P
po_egz
Stały bywalec
- Dołączył
- 06.2011
- Odpowiedzi
- 478
(Nie)pewna:
egzamin to nie rzut monetą, żeby 50/50 było zdanie egzaminu. Zawsze można komuś postawić zarzut, że jakby wspaniałą pracę napisał z wszystkiego, to by go nikt nie oblał. Ale chodzi o sytuacje graniczne, może być pozytywna a może być negatywna ocena i Ty dostajesz ndst a kolega obok, który ma pracę zbliżoną, przechodzi bo jest bardziej ustosunkowany. I na co mu takie wyważone wypowiedzi? Gdzie ma się wyżyć jak nie na forum? Może powiesz mu, że za rok też jest egzamin, że niezdanie go też jest formą przeżycia, cenną nauczką w życiu? A jak drugi raz nie zda, to przecież ze spokojem, nie musi zostać radcą prawnym, może to lepiej bo doświadczy czegoś innego w życiu?
Niektórzy po prostu chcą być radcą prawnym i tyle, nikim innym i za wszelką cenę. A na drodze stoi egzamin w niezbyt przejrzystej formule. I co, mamy się z tym bez sprzeciwu godzić? Albo z tym, że są równi i równiejsi, a wiedzieliśmy na co się godzimy? Ja się z tym nie godzę i powiem, że ten egzamin w niektórych punktach jest kpiną i skandalem. I mówię to nie z tego powodu, że nie zdałem, bądź nie zdam. Tego nie wiem. Po prostu wku*wia mnie ta cała droga do zawodu. Pięć lat studiów bezużytecznych, 4 lata aplikacji, mnóstwo pieniędzy wydanych i co w zamian? Trzeba było popracować pięć lat i w kancelarii i w tym samym miejscu bym był, albo doktorat z prawa rzymskiego zrobić i się wpisać na listę z praktyką.
Ta cała droga zawodowa to jest kpina. Jak dzisiaj Jaga w pucharach
egzamin to nie rzut monetą, żeby 50/50 było zdanie egzaminu. Zawsze można komuś postawić zarzut, że jakby wspaniałą pracę napisał z wszystkiego, to by go nikt nie oblał. Ale chodzi o sytuacje graniczne, może być pozytywna a może być negatywna ocena i Ty dostajesz ndst a kolega obok, który ma pracę zbliżoną, przechodzi bo jest bardziej ustosunkowany. I na co mu takie wyważone wypowiedzi? Gdzie ma się wyżyć jak nie na forum? Może powiesz mu, że za rok też jest egzamin, że niezdanie go też jest formą przeżycia, cenną nauczką w życiu? A jak drugi raz nie zda, to przecież ze spokojem, nie musi zostać radcą prawnym, może to lepiej bo doświadczy czegoś innego w życiu?
Niektórzy po prostu chcą być radcą prawnym i tyle, nikim innym i za wszelką cenę. A na drodze stoi egzamin w niezbyt przejrzystej formule. I co, mamy się z tym bez sprzeciwu godzić? Albo z tym, że są równi i równiejsi, a wiedzieliśmy na co się godzimy? Ja się z tym nie godzę i powiem, że ten egzamin w niektórych punktach jest kpiną i skandalem. I mówię to nie z tego powodu, że nie zdałem, bądź nie zdam. Tego nie wiem. Po prostu wku*wia mnie ta cała droga do zawodu. Pięć lat studiów bezużytecznych, 4 lata aplikacji, mnóstwo pieniędzy wydanych i co w zamian? Trzeba było popracować pięć lat i w kancelarii i w tym samym miejscu bym był, albo doktorat z prawa rzymskiego zrobić i się wpisać na listę z praktyką.
Ta cała droga zawodowa to jest kpina. Jak dzisiaj Jaga w pucharach