Witajcie.
List dostał wczoraj mój znajomy za film „Drogówka”, udostępnienie niby z listopada 2013. Kwota do zapłaty 470zł. Jako że teraz jestem w delegacji nie mam szczegółowego info. Znajomy na internecie ( z racji wieku) niewiele się zna a że ja także czasem korzystam z jego komputera, więc trochę sprawa mnie też irytuje. On ani ja nie pobieraliśmy wspomnianego filmu a tym bardziej nie może być mowy, że go udostępnialiśmy. Internet jest z Orange (neostrada) poprzez Liveboxa (z aktywnym pakietem Internet + telewizja + telefon). Livebox ten to jakaś porażka- wiesza się czasem, telewizja działa/nie działa, telefon głuchy niekiedy – inni dodzwonić się nie mogą itp. Zmierzam do tego że poprzez takie funkcjonowanie tego urządzenia zdarzyło się kilka razy w przeciągu ostatnich 2-3 lat że sieć nie była chroniona hasłem. Na ogół hasło na sieć jest założone więc włamanie lub podpięcie się do niej raczej mało prawdopodobne także z racji tego, że to nie blok a dom na osiedlu więc do sąsiadów kawałek i jest ich niewielu, ale … i tu może być ”pies pogrzebany” bo ten livebox oprócz połączenia internetowego (do którego się loguje laptop) udostępnia także usługę Orange FunSpot a nad ta usługą raczej nie mam kontroli i zabezpieczyć hasłem nie mogę a jedynie (jak się dzisiaj dowiedziałem od konsultantki orange) może ja wyłączyć logując się na stronie firmowej. Mogę podejrzewać, że właśnie poprzez tą usługę ktoś, gdzieś, kiedyś w pobliżu z jakimś torrentem …. i stąd IP i liścik z kwotą 470zł.
Wczoraj do późnych godzin nocnych a raczej wczesno porannych studiowałem ten i pierwszą część tematu. Płacić nikt nie zamierza, bo cała sprawa wygląda podejrzanie. Wczoraj także dzwoniłem w tej sprawie to TVN Uwaga i dość miły pan po drugiej stronie oznajmił, że o sprawie słyszał, ale na dzień dzisiejszy się tym nie zajmują i nie wykluczają jej. Poprosił o kontakt i powiedział, że jeśli podejmą temat to do trzech dni się ktoś odezwie. Dzisiaj dzwoniłem do Orange raczej pod kontem technicznego pytania odnośnie wspomnianego Liveboxa i bezprzewodowego połączenia laptopa z internetem, ale jak zjechałem na temat usługi Orange FunSpot i czy IP tej usługi jest identyczne jak tego „zwykłego połączenia” to miałem wrażenie że pani konsultant się trochę jakby zmieszała a jak wspomniałem o zabezpieczeniach i o tym że pod mój Livebox z usługą Orange FunSpot może się zalogować każdy to pani oświadczyła: ” z tym IP nie jest tak do końca” i powtórzyła że tą usługę mogę wyłączyć. Mam wrażenie, że dość szybko po tym pani chciała zakończyć rozmowę abym zapewne nie zapytał jej o sprawę danych osobowych w kontekście filmu Drogówka. Jeśli to prawda, że Orange ma jakieś „udziały” (czy też jest współproducentem czy jakoś tak) w kontrowersyjnych filmach, za które nas gnębią to jestem na 99% pewien, że odpowiedziałaby mi, że nic jej nie wiadomo n/t udostępnienia danych osobowych. Niestety rozmowa dość szybko się zakończyła i nie zdołałem zapytać o kwestię danych. Z innego źródła w Internecie wyczytałem, że bodajże na 6 firm telekomunikacyjnych tylko trzy przyznały się do udostępnienia danych osobowych na wniosek sądu czy prokuratora. Firmy podały ilość udostępnionych danych, ale pod warunkiem, że nie poda się ich nazwy w artykule.. Po przeanalizowaniu tego tematu i artykułów z wydań internetowych a także wypowiedzi tego pana mecenasa, co nam te liściki miłosne podsyła zaczyna mi się układanka do kupy składać.
Wygląda to wszystko na Cybertrolling i niezły sposób na biznes przy wykorzystaniu prawa.
Cytat z OnetBiznes :
” Cybertrolling - przypadek niemiecki
W Niemczech na początku tego roku zakończyła się głośna sprawa kancelarii, która masowo rozsyłała wezwania do zapłaty internautom, którzy oglądali materiały na pirackich serwisach - wykorzystywanie prawa jako narzędzia do zarabiania nazywano wprost, cybertrollingiem. Ostatecznie uznano, że oglądanie utworów za pośrednictwem nielegalnych źródeł nie podlega penalizacji. Ile osób uiściło opłatę "dla świętego spokoju" (tym bardziej, że niemiecka kancelaria reprezentowała również filmy pornograficzne) nie wiadomo.
Polska ustawa o prawie autorskim jasno mówi, że korzystanie, upublicznionych materiałów chronionych prawem autorskim samo w sobie nie jest karalne - co oczywiście nie znaczy, że zasługuje na pochwałę. Wobec coraz łatwiejszego dostępu do filmów, seriali i muzyki z legalnych źródeł, w których wiele treści otrzymujemy w niskiej cenie, a często nawet za darmo trudno uzasadniać wspieranie stron o ewidentnie przestępczym charakterze, czyli zarabiających na cudzej własności dzięki reklamom bądź z bezpośrednich wpłat od internautów, niezdających sobie sprawy z ich nielegalnego charakteru.
Zasadnicza różnica pojawia się wśród użytkowników sieci peer-to-peer, takich jak np. torrent - gdzie pobierając dane, jednocześnie je udostępniamy - a więc uczestniczymy w procederze publicznego rozpowszechniania utworów chronionych prawem autorskim.”
Moje wnioski są takie, że skoro w Niemczech podobne poczynania nie wychodzą albo cyber-biznes słabnie firmy tamte (także ta, która pozyskała nasze IP) wchodzą na nasz rodzimy „piracki” rynek gdzie świadomość prawna polaków jest niska i na samą myśl (czy otrzymany liścik że trzeba płacić bo jest sprawa w prokuraturze, że sąd, że policja, że możliwe zajęcia komputerów, nośników itp.) się nam portki trzęsą a co najmniej ciśnienie skacze więc jest dobry grunt by parę eurosów zarobić. Jakby do tego dołożyć szczyptę polskiego prawa to okazuje się, że to dopiero stadium początkowe by wydoić czasem mniej lub bardziej winnych a czasem nieświadomych internautów. Jestem pewien, że w Niemczech nie ma takiego strachu czy obaw jak ktoś ma iść na policję coś wyjaśnić czy do sądu coś zeznać. A więc u nas bazują na formie zastraszania. Jak sam nasz „ulubieniec” od listów przyznaje że w Niemczech kancelarie takie jak jego osiągały na początku spore zyski to po jakimś czasie z takich praktyk się wycofały – ciekawe, dlaczego? On sam zapytany o zyski na tego typu działalności odpowiada, że są niewielkie żeby nie rzec znikome, bo na zyskane 1zł trzeba było wydać 15zł, ale głównym celem nie jest tylko zarobek a podnoszenie świadomości i walka z piractwem.
Przepraszam za troszkę przydługie wywody ale starałem się opisać w miarę dokładnie zaistniałą sytuacje od gniazdka telefonicznego z internetem po przemyślenia i wnioski związane z całym tym procederem.
A i najważniejsze co skłoniło mnie do nabazgrania tego textu to fakt, że my „poszkodowani” jesteśmy rozdrobnieni – siedzimy każdy w swoim koncie i obawiamy się co może nastąpić. Wzorem tych, co nas próbują ścigać „kumulujmy” - organizujmy się i to nie tylko w tej sprawie. Może jak będzie nas więcej i będziemy mieć lepszy kontakt to …. Może kiedyś jakiś pozew zbiorowy (mamy teraz taka możliwość prawną). Nie dajmy się lać po głowie albo czterech literach w pojedynkę, bo nas wybiją. Do pozwu zbiorowego może i daleko, ale wymiana informacji na forum jest bardzo przydatna no i kształcąca prawnie oczywiście

Pozdrawiam.