstawić wszystkie wątki, dlatego tak wyszło. Miałem na myśli dokładnie to, co opisałeś powyżej.

Czytałem poprzednie wątki, aczkolwiek nie od A do Z, przyznaję - chciałem szybko dodać swój post jeszcze wczoraj, ponadto w większości opisywanych spraw jest mowa o korespondencji na prawdziwy adres i z mniej-więcej podaną przyczyną powstania zadłużenia (rachunki, faktury, nazwy pierwotnych wierzycieli, itp.), wobec czego ten przypadek wydał mi się dziwny...


Kontakt z e-sądem dopiero po weekendzie, i raczej dopiero po zweryfikowaniu pewnych tropów. A nawet jeśli tam nic nie będzie, nie znaczy to przecież, że w innym sądzie czegoś na mnie nie ma, prawda? Każdego sądu nie obskoczę, więc pozostaje i tak czekanie...

Kontaktu z firmą Intrum nie będę podejmował, a na pewno nie sam.


Odnośnie pieniędzy w banku mam na myśli to, czy będę mógł je pobrać pomimo ewentualnej blokady...
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra