Dziękuję za odpowiedzi.
Nie martwi mnie, CO policja może znaleźć na naszych komputerach (a oprogramowanie mamy legalne). Martwi mnie to, że mogę zostać bez komputera - bez mojego narzędzia pracy, którym zarabiam na życie.
A nawet nie jestem świadkiem, Męża zaś można w 5 min z postępowania wyłączyć - wystarczy elektroniczny rejestr wejść/wyjść z korporacji w której pracuje.
Wkurza mnie, że muszę się martwić, choć ni cholery filmu Obława nie ściagaliśmy.
Dodatkowo moja praca jest tej natury, że na moim komputerze firmowym mam treści wrażliwe - np. sesje aktowe, czy "nagie" sesje ciążowe lub z niemowlętami. Możliwe, że rodzina panów policjantów też się tam znajduje - prawo skali. Dlatego też mój komputer nigdy nie był podłączony do internetu - dla bezpieczeństwa tego typu poufnych treści.
Jeżeli policja zechce zabrać np. moje archiwum na DVD, to przy mnie będą musieli te opisane przeze mnie płyty policzyć (muszę podpisać jakiś protokół, jak mniemam?), bo jak coś z tego zginie...
Dodatkowo, wszystkie moje programy graficzne są kupione z licencją na jeden komputer (tak się je sprzedaje). Jeżeli mi ten komputer zabiorą, a ja na rympał będę musiała kupić sobie inny, to instalowanie na nim tych programów, na które wydałam ciężką forsę, będzie przecież nielegalne! Przecież to jest chore!
Nie mogę uwierzyć, że żyję w takim kraju, gdzie każdy może sobie złożyć pozbawiony dowodów donos na kogo chce, a że ktoś (choćby i nawet inny, niż w donosie chodzi) w wyniku tego zostanie bez pracy - to trudno... Jak tak może być??
Dlatego jeśli rzeczywiście spotka mnie tego rodzaju nieprzyjemność, to na ten moment zostawię sobie postępowanie z kancelarią pani Ł i zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Chciwość i buta - nie, koleżanko. Tak dobrze nie będzie.