PRAWO - Warto nie warto/żale/problemy/bolączki - tylko jeden temat.

  • Autor wątku Autor wątku Bartata
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
Luisowa napisał:
aplikoko, oczywiście może się tak stać, że życie zweryfikuje moje poglądy. Nie twierdzę, że nie zaistnieje sytuacja, gdzie nie znajdę pracy w żadnym zawodzie związanym z prawem. Oczywiście może się tak stać, a że żyć z czegoś trzeba to i trzeba będzie zająć się czymś innym. Dlatego uważam, że dobrze mieć jakąś alternatywę, zastanowić się "jak nie prawo to co". Nie mniej jednak powtórzę jeszcze raz-jeśli miałabym możliwość pracować w zawodzie związanym z prawem, nawet za kiepskie pieniądze, to nie zastanawiałabym się ani chwili :) Nie wybrałabym niczego innego.

ja życzę żeby Ci się udało, chodzi mi jedynie o to, że po prostu ludzie na prawie nie są idealistami tylko chcą mieć zawód dający dobre zarobki i jakiś tam prestiż. A nie widzą tego, że żeby być naprawdę dobrym prawnikiem trzeba włożyć w to masę mozolnej pracy, ślęczenia nad książkami i papierami i jeszcze mieć sporo szczęścia, jak to w życiu. A i tak efekt uzyskany w zamian dla wielu będzie poniżej oczekiwań. Po prostu w tych zawodach relacja wysiłku włożonego w osiągnięcie sukcesu do korzyści z tego zawodu wypada coraz słabiej i warto zdawać sobie z tego sprawę. A nie jest to studentom wiadome - dalej trafia się masa absolwentów zdziwionych, że nawet w niezłej kancelarii nie będą wprost po studiach zarabiać 3000 tylko znacznie, znacznie mniej. I momentalnie pojawia się taka refleksja : "to za tyle mam się tak mordować, uczyć kolejne lata na aplikacji itd ? hmm, coś tu nie gra, nie warto i nie chce mi się"
:)
 
Ostatnia edycja:
to chyba naturalne. Żeby się czegoś dorobić trzeba harować latami, rozwijać się, piąć się po drabince. Jakież by to było piękne, kończysz studia, od razu dużo pieniędzy, nic tylko wydawać.
Zauważyłem, że w tym zawodzie, jak w życiu, liczy się wszystko. Wiedza, znajomości, prezencja itp.:cool:
 
jankkow napisał:
Zauważyłem, że w tym zawodzie, jak w życiu, liczy się wszystko. Wiedza, znajomości, prezencja itp.:cool:

świetne spostrzeżenie, warto dodać, że - jak w życiu - wymienione przez Ciebie cechy prowadzące do sukcesu mieć będzie zaledwie garstka ludzi :D:D
 
Oj geronimo dałbyś już spokój, wszyscy już wiemy jaka to tragedyja po prawie i że garstka z nas będzie mieć fajnie " :D :D " Pewnie cieszysz się że założono ten wątek - możesz trolować do woli :) Ja radosną twórczością troli internetowych zainteresowana nie jestem a dyskusja w wątku jest mało merytoryczna i o do bólu powielanej tematyce, toteż śmietnika tego czytać nie bedę co też i innym użytkownikom forum polecam :)
 
Luisowa napisał:
Ja osobiście nie wyobrażam sobie innych studiów niż prawo, pracy w innym zawodzie niż związanym z prawem. Nawet jeśli miałabym zarabiać naprawdę marnie i niewspółmiernie do moich wysiłków, to i tak wolę to niż pracować w jakimś innym zawodzie za bardzo duże pieniądze, ale który mnie nie pasjonuje.

Może dla ciebie, czy dla innych to jest postawa godna szacunku, z nutką romantyzmu i idealizmu. Dla mnie, bez urazy, jest to postawa naiwna i infantylna. Zresztą zapewne uległaby ona drastycznej zmianie gdybyś miała pracować za fatalne pieniądze, liczyć kasę na wszystko co wydajesz, martwić się o jutro, nie posiadać zdolności kredytowej- a więc żegnaj własne mieszkanie, musieć wytłumaczyć dzieciom, że nie stać cię na to co mają ich rówieśnicy, a to tylko w imię tego żebyś mogła sobie w pracy posiedzieć z głową w kodeksie, gdyż jest to najwyższa wartość na świecie. Otóż tak nie jest. Praca z założenia jest po to, żeby przynosiła dochód, a w wolnym czasie możesz sobie trzaskać kazusy ile chcesz jeśli cię to jara.
 
Z ciekawości poczytałem trochę forum studentów medycyny i tam również gro ludzi twierdzi, że bez tzw. pleców nie ma się szans na intratną specjalizacje tak więc nie tylko " u nas" jest źle jeśli chodzi o spełnianie marzeń :D
 
Ostatnia edycja:
Morena_ napisał:
Z ciekawości poczytałem trochę forum studentów medycyny i tam również gro ludzi twierdzi, że bez tzw. pleców nie ma się szans na intratną specjalizacje tak więc nie tylko " u nas" jest źle jeśli chodzi o spełnianie marzeń :D

no, a gdyby poczytać forum studentów politologii czy kulturoznawstwa to już by się w ogóle okazało że po prawie jest całkiem dobrze :)
A poważnie mówiąc to z medycyną porównanie grubo przesadzone - nie słyszałem jeszcze o jakimkolwiek bezrobotnym absolwencie medycyny, podobnie jak o absolwentach medycyny pracujących nie w zawodzie tylko byle gdzie za byle co aby coś zarobić. Po prawie to takie rzadkie wcale nie jest.
Po drugie - specjalizacje. Pewnie plecy pomogą i tam, ale bez nich skończy się w najgorszym wypadku jakąś mniej popularną, nie ekstraklasową typu kardiologia czy neurochirurgia (kolega startował, 4 miejsca na kraj! :D) ale ciut słabszą. Co nie znaczy - gorszą i nie dającą szansy na pracę. Tu jest właśnie ta podstawowa różnica - po prawie można skończyć aplikację i doktorat nawet a nijak się to nie przekłada na pewność zatrudnienia i zarobków. U lekarzy - jak się skończy cokolwiek to pracować już można do samej śmierci jeśli się zechce, takie są tam braki kadrowe. Jak dla mnie różnice diametralne.
 
Ostatnia edycja:
aplikoko napisał:
U lekarzy - jak się skończy cokolwiek to pracować już można do samej śmierci jeśli się zechce, takie są tam braki kadrowe. Jak dla mnie różnice diametralne.

Zresztą warto porównać jeszcze jedno - jakie szanse na zatrudnienie w Europie Zachodniej ma polski lekarz a jakie prawnik. Nie spotkałem po 2004 r. ogłoszeń, w których kancelarie niemieckie, francuskie czy inne ze "Starej Unii" szukają znakomitych polskich prawników :)
 
LegalEagle napisał:
Zresztą warto porównać jeszcze jedno - jakie szanse na zatrudnienie w Europie Zachodniej ma polski lekarz a jakie prawnik. Nie spotkałem po 2004 r. ogłoszeń, w których kancelarie niemieckie, francuskie czy inne ze "Starej Unii" szukają znakomitych polskich prawników :)

o tym nawet już nie wspominam, polski prawnik skazany jest na lokalność, lekarz ma drogę otwartą na cały świat. To kolejna kwestia pokazująca gdzie my gdzie oni :)
 
kom86 napisał:
Może dla ciebie, czy dla innych to jest postawa godna szacunku, z nutką romantyzmu i idealizmu. Dla mnie, bez urazy, jest to postawa naiwna i infantylna..

A co jest naiwnego i infantylnego w tym, że wybiera się zawód, który nas pasjonuje? Co w tym naiwnego, że nie marzę wyłącznie o pieniądzach, jak największej ilości pieniędzy a moje źrenice nie zamieniają się w symbole dolara?



kom86 napisał:
Zresztą zapewne uległaby ona drastycznej zmianie gdybyś miała pracować za fatalne pieniądze, liczyć kasę na wszystko co wydajesz, martwić się o jutro, nie posiadać zdolności kredytowej- a więc żegnaj własne mieszkanie, musieć wytłumaczyć dzieciom, że nie stać cię na to co mają ich rówieśnicy, a to tylko w imię tego żebyś mogła sobie w pracy posiedzieć z głową w kodeksie, gdyż jest to najwyższa wartość na świecie. Otóż tak nie jest. Praca z założenia jest po to, żeby przynosiła dochód, a w wolnym czasie możesz sobie trzaskać kazusy ile chcesz jeśli cię to jara.


Gdybyś czytał uważniej, to zauważyłbyś, że w kolejnym poście napisałam, że być może życie zweryfikuje moje poglądy. Może nie znajdę pracy w zawodzie, może sytuacja będzie wymagała ode mnie większych zarobków, niż sobie to teraz wyobrażam. Może nie będę miała wyjścia i będę musiała się przekwalifikować. Poza tym to, że marzę o pracy w zawodzie związanym z prawem nie oznacza, że nie mam czegoś innego w zanadrzu.

kom86 napisał:
Praca z założenia jest po to, żeby przynosiła dochód, a w wolnym czasie możesz sobie trzaskać kazusy ile chcesz jeśli cię to jara..


Może i tak. Ale jeśli chcesz dobrze wykonywać swoją pracę to musisz ją choć trochę lubić, musi Cię interesować. Nie ma nic gorszego od pracownika, który nie lubi swojej pracy. Co więcej, myślisz, że tak pracownik jest dobrym pracownikiem? Wątpię. Jest tylko sfrustrowanym człowiekiem, który poświęca życie czemuś czego nie lubi.

Doskonale rozumiem, że pieniądze są ważne w życiu. Fajnie byłoby robić coś co się lubi i nieźle na tym zarabiać. Ale nie przedkładajmy kasy ponad wszystko. Wiesz, nie wiem jak Tobie, ale jakoś mi nie przeszkadza liczenie się z każdym groszem, zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Że nie mam zdolności kredytowej i własnego mieszkania? A no nie mam, i szczerze niewiele dla mnie różni się życie w mieszkaniu, za który spłacam przez wiele lat kredyt od wynajmowania stancji. Że nie wytłumaczę dzieciom, że nie mają tego samego co ich rówieśnicy? Ja też nie miałam i jakoś żyję. I nie mam o to do rodziców pretensji. Nie zostałam wychowana w przeliczaniu wszystkiego na pieniądze. A tym bardziej nie mam zamiaru rezygnować z marzeń, które są możliwe do zrealizowania. Co nie znaczy oczywiście, że się zrealizują.
 
Polecam praktyki by przekonać się jak wygląda praca prawnika :D Często jest to po prostu praca biurowa, niewiele różniąca się od innych. Nie ma tam samych kazusow :D

Luisowa, na którym roku jesteś?
 
Na piątym. Na praktykach byłam, różnych. Wiem jak to wygląda ;) Każdy ma swoje "zboczenie" ;)
 
Ludzie. To że gdzieś tam (nawet w takim Krakowie czy Warszawie) upadnie jedna czy druga (a nawet kilka) kancelarii notarialnych czy adwokackich to nie jest żaden dowód na upadek branży !!!

Wręcz przeciwnie: to jest skutek dobroczynnego wpływu wolnego rynku !!!

Teraz wreszcie następuje normalność na rynku prawniczym. Nienormalnością jest sytuacja, gdy mała podaż prawników, wskutek czego każdy mecenas po egzaminie zawodowym może bez większego wysiłku spokojnie zarabiać 100 koła miesięcznie.

Teraz natomiast wchodzi wolny rynek- liczy się umiejętność odróżnienia od konkurencji, specjalizacja w "niszowych" gałęziach, nastawienie na klienta. NIkt nie będzie brał 300 zł za wniosek o odpis wyroku, nikt nie odmówi sporządzenia protokołu z walnego, bo się nie zna na spółkach.

A to że nie dla każdego będzie praca? I co z tego? Od kiedy to państwo ma gwarantować komuś klientelę? Jak jest wolny rynek to wiadomo, że są ci którym się powodzi bardziej, mniej i ci którym się w ogóle nie powodzi.
 
Łiskacz, ja jakoś nie bardzo wierzę w ten nasz wolny rynek. No chyba, że nagle zmieni się polska mentalność. Jak myślisz, kogo wybierze pracodawca podczas rekrutacji-znajomego czy obcego, choćby obcy miał wyższe kwalifikacje? Wydaje mi się (choć może jestem w błędzie), że w 90% przypadków pracodawca wybierze znajomego/kogoś z rodziny, bo przecież nie wypada odmówić.
 
Jullka napisał:
Oj geronimo dałbyś już spokój, wszyscy już wiemy jaka to tragedyja po prawie i że garstka z nas będzie mieć fajnie " :D :D " Pewnie cieszysz się że założono ten wątek - możesz trolować do woli :)

Najprawdopodobniej ów troll w końcu wynalazł coś takiego jak bramki proxy i może trollować do woli, bo moderator go po IP nie pozna.
Na szczęście wystarczy przeczytać tylko jeden post i już wiadomo z kim ma się do czynienia.
 
Łiskacz napisał:
Ludzie. To że gdzieś tam (nawet w takim Krakowie czy Warszawie) upadnie jedna czy druga (a nawet kilka) kancelarii notarialnych czy adwokackich to nie jest żaden dowód na upadek branży !!!

Wręcz przeciwnie: to jest skutek dobroczynnego wpływu wolnego rynku !!!

Teraz wreszcie następuje normalność na rynku prawniczym. Nienormalnością jest sytuacja, gdy mała podaż prawników, wskutek czego każdy mecenas po egzaminie zawodowym może bez większego wysiłku spokojnie zarabiać 100 koła miesięcznie.

Teraz natomiast wchodzi wolny rynek- liczy się umiejętność odróżnienia od konkurencji, specjalizacja w "niszowych" gałęziach, nastawienie na klienta. NIkt nie będzie brał 300 zł za wniosek o odpis wyroku, nikt nie odmówi sporządzenia protokołu z walnego, bo się nie zna na spółkach.

A to że nie dla każdego będzie praca? I co z tego? Od kiedy to państwo ma gwarantować komuś klientelę? Jak jest wolny rynek to wiadomo, że są ci którym się powodzi bardziej, mniej i ci którym się w ogóle nie powodzi.

śmieszne twierdzenia podnosisz, wynika to pewnie z tego, że jakby rzekł mój patron - masz jeszcze żółto w dziobku :)
A najśmieszniejsi to już są ludzie aspirujący do tego zawodu, którzy cieszą się i skaczą pod sufit z radości, że będą mieli więcej a nie mniej konkurentów walczących o tych samych klientów. Doprawdy, strategiczne myślenie, przy którym zabiegi samorządów to rzeczywiście zaścianek. No ale widać ci starsi, doświadczeni adwokaci, rejenci i radcy nie rozumieją jakie plusy niesie im ten wolny rynek, powinni zapytać młodych np. Ciebie to od razu pewnie zmieni się optyka i będą piać z zachwytu.
Z takim rozeznaniem co do realiów rynku prawniczego i rządzących nim "zasad" pozyskiwania klientów życzę powodzenia w wykazywaniu się, odróżnianiu od konkurencji i specjalizacji w niszowych dziedzinach. Oby tylko ktoś te wysiłki dojrzał :)
 
Łiskacz napisał:
Ludzie. To że gdzieś tam (nawet w takim Krakowie czy Warszawie) upadnie jedna czy druga (a nawet kilka) kancelarii notarialnych czy adwokackich to nie jest żaden dowód na upadek branży !!!

Wręcz przeciwnie: to jest skutek dobroczynnego wpływu wolnego rynku !!!

Teraz wreszcie następuje normalność na rynku prawniczym. Nienormalnością jest sytuacja, gdy mała podaż prawników, wskutek czego każdy mecenas po egzaminie zawodowym może bez większego wysiłku spokojnie zarabiać 100 koła miesięcznie.

Teraz natomiast wchodzi wolny rynek- liczy się umiejętność odróżnienia od konkurencji, specjalizacja w "niszowych" gałęziach, nastawienie na klienta. NIkt nie będzie brał 300 zł za wniosek o odpis wyroku, nikt nie odmówi sporządzenia protokołu z walnego, bo się nie zna na spółkach.

A to że nie dla każdego będzie praca? I co z tego? Od kiedy to państwo ma gwarantować komuś klientelę? Jak jest wolny rynek to wiadomo, że są ci którym się powodzi bardziej, mniej i ci którym się w ogóle nie powodzi.

ale skoro mowa o wolnym rynku, to dlaczego nie uwolnimy cen?czy to nie jest jeden z podstawowych elementów wolnego rynku??
 
ale skoro mowa o wolnym rynku, to dlaczego nie uwolnimy cen?czy to nie jest jeden z podstawowych elementów wolnego rynku??

A które "ceny" wśród radców i adwokatów nie są uwolnione?

Przecież już w tej chwili możesz się umówić na prowadzenie sprawy rozwodowej za 1/3 wartości z rozporządzenia, jak znajdziesz chętnego. A za sumę równą kwocie minimalnej to może już przebierać w ofertach

Jeżeli już to samorządy powinni walczyc o waloryzację tych wynagrodzeń z rozporządzenia, bo niektóre zakrawają o śmieszność.Pomijając już fakt że tajemnica poliszynela jest że Ministerstwo ma potężne długi za nieopłaconą obronę z urzędu
Z takim rozeznaniem co do realiów rynku prawniczego i rządzących nim "zasad" pozyskiwania klientów życzę powodzenia w wykazywaniu się, odróżnianiu od konkurencji i specjalizacji w niszowych dziedzinach. Oby tylko ktoś te wysiłki dojrzał

To niestety jest prawda. Mój patron sam mi kiedyś powiedział że 80 % jego klientów to dawni i obecni znajomi będący na stanowiskach w firmach lub instytucjach i mający sporo spraw "firmowych" do poprowadzenia. Sprawy przypadkowe, ew. urzędówki to mniej czy bardziej ale jednak margines, choć wbrew pozorom w Warszawie zdarzają się czasem urzędówki naprawdę dochodowe
 
Ostatnia edycja:
marcin_r napisał:
To niestety jest prawda. Mój patron sam mi kiedyś powiedział że 80 % jego klientów to dawni i obecni znajomi będący na stanowiskach w firmach lub instytucjach i mający sporo spraw "firmowych" do poprowadzenia. Sprawy przypadkowe, ew. urzędówki to mniej czy bardziej ale jednak margines, choć wbrew pozorom w Warszawie zdarzają się czasem urzędówki naprawdę dochodowe

no bo dokładnie tak to właśnie wygląda. Klienci nie biorą się ot tak, z ulicy bo ktoś założył kancelarię albo gdzieś zasłynął jakością (pytanie gdzie). Stała obsługa prawna oparta jest o różne towarzyskie czy biznesowe powiązania i jeśli ktoś liczy że ot tak, po prostu będzie rywalizował sobie z innymi swoją wiedzą, niszowością i jakością to się grubo przeliczy. Pies z kulawą nogą tej fachowości nie dostrzeże i nie da szansy jej pokazać.
No chyba że ktoś liczy na klientów - osoby fizyczne co to będą toczyć procesy o parę dziurawych butów za 100 zł czy podobne przypadki. Wtedy tak - klienci może i się trafią, pytanie po ilu minutach od rozpoczęcia rozmowy mecenas zrezygnuje z uwagi na "opłacalność" poświęcania czasu na takie sprawy :)
 
marcin_r napisał:
A które "ceny" wśród radców i adwokatów nie są uwolnione?

Przecież już w tej chwili możesz się umówić na prowadzenie sprawy rozwodowej za 1/3 wartości z rozporządzenia, jak znajdziesz chętnego. A za sumę równą kwocie minimalnej to może już przebierać w ofertach

nie pisałem o radcach czy adwokatach, tylko o notariuszach
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra