księżyc napisał:
Proszę Was... Jesteśmy młodymi, inteligentnymi ludźmi. (...) Szanujmy siebie, swoją wiedzę, ciężką pracę...
Rozumiem, doskonale wręcz rozumiem, że podczas studiów można za darmo popracować w kancelarii. To wręcz wskazane. Ale po studiach, na aplikacji, za tysiąc? Litości. Kendra J. po administracji zaocznej za Waszą robotę (poczta, telefony, kawa, wędrówka do KRS-u) weźmie więcej, a mniej potrafi.
Pomyślcie o tym, kiedy zaoferują Wam "atrakcyjne warunki zatrudnienia".
Zgadzam się w 100%. Być może (a nawet na pewno) moja kariera akademicka nie jest imponująca, studiuję dłużej, niż powinienem (nie ma to jak brać urlop dziekański od studiów prawniczych by móc pracować w kancelarii prawnej). Ale, w trakcie studiów udało mi się złapać w kancelarii początkowo gratisową, zaś z czasem coraz lepiej płatną robotę, z której w chwili obecnej się utrzymuję. Da się? Da. Bez stypendiów naukowych, bez średniej 4,5, bez znajomości 7 języków obcych (znam 2 - wystarczy). Bez prawników wśród rodziny lub znajomych. Nie w Warszawie, a w mieście <300'000.
Po prostu - zamiast biadolenia o tym, jak trudno odnaleźć się na rynku trzeba było samemu spróbować. I tak, jak znajomi ze szkoły chodzili na imprezy studenckie i cieszyli się studenckim życiem, ja zasuwałem od kancelarii do kancelarii, żeby dostać praktykę. Dostałem, za 86 podejściem. Potem, jak znajomi w szkole stresowali się, jak trudne będzie nadchodzące kolokwium, ja w tym czasie zastanawiałem się, w jaki sposób uzyskać jak największe odszkodowanie i zadośćuczynienie za szkodę spowodowaną błędem lekarskim.
Mam wrażenie, że studia prawnicze nie dość, że 'średnio' przygotowują do zawodu, to jeszcze kompletnie nie przygotowują do rozpoczęcia jakiejkolwiek kariery na rynku. Studenci / aplikanci zajmują się kwestią źródeł prawa administracyjnego i tego typu pierdołami, żyjąc w izolacji od tego, co się na rynku dzieje. A potem lament.
W tej chwili kończę studia, będę przymierzał się do aplikacji adwokackiej. Dostanę się za pierwszym razem - super. Nie dostanę się - spróbuję za rok. Mam za co żyć, uważam, że zarabiam odpowiednio w stosunku do nakładów świadczonej pracy. W trakcie studiów prowadziłem już kilka różnych działalności gospodarczych, dam radę.
Zarobki aplikantów nie muszą być niskie - przyzwoita kancelaria zapłaci za wiedzę i pracę. Moim zdaniem niskie zarobki są wyborem. Mam znajomą, która po doskonałym skończeniu studiów i dostaniu się na aplikację radcowską pracuje za psie pieniądze w odszkodowaniach. Sugerowałem wielokrotnie, żeby robotę zmieniła, bo dostaje mniej, niż pani siedząca na kasie w Biedronce. Nic z tego, ona się tam przebuja, a potem się zobaczy. Mam też drugiego znajomego, który również bez koneksji, po skończeniu studiów i nie dostaniu się na aplikację dostał pracę w kancelarii. Pensja - przyzwoita, powyżej średniej krajowej. Do tego naprawdę ciekawa i odpowiedzialna robota, samochód służbowy do wykorzystywania dla własnych potrzeb itd. Teraz dostał się na aplikację - umówił się, że po skończeniu pierwszego jej roku dostanie podwyżkę. W zamian za to, musi pracować kilka godzin w soboty. Zgodził się. Normalny układ pomiędzy normalnymi ludźmi.
Zdajmy sobie sprawę z tego, że prawo to zawód jak każdy inny. Prowadząc spożywczak nie sprzedawalibyście towaru bez marży - kombinowalibyście, jak sklep rozkręcić najlepiej, a wcześniej - gdzie go otworzyć. Przeanalizowalibyście rynek, pomyśleli nad doborem przyszłych klientów, nad strategią jak ich przyciągnąć do siebie kosztem Tesco i innych sieciówek. Pomyślelibyście kogo zatrudnić, jak najtańszym kosztem ten sklep zbudować, co mieć w asortymencie. Dlaczego w ten sposób nie podchodzi się do prawa, tylko biadoli, że klientów nie ma, że ludzi nie stać itd?
Nawet chcąc być zatrudnionym w takim spożywczaku napisalibyście eleganckie CV, pochwalili się jakimś doświadczeniem w handlu, w trakcie rozmowy chcieli przekonać przyszłego pracodawcę, że zatrudnienie Was się po prostu opłaci. I przypuszczam, że nie zaproponowalibyście sami sobie głodowej stawki, tylko chcieli ugrać tyle, ile się da, zaś słabą propozycję finansową po prostu odrzucili.
Wiem, że ten post może być nieprzyjemny w odbiorze - zapewniam, że obrazić nikogo nie zamierzałem. Po prostu - podchodźmy do pracy w zawodzie jak do każdej innej branży. Każda branża ma swoją specyfikę, czy jest to prawo czy hotelarstwo. Ale w każdej osoba z głową na karku, nie bojąca się odbycia rozmowy kwalifikacyjnej sobie poradzi.