gnozjusz napisał:
Nie popadajac w przesadę jak aplikoko że wszyscy będziemy jeść czerstwy chleb to trzeba zauwazyć że lata produkcji dziesiątek tysięcy absolwentów właśnie daja żniwo. I będzie coraz cięzej, o czym warto mówić tym którzy dopiero myślą o zabawie w prawo i nie mają pojęcia jak mocno trzeba być zdeterminowanym żeby na tym rynku w ogóle zaistnieć
gdybyś odrzucił histeryczne oceny moich wpisów to powinieneś z miejsca dostrzec, że napisałeś dokładnie to samo co ja tutaj czasem piszę. A piszę na chłodno, tak jak widzę sytuację - niech ktoś napisze, że nie jest tak jak tu właśnie teraz rozmawiamy. Czerstwy chleb rozumiem jako metaforę - nigdy nie pisałem o dosłownym głodzie, natomiast o tym, że 5 lat studiów, 3 lata aplikacji i potem rok kucia i egzamin zawodowy czyli w sumie 9 lat ogromnej większości nijak się nie zwrócą i nie zbilansują. Jak na tzw. specjalistów którzy tyle lat poświecają na uzyskanie tytułu zawodowego - nędznie wypadają przy innych specjalistach, powiedzmy lekarzach ze specjalizacją. Tylko o to mi chodziło - o prosty fakt, że jakby nie opowiadał bajek i nie czarował ten zawód przestał być opłacalny bo taki być nie może przy biednym społeczeństwie i ogromnej masie "prawników"
gnozjusz napisał:
PS - mój kuzyn właśnie został r.pr. I w chwili obecnej dał sobie spokój z wykonywaniem tego zawodu. Jako specjalista ds. rozliczeń corpo i funduszy z UE ma dużo wyższa stawkę niż koledzy, idący w wykonywanie zawodu. Przy nie da się ukryć dużo mniejszym nakładzie sił.
kuzyn pewnie robi sensownie ale czy nie czuje się megawkurzony że tyle lat niepotrzebnie bulił kasę i dawał jakiś wysiłek ? bo z jego punktu widzenia mógł po studiach nic nie robić i doszedłby do tego samego miejsca, na pewno bardziej zadowolony i mniej poobijany.
loyd30 napisał:
Bo popełnił taki błąd jak dużo innych świeżych meców. Przez cały okres aplikacji (i przed aplikacją) siedział w korpo (czy inni w róznych urzędach) i sądził, że wraz z wpisem na listę spadnie mu z nieba "ałdi A6". A tymczasem część ludzi pracowało już w zawodzie, wyrabiało kontakty i teraz będą zbierać tego efekty.
Co nie znaczy, że praca kuzyna jest zła - po prostu nie wykorzystał czasu aplikacji.
to jest łatwo powiedzieć: nie wykorzystał czasu, powinien był pracować na kilku fuchach. Tylko ktoś jeszcze musi takie zatrudnienie dać a o to niełatwo w takim tłumie gotowych na pracę za darmo. Równie dobrze można pisać, że ktoś powinien być zdrowy, piękny i bogaty a nie narzekać że ma zwyczajne życie bez rewelacji i końskiego zdrowia..... A te niby kontakty zdobyte w kancelariach podczas aplikacji..no nie przesadzajmy - co ten aplikant nazdobywa siedząc w biurze i tłukąc pisma do podpisu dla meca ? albo stając za niego w sądzie ? on jest wyrobnikiem do roboty a od kontaktów z klientem to jest mecenas - właściciel kancelarii. Tak to działa, że szefostwo to już prawem bezpośrednio się nie zajmuje bo od tego ma roboli, tylko zajmuje się właśnie bieganiem za klientem i nadskakiwaniem mu, pamiętaniem o imieninach itd. słowem płaszczeniem się żeby dalej jaśnie pan dawał zarabiać. Sam byłem zdziwiony jak znane postacie w środowisku, cenieni szefowie dużych kancelarii miękną przy klientach i stają się tacy malutcy, ulizani, co to by nie powiem gdzie weszli klientowi, niekiedy o bardzo umiarkowanej kulturze i obyciu

niezła zabawa czasem to oglądnąć jak kto ma okazję - jak mocny pan mecenas niemal czołga się na brzuchu przed byle prostakiem z kasą.
suoik napisał:
najlepiej zostać dyrektorem działu prawnego w coca-coli, albo w orlenie i mieć dojścia do jakiegoś zarządu czy czegoś, wtedy się jest ustawionym

. Ewentualnie obsługiwać jakieś wielkie korporacje i reprezentować w sporach o miliony
pewnie, jak tak patrzymy to najlepiej w ogóle wygrać w totolotka 6 mln zł i żyć sobie z odsetek

albo jeszcze lepiej - urodzić się dzieckiem milionera i w ogóle nic nie robić - nawet do kolektury nie trzeba się ruszać po te miliony
