PRAWO - Warto nie warto/żale/problemy/bolączki - tylko jeden temat.

  • Autor wątku Autor wątku Bartata
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
LegalEagle - a jak inaczej praktykowac, jak nie po aplikacji? Fakt, jest opcja 5-letniego zatrudnienia w kancelarii po skonczeniu studiow i ja też powaznie rozwazam. Co wiecej, zabezpieczajac się przed sytuacja, w ktorej na aplikacje za pierwszym podejsciem się nie dostane ustalilem, że od razu po skonczeniu studiow wchodze na pelen etat przy zachowaniu dotychczasowych warunkow. Nie jestem z osob, ktore krytykuja pewne rzeczy bezwarunkowo, dla samego krytykowania. Ale sprobuj odnalezc się w zawodzie adwokata / radcy po samej tylko aplikacji, bez jednoczesnego podejmowania pracy. Odpowiadajac - dlaczego nastawiam się na aplikacje? Bo szybciej dostane mozliwosc wykonywania zawodu. I tyle.

Pozdrawiam serdecznie!
 
rozsądne podejście - idę na aplikację bo szybciej (3 zamiast 5 lat) mogę podejść do egzaminu. Jeśli dokładasz to tego świadomość, że właśnie praca pod okiem doświadczonych prawników którzy pokażą co nieco i co z czym jeść daje szansę na jako takie przygotowanie do zawodu plus ogrom pracy własnej - jesteśmy w domu.
Co do wartości aplikacji w sensie szkoleniowym (organizowane przez samorządy) nikt kto się z tym zetknął i testował osobiście nie ma chyba złudzeń.
 
Jeśli nie masz rodziców, wujka, cioci prawnika - to nie dostaniesz się na aplikację - 5 lat i kilka tysięcy za studia w plecy. Może i dobrze bo z roku na rok liczba bezrobotnych prawników się powiększa - jak na zachodzie.
 
Ostatnia edycja:
Toś palnął lolez... sprostowałbym - "bez rodziców, wujka, cioci prawnika po aplikacji trudniej będzie ci wejść w rynek prawniczy".

Już nie ma arystokracji, teraz mamy plutokrację - jeśli masz odpowiednio uposażonych rodziców i trochę zdolności to skończysz aplikację. Posiadanie biednych rodziców stawia pod znakiem zapytania opłacenie aplikacji, chyba że ktoś żyje w ascezie i wszystko odkłada.
 
Mało który prawnik będzie chciał kogoś brać na aplikacje. Jak weźmie to trzeba będzie za darmo pracować.
 
Ale to nie jest wcale taki problem jak się wydaje - kredyt studencki to 30 000 zł, można odkładać jadąc za granicę w każde wakacje i nie upłynniać tych środków :) Dodatkowe obcięcie kosztów czyli mieszkanie z rodzicami lub w mieszkaniu studenckim i wszystko jest ok.

Ale do tego trzeba chcieć coś osiągnąć, wielu uważa że nie warto i myślę, że mają rację. Biedny absolwent prawa musi ponieść wysiłek o wiele większy niż bogaty, nie mówiąc już o dziedzicu ze środowiska, ale nadal nic nie jest niemożliwe. Pasjonat da sobie radę, nawet nie mając zatrudnienia w kancelarii.
 
Dość niepewna przyszłość w dzisiejszych czasach czeka studenta.

ps. ma ktoś link do listy osób, które dostały się na dzienne na uw? Z góry dziękuję.
 
Każdy musi odpowiedzieć sobie, czy warto. Jeśli ktoś sam musi zarobić sobie na aplikację mając w perspektywie jeszcze pracę za darmo to zadaje sobie pytanie : czy warto ponosić taki wysiłek? Czy pieniądze tak zarobione nie mogą posłużyć lepszemu celowi, niż aplikacja która nie zapewnia świetnych zarobków? Inwestycja musi się zwrócić, a nie wiem ile lat mogą się zwracać komuś, kto nie ma zacięcia do prawa. Większość studentów zdaje się nie mieć.
 
ciekawe co konkretniej masz na myśli. "nie mają zacięcia" - zazwyczaj robią tyle,ile muszą,żeby zdać,bo chcą też skorzystać z życia studenckiego.

a czy inwestycja zwróci się jakoś pokaźniej ,czy szybciej komuś, kto ma większe zacięcie?
 
Kosztem wybicia się może być rezygnacja z życia studenckiego, czego nie pochwalam. Jeśli ktoś jest biedny to niestety może być to koniecznością.

"Nie mają zacięcia" - robią tyle ile muszą, no właśnie. To bardzo mało w sytuacji tak dużej konkurencji, nie sądzisz? I co się potem dziwić, że nie wyróżniając się przegrywają z tymi, którzy mają plecy albo mogą dać pracodawcy zarobek.

Inwestycja zwróci się człowiekowi z zacięciem szybciej, bo będzie lepszym prawnikiem :) Oczywiście pomijam tu sytuację gdy ktoś ma plecy, ale chyba nie zaprzeczysz, że jeśli ktoś nie jest dobry w te klocki, to nie będzie zarabiał dużych pieniędzy, więc inwestycja będzie zwracać mu się wolniej.

Pod pojęciem inwestycja mam tu na myśli sumę wszystkich wysiłków włożonych w zdobycie tytułu zawodowego. Jeśli ktoś poświęcił wiele to oczekuje, że będzie miał dość wysokie zarobki lub chce zadowolić się co najmniej dużą satysfakcją z pracy.
 
no dobra,pytanie co taki student dajmy na to 2giego roku ma robić,żeby nie zarzucić sobie,że mało "inwestuje" w swoją przyszłość?

ELSA, języki,darmowe praktyki?

piszę darmowe,bo zakładam,że jak po studiach nie chcą płacić,to studentowi i to w dodatku tak młodemu tym bardziej.
 
Ostatnią edycję dokonał moderator:
Przede wszystkim student drugiego roku prawa powinien cieszyć się życiem, wyjść od czasu do czasu na imprezę, poznawać ludzi a może również i kogoś z kim można stworzyć poważny związek. Powinien rozwijać się pod każdym względem i nie robić sobie bożka z tych całych ustaw i kodeksów. Oczywiście z umiarem, tak aby nie popłynąć.

Darmowe praktyki-masz jeszcze czas żeby porobić za murzyna.
ELSA-nabierzesz złych nawyków-no chyba, że się coś od moich czasów studenckich zmieniło, ale wątpię.

Naucz się dobrze języka obcego-ja przez całe studia to odkładałem i z dzisiejszej perspektywy uważam to za ogromny błąd.
 
@urenemy

1. Język. Maturę z angielskiego można było przejść na tyle łatwo, że nie świadczy o umiejętności posługiwania się językiem. Podobno od tego roku coś ulega zmianie.

2. Praktyki i staże. Jeśli ktoś wie, co chce robić to może świadomie wybierać praktyki i staże, tak żeby dopasować je do swojej ścieżki kariery.

3. Na początku łazić na wszelkie możliwe eventy. Kto wie, może zaszczepiona zostanie komuś miłość do prawa podatkowego? :) Jak ktoś na I roku woli iść na wykład zamiast na jakąś konferencję... to marnuje czas

4. Hartować się. Najlepiej jak najwcześniej podejmować się różnych wyzwań, żyć intensywnie, pracować, uczyć się, bawić. Niektórzy mają głupie pomysły jak sama nauka :)

5. Poznawać ludzi. Mogę być potencjalnymi wspólnikami w interesach. Odludek będzie tu na straconej pozycji

6. Oszczędzać pieniądze. Uczyć się nimi gospodarować. To pozwoli przeżyć trudne chwile.


Myślę, że na I roku trzeba przede wszystkim się wdrożyć, można dodać język, może jakoś aktywnie spędzić wakacje :) Poważnie zacząć na II roku, tzn. nie przesadzać - ktoś kto mało jeszcze wie, nie ma wzięcia. Ale jakaś mała praktyka, np. dla kogoś zafascynowanego podatkami w US nie jest zła.

I tu pojawia się kwestia kasy, biedny student w wakacje nie pójdzie na wakacyjny staż, bo często nie jest on dostatecznie płatny. To chore, ale są takie sytuacje że ktoś zamiast na staż jedzie do roboty w Holandii zarabiać na aplikację. Wszystko po to, żeby zdobyć uprawnienia zawodowe przed 40-stką. :) I jednej strony ma na aplikację, ale nie ma doświadczenia.

Ostatnio mówi się o opłacalności bycia doradcą podatkowym. Jestem ciekaw, czy to mit... łatwiej uzyskać uprawnienia zawodowe, trudna działka... brzmi jak świetny wybór. Wie ktoś jak to wygląda?
 
trixo,pod jakim względem złych nawyków? fakt ELSA uchodzi wśród studentów też jako miejsce,gdzie można poznać nowych ludzi,zorganizować z nimi wyjazd,ale podobno to też dobra okazja do nauczenia się czegoś(wypełnianie pism etc,coś,czego n studiach podobno nie uczą)
 
Tak się zastanawiam na którym roku studiów jesteście, że takie farmazony wypisujecie. ;) Miłość do podatków? Nie ma czegoś takiego. Można ewentualnie nie mieć odruchu wymiotnego na myśl o podatkach, ale czy to można nazwać miłością? Języki - jak najbardziej. Ale wystarczy bardzo dobry angielski plus ewentualnie niemiecki/francuski. Więcej Wam się nie przyda. ELSA? Dajcie sobie spokój - strata czasu. Jedyna tego typu aktywność warta uwagi to studencka poradnia prawna (ale to na dalszych latach studiów) i (jeśli ktoś marzy o pracy naukowej) kółko naukowe prawników. Praktyki - można, ale na pierwszym roku raczej nie warto.
 
To właśnie pokazuje jak słabo jest na rynku obecnie dla nowych. Języki, kursy, podatki, średnia 6, szkoła prawa amerykańskiego ..... ja p....le, jakieś cyborgi z Was :grin:

Ja się prześlizgnąłem przez studia ze średnią "trzy z kawałkiem", języka nie znam (tzn. znam w takiej wersji "dogadam się w wakacje w hotelu") i funkcjonuję dobrze na rynku .....

Dziwne czasy .....
 
loyd30 napisał:
To właśnie pokazuje jak słabo jest na rynku obecnie dla nowych. Języki, kursy, podatki, średnia 6, szkoła prawa amerykańskiego ..... ja p....le, jakieś cyborgi z Was :grin:

Ja się prześlizgnąłem przez studia ze średnią "trzy z kawałkiem", języka nie znam (tzn. znam w takiej wersji "dogadam się w wakacje w hotelu") i funkcjonuję dobrze na rynku .....

Dziwne czasy .....

Co się dziwisz? Takie wymagania mają w Warszawce pracodawcy w zamian za pensję 1500 zł. ;)
 
a ja jestem obecnie na 3 roku prawa i mam taki cichy plan za rok zacząć uczyć się drugiego języka ( bo teraz bym nie wydolił, jest za dużo nauki). Praktyki chcę dobrać pod kątem przyszłej kariery, a obecnie po głowie chodzi mi zrobienie za 2 lata studiów podyplomowych, a konkretnie coś z tego:
a) coś z bankowością
b) podatki
c) obrót nieruchomościami/zarządzanie nieruchomością/rzeczoznawca majątkowy.

Na aplikacje raczej się nie wybieram bo po pierwsze nie mam znajomości, a po drugie moje oceny i wyniki w nauce nie należą do wybitnych, jestem po prostu przeciętniakiem. Nie dlatego że mi się nie chce ale raczej po prostu nie potrafię uczyć się na piątki...poza tym nie jestem człowiekiem który umie wszystko inne odłożyć i siedzieć non stop w książkach. Jest to też jeden z powodów dla których przeraża mnie ewentualna aplikacja - kolejne lata siedzenia w ksiązkach i kodeksach? chyba bym nie dał rady....
szczerze mówiąc powoli coś się we mnie wyrywa, chciałbym już wkroczyć na rynek pracy, powoli dojrzewa we mnie myśl że potrzebuję w przyszłości raczej zajęcia dynamicznego, pracy z klientem - a to przykładowo miałbym w pracy związanej z obrotem nieruchomościami.
Co sądzicie o moim pomyśle na przyszłość? Może jakies sugestie od ludzi bardziej obytych w temacie? :)
 
markam90 napisał:
a ja jestem obecnie na 3 roku prawa i mam taki cichy plan za rok zacząć uczyć się drugiego języka ( bo teraz bym nie wydolił, jest za dużo nauki).
sorry, ale jeśli na studiach prawniczych, które zajmują ok 2 dni w tygodniu (albo 5 dni w tygodniu po 3 godziny) nie widzisz możliwości nauki czegoś dodatkowego z braku czasu - to już nigdy więcej czasu na naukę miał nie będziesz. Akurat przy tych studiach można robić 100 dodatkowych rzeczy, to nie medycyna gdzie non stop się ryje na kolejny dzień ani nie politechnika gdzie codziennie po 8h zajęć.

markam90 napisał:
Na aplikacje raczej się nie wybieram bo po pierwsze nie mam znajomości, a po drugie moje oceny i wyniki w nauce nie należą do wybitnych, jestem po prostu przeciętniakiem.

to, że się nie wybierasz wcale takie głupie nie jest - zapytasz za kilka lat kolegów którzy się wybiorą i zobaczysz jak na tym świetnie wyjdą ;) Tyle, że prawo bez aplikacji to z drugiej strony też dziwny zestaw - można z tym iść wszędzie i nigdzie, czyli to samo co po socjologii czy resocjalizacji
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra