PRAWO - Warto nie warto/żale/problemy/bolączki - tylko jeden temat.

  • Autor wątku Autor wątku Bartata
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
Najlepiej wszędzie - trochę urzędu (wymóg doświadczenia przy stanowiskach w administracji - a najlepiej to znajomości :D ), trochę kancelarii, trochę korpo :D

Mój patron ma kilka etatów w administracji i dorabia sobie zleceniami :) i dobrze z tego żyje :)
 
Ostatnia edycja:
To gdzie siedzieć?

Tam gdzie się da, gdzie chcą płacić i godnie człowieka traktować.

Jeżeli to będzie kancelaria, to bardzo fajnie i pozytecznie. Jeżeli dział prawny - to tez fajnie, pożytecznie i przeważnie dużo ciekawiej niż w kancy. Jeżeli cos innego, zupełnie nie związanego z prawem - czemu nie spróbować, jezeli płaca kilka razy więcej niż u Meca i może prace rzucić bez żadnych udziwinień korporacyjnych.


Na pewno nalezy pamiętac o własnej godności, wysiłku włożonym w studia i aplikację, perspektywach w innych branzach i lać na róznego rodzaju wyzyskiwaczy
Bo wielu patronów niestety będzie was traktowac gorzej niż chińskich robotników, jeżeli tylko im na to pozwolicie
 
najlepiej zostać dyrektorem działu prawnego w coca-coli, albo w orlenie i mieć dojścia do jakiegoś zarządu czy czegoś, wtedy się jest ustawionym:). Ewentualnie obsługiwać jakieś wielkie korporacje i reprezentować w sporach o miliony:)
 
gnozjusz napisał:
Jeżeli cos innego, zupełnie nie związanego z prawem - czemu nie spróbować...
wysiłku włożonym w studia i aplikację

No właśnie, skoro włoży się tyle wysiłku w studia i aplikację, to raczej chciałabym z tym wiązać swoją przyszłą pracę, a nie zrobić to wszystko na darmo i zająć się inną branżą po 10 latach harówki. Swoją drogą, ciekawe czy do tej innej branży ktokolwiek przyjmie studenta po prawie :)

A co z korporacjami?
 
gnozjusz napisał:
Nie popadajac w przesadę jak aplikoko że wszyscy będziemy jeść czerstwy chleb to trzeba zauwazyć że lata produkcji dziesiątek tysięcy absolwentów właśnie daja żniwo. I będzie coraz cięzej, o czym warto mówić tym którzy dopiero myślą o zabawie w prawo i nie mają pojęcia jak mocno trzeba być zdeterminowanym żeby na tym rynku w ogóle zaistnieć
gdybyś odrzucił histeryczne oceny moich wpisów to powinieneś z miejsca dostrzec, że napisałeś dokładnie to samo co ja tutaj czasem piszę. A piszę na chłodno, tak jak widzę sytuację - niech ktoś napisze, że nie jest tak jak tu właśnie teraz rozmawiamy. Czerstwy chleb rozumiem jako metaforę - nigdy nie pisałem o dosłownym głodzie, natomiast o tym, że 5 lat studiów, 3 lata aplikacji i potem rok kucia i egzamin zawodowy czyli w sumie 9 lat ogromnej większości nijak się nie zwrócą i nie zbilansują. Jak na tzw. specjalistów którzy tyle lat poświecają na uzyskanie tytułu zawodowego - nędznie wypadają przy innych specjalistach, powiedzmy lekarzach ze specjalizacją. Tylko o to mi chodziło - o prosty fakt, że jakby nie opowiadał bajek i nie czarował ten zawód przestał być opłacalny bo taki być nie może przy biednym społeczeństwie i ogromnej masie "prawników"
gnozjusz napisał:
PS - mój kuzyn właśnie został r.pr. I w chwili obecnej dał sobie spokój z wykonywaniem tego zawodu. Jako specjalista ds. rozliczeń corpo i funduszy z UE ma dużo wyższa stawkę niż koledzy, idący w wykonywanie zawodu. Przy nie da się ukryć dużo mniejszym nakładzie sił.
kuzyn pewnie robi sensownie ale czy nie czuje się megawkurzony że tyle lat niepotrzebnie bulił kasę i dawał jakiś wysiłek ? bo z jego punktu widzenia mógł po studiach nic nie robić i doszedłby do tego samego miejsca, na pewno bardziej zadowolony i mniej poobijany.
loyd30 napisał:
Bo popełnił taki błąd jak dużo innych świeżych meców. Przez cały okres aplikacji (i przed aplikacją) siedział w korpo (czy inni w róznych urzędach) i sądził, że wraz z wpisem na listę spadnie mu z nieba "ałdi A6". A tymczasem część ludzi pracowało już w zawodzie, wyrabiało kontakty i teraz będą zbierać tego efekty.
Co nie znaczy, że praca kuzyna jest zła - po prostu nie wykorzystał czasu aplikacji.
to jest łatwo powiedzieć: nie wykorzystał czasu, powinien był pracować na kilku fuchach. Tylko ktoś jeszcze musi takie zatrudnienie dać a o to niełatwo w takim tłumie gotowych na pracę za darmo. Równie dobrze można pisać, że ktoś powinien być zdrowy, piękny i bogaty a nie narzekać że ma zwyczajne życie bez rewelacji i końskiego zdrowia..... A te niby kontakty zdobyte w kancelariach podczas aplikacji..no nie przesadzajmy - co ten aplikant nazdobywa siedząc w biurze i tłukąc pisma do podpisu dla meca ? albo stając za niego w sądzie ? on jest wyrobnikiem do roboty a od kontaktów z klientem to jest mecenas - właściciel kancelarii. Tak to działa, że szefostwo to już prawem bezpośrednio się nie zajmuje bo od tego ma roboli, tylko zajmuje się właśnie bieganiem za klientem i nadskakiwaniem mu, pamiętaniem o imieninach itd. słowem płaszczeniem się żeby dalej jaśnie pan dawał zarabiać. Sam byłem zdziwiony jak znane postacie w środowisku, cenieni szefowie dużych kancelarii miękną przy klientach i stają się tacy malutcy, ulizani, co to by nie powiem gdzie weszli klientowi, niekiedy o bardzo umiarkowanej kulturze i obyciu :) niezła zabawa czasem to oglądnąć jak kto ma okazję - jak mocny pan mecenas niemal czołga się na brzuchu przed byle prostakiem z kasą.
suoik napisał:
najlepiej zostać dyrektorem działu prawnego w coca-coli, albo w orlenie i mieć dojścia do jakiegoś zarządu czy czegoś, wtedy się jest ustawionym:). Ewentualnie obsługiwać jakieś wielkie korporacje i reprezentować w sporach o miliony
pewnie, jak tak patrzymy to najlepiej w ogóle wygrać w totolotka 6 mln zł i żyć sobie z odsetek :) albo jeszcze lepiej - urodzić się dzieckiem milionera i w ogóle nic nie robić - nawet do kolektury nie trzeba się ruszać po te miliony :)
 
Ostatnia edycja:
Jak czasem czytam ten wątek, to mi się odechciewa wszystkiego. Niektórzy opowiadają takie bajki jakich mało. Ten zawód cały czas jest opłacalny, a tłumy są WSZĘDZIE. Ale nie będę wdawała się w dyskusje sprzed dwóch miesięcy. Najlepiej strzelić sobie w łeb, że studiujemy taki beznadziejny kierunek ;)
 
studentka-prawa napisał:
Jak czasem czytam ten wątek, to mi się odechciewa wszystkiego. Niektórzy opowiadają takie bajki jakich mało. Ten zawód cały czas jest opłacalny, a tłumy są WSZĘDZIE. Ale nie będę wdawała się w dyskusje sprzed dwóch miesięcy. Najlepiej strzelić sobie w łeb, że studiujemy taki beznadziejny kierunek ;)

i po co ta histeria ? w łeb sobie nie strzelaj, przyjmij tylko do wiadomości, że wybrałaś słaby kierunek, który kończą ogromne masy ludzi i przez ten fakt nie będziesz miała nigdy podskoku do ludzi kończących prawdziwie elitarne (czyli wypuszczające mało ludzi) studia. Problemem dużej częsci ludzi jest że uważają prawo za jakiś lepszy, prestiżowy kierunek gdy jest to tylko fabryka dyplomów i przeganianie kolejnych tłumów, nic z prestiżem niezwiązanego. Chyba że ktoś za prestiż uznaje bycie na posyłki w byle kancelaryjce za pensję kasjera. Ale dla normalnie myślących ludzi taki prestiż to wywoła jedynie śmiech i zdziwienie jak można się na takie warunki godzić po skończeniu niby takiego kierunku.
 
To Ty przyjmij do wiadomości, że w dzisiejszych czasach jest taka masa magistrów, że każdy kierunek kończą tłumy. Także fabrykę dyplomów mamy w Polsce po wszystkich kierunkach. Aktualnie pracuję w kancelarii, źle nie zarabiam jak na studentkę III roku i mam się dobrze. Znam osobiście 5 prawników, każdy żyje sobie szczęśliwie i na brak pieniędzy nie narzeka.
A Ty jeśli chcesz, śmiej się dalej i jedz suchy chleb.
W dyskusję z takimi ludźmi wchodzić nie zamierzam :)
 
studentka-prawa napisał:
To Ty przyjmij do wiadomości, że w dzisiejszych czasach jest taka masa magistrów, że każdy kierunek kończą tłumy. Także fabrykę dyplomów mamy w Polsce po wszystkich kierunkach. Aktualnie pracuję w kancelarii, źle nie zarabiam jak na studentkę III roku i mam się dobrze. Znam osobiście 5 prawników, każdy żyje sobie szczęśliwie i na brak pieniędzy nie narzeka.
ta masa magistrów jest rzeczywiście, tylko jak popatrzeć dokładniej to są to magistrowie po kierunkach humanistycznych plus prawo i zarządzanie. Czyli ludzie którzy 5 lat przesiedzieli, posłuchali i nic się nie nauczyli. I oni mają ogromne problemy o których codziennie można poczytać w prasie czy necie.
Nie fałszuj więc rzeczywistości że wszystkim ciężko - magister magistrowi nierówny, tylko trzeba skończyć prawdziwe studia które czegoś uczą i dają szansę na pracę w zawodzie a nie call center po socjologii czy marketingu. Absolwenci dobrych kierunków na polibudzie śmieją się z tych magistrów że widać trzeba było 5 lat studiować żeby iść do sklepu na kasę albo na budowę. I mają racją bo też mnie śmieszą zadufani studenci/magistrowie od byle czego co to uważają że niewiadomo jaki sukces odnieśli kończąc masowy humanistyczny kierunek dla tłuków.
Żyj sobie więc szczęśliwie tylko postaraj się pamiętać co sama piszesz - nie tak dawno obśmiali Cię na tym forum bo raz pisałaś że masz pozytywne nastawienie i na pewno się uda a za chwilę o dramatycznych poszukiwaniach jakiejkolwiek praktyki. Pamiętamy :)
Mniej zmyślania, więc otwartych oczu.
 
Czyli ludzie którzy 5 lat przesiedzieli, posłuchali i nic się nie nauczyli

Przesadzasz i to ostro.
Nie zgodzę się że studia prawnicze są łatwe. Pod względem wysiłku są stosunkowo wymagające, zwłaszcza jeżeli ktoś do tego podchodzi poważnie, nie odwala materiału byle szybciej i do przodu. Na pewno w takim wypadku nie odbiegają od "technicznych"

A zupełnie inną sprawą jest to że jest nas duzo za dużo i jeszcze trochę. Siła perswazji lekarzy nie bierze się stąd że są to nie wiadomo jakie intelektualne orły - tylko stąd że a) dostęp jest ostro ograniczany b) nie ma mowy o wolnym rynku - każdy musi płacić haracz na NFZ c) są wciąz chętnie brani na Zachód.

Ci którzy pieją o wolnym rynku zapominają że prawdziwe "konfitury" są tam gdzie o wolnym rynku się nikomu się śniło. Przykład- profesura, biegli rewidenci, lekarze itp.


Stąd ja doskonale rozumiem ludzi, którzy po studiach z niewielką praktyką stają przed sytuacja że mimo włożonego wysiłku jest im wyk... trudno znaleźć jakąkolwiek pracę "przy prawie".
 
gnozjusz napisał:
Nie zgodzę się że studia prawnicze są łatwe. Pod względem wysiłku są stosunkowo wymagające, zwłaszcza jeżeli ktoś do tego podchodzi poważnie, nie odwala materiału byle szybciej i do przodu. Na pewno w takim wypadku nie odbiegają od "technicznych"

Nie żartuj .....
 
studentka-prawa napisał:
Jak czasem czytam ten wątek, to mi się odechciewa wszystkiego. Niektórzy opowiadają takie bajki jakich mało. Ten zawód cały czas jest opłacalny, a tłumy są WSZĘDZIE. Ale nie będę wdawała się w dyskusje sprzed dwóch miesięcy. Najlepiej strzelić sobie w łeb, że studiujemy taki beznadziejny kierunek ;)

Czyżby wróciła nasza znajoma @studentka-prawa vel lex_retro_non_agit? :D
Jak tam siostra?
Już myślałem że to nie Ty, bo i IP inne, ale jednak sposobu wypowiedzi nie da się zmienić :D
 
jak studiujecie to już nie po ma w łeb sobie strzelac... Ale jeśli się zastanawiacie czy iść czy nie, to z perspektywy 5 lat studiów stanowczo odradzam...:) (nie mówie tego w trosce o własne interesy:P )
 
Chciałbym nawiązać do dyskusji lakonicznie (acz ładnie) wcześniej opisanej słowami: "gdzie siedzieć?".

Otóż mam do wyboru 2 opcje zatrudnienia i mam nadzieję, że pomożecie mi wybrać. Oba miejsca pracy to kancelarie, a wynagrodzenie... hmm, no takie jak to dla młodych aplikantów - ok. 50% najniższego... Jedna praca jest u doświadczonego mecenasa, który ma poważanie w środowisku, ale wyraźnie traktuje mnie z góry i raczej zbyt dużo przy nim nie będę miał do powiedzenia. Druga praca to praca w kancelarii u młodego radcy, który niedawno zaczął działalność - jest przyjaźnie nastawiony i myślę, że dobrze mogłoby nam się współpracować. Doświadczeniem jednak na pewno odbiega od tego pierwszego. Którą opcję wybralibyście?
 
Bartata napisał:
Czyżby wróciła nasza znajoma @studentka-prawa vel lex_retro_non_agit? :D
Jak tam siostra?
Już myślałem że to nie Ty, bo i IP inne, ale jednak sposobu wypowiedzi nie da się zmienić :D

Powstała jak Feniks z popiołów. I podobno znalazła pracę w kancelarii, gdzie zarabia godziwie i zna 5 prawników OSOBIŚCIE :brawo: Nie ma co wpadła w komin kariery i przez następne parę lat będzie katować to forum swoimi "wyobrażeniami" na temat kariery prawnika.:D
 
Ostatnia edycja:
gnozjusz napisał:
Przesadzasz i to ostro.
Nie zgodzę się że studia prawnicze są łatwe. Pod względem wysiłku są stosunkowo wymagające, zwłaszcza jeżeli ktoś do tego podchodzi poważnie, nie odwala materiału byle szybciej i do przodu. Na pewno w takim wypadku nie odbiegają od "technicznych"
są śmiesznie łatwe i nie brnij w tym kierunku bo również będziesz popadał w śmieszność. Politolodzy też twierdzą że ich studia są przecież trudne dziwiąc się że nikt ich po tak trudnych studiach nie chce zatrudnić.
Trudność mierzy się na dwa sposoby: dostać się studia i ukończyć. Dostać się łatwo bo uczelni i miejsc masa, skończyć jeszcze łatwiej bo zajęć w tygodniu tyle co kot napłakał, wymagania minimalne i kończą ludzie, którzy sięgają po książkę tydzień przed sesją (nie tylko tacy ale już sam fakt że tak też da się skończyć prawo mówi wszystko jaki to trudny kierunek)
Na polibudzie tak się nie da, nie mówiąc o medycynie - tam wymagają na bieżąco i non stop, tamte studia to prawdziwa męka a nasze to żarcik. Zachowajmy jakąś obiektywną miarę rzeczy.

gnozjusz napisał:
Ci którzy pieją o wolnym rynku zapominają że prawdziwe "konfitury" są tam gdzie o wolnym rynku się nikomu się śniło. Przykład- profesura, biegli rewidenci, lekarze itp.
to jest oczywiste, piewcami wolnego rynku są młokosy, dzieciarnia która nie ma pojęcia co to dla niej oznacza. A oznacza tyle, że zaczyna się bój o przeżycie w zawodzie a nie o mityczne zarobki prawników na jakie ta dzieciarnia liczyła. Taka prawda że nasze zawody były atrakcyjne ale tylko wtedy gdy był bardzo mały krąg osób je wykonujących. Z chwilą dopuszczenia tłumów do aplikacji to pękło jak bańka. To elementarz ekonomii, tyle że spora część ludzi jest odporna na wiedzę i fakty.
 
Jaki kierunek techniczny studiowałeś,że tak ciężko ci było? Ja przez całe studia miałam przyjemność z takim studentem automatyki. Całe studia to było picie piwa, granie w żużel na laborkach i tym podobne atrakcje, jak ktoś sięgnął po książkę tydzień przed sesją to było dobrze. Skończył z piątką, jego współtowarzysze co najwyżej warunek/ dziekankę mieli. Żeby ktoś nie skończył mowy nie było. Na zmęczonego nikt nie wyglądał, chyba że od chlania. Oferty pracy potem też jakieś hitowe nie były, bo po technicznych studiach wszędzie chcą ludzi z doświadczeniem.
 
Bartata napisał:

Ciekawe jakim cudem.

Teraz nagle zamiast napisać coś merytorycznie, będziecie mi wypominać vel. kto jestem :D

A co do wypowiedzi trixo, tak się składa, że Ci prawnicy to nie mecowie z kancelarii. Mam pytanie, kiedy w końcu przestaniecie 'bić pijanę' ?
 
romans_petitem napisał:
Jaki kierunek techniczny studiowałeś,że tak ciężko ci było? Ja przez całe studia miałam przyjemność z takim studentem automatyki. Całe studia to było picie piwa, granie w żużel na laborkach i tym podobne atrakcje, jak ktoś sięgnął po książkę tydzień przed sesją to było dobrze. Skończył z piątką, jego współtowarzysze co najwyżej warunek/ dziekankę mieli. Żeby ktoś nie skończył mowy nie było. Na zmęczonego nikt nie wyglądał, chyba że od chlania. Oferty pracy potem też jakieś hitowe nie były, bo po technicznych studiach wszędzie chcą ludzi z doświadczeniem.

nie studiowałem żadnego technicznego, pewnie niestety można powiedzieć z dzisiejszej perspektywy. Bo wtedy śmiałbym się z takich mędrków po prawie co latają po mieście z wywieszonym językiem i dają się pomiatać żeby dostać 800 zł miesięcznie - ludzie po studiach.
Kogo tam znasz po automatyce nie wiem, może po prostu zdolny był, że czasu wiele nie potrzebował. Skoro skończył lekko automatykę to prawo skończyłby z palcem w nosie, co nie da się powiedzieć w odwrotną stronę o absolwentach prawa na polibudzie - tam połamaliby sobie nogi na pierwszej sesji i tyle by było studiowania. Nie te głowy, nie oszukujmy się do studiowania prawa nie trzeba żadnych zdolności ani umiejętności, na polibudę już tak i to jest ta przewaga :)
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra