Z racji, że to forum dostarczyło mi wielu cennych informacji to podzielę się swoją historią. Prawo jazdy zatrzymane w 2019 roku, wyrok 4 lata zakazu - utargowałem z 5 lat kosztem większej kasy pomimo wściekłej młodej prokurator. Z racji, że prawo jazdy nie było mi niezbędne do życia zacząłem się interesować jego odzyskaniem jakieś 3 miesiące przed końcem zakazu. Okazało się, że sąd zamiast do starostwa to przesłał informację do WKU(de facto nie mojego) i na odwrót, więc w starostwie okazało się, że nie mają w ogóle wyroku. Poszedłem do sądu i przesłali po jakimś tygodniu. Następnie otrzymałem standardowo informację o badaniu psychologicznym, kursie reedukacyjnym i WOMP. Kurs i badania psychologiczne zrobiłem dość szybko, na WOMP kolejka prawie dwa miesiące. W WOMP byłem umówiony na 8, przyszedłem o 7. Po rejestracji wysłano mnie do gabinetu pielęgniarek gdzie zmierzono mi tylko ciśnienie i zbadano wzrok. Następnie udałem się od razu do Pani doktor orzecznik, bardzo miła, młoda, kompetentna osoba. Po rozmowie na temat zdarzenia, wypełnieniu ankiety, i podstawowych badaniach koordynacji, osłuchaniu itd. dostałem tylko karteczkę żeby zejść na dół i zbadać poziom cukru z palca. Po powrocie z prawidłowym wynikiem otrzymałem orzeczenie pozytywne na 5 lat.
Przekazałem Pani doktor zaświadczenie od lekarza rodzinnego o braku chorób przewlekłych oraz badania, które zrobiłem prywatnie dwa miesiące wcześniej (ALT, AST, GGTP, BILIRUBINA, morfologia, glukoza, [hemoglobina glikowana - moim zdaniem ważniejsza niż glukoza], itd.). Całość zamknęła się w 30 minutach.
Jakie mam rady dla innych i co moim zdaniem ma wpływ na wynik orzeczenia:
- wygląd w dniu badań, jak Cię widzą tak Cię piszą;
- status społeczny;
- pozytywne podejście;
- nieoglądanie smutnego Pana w okularach z Wrocławia na You Tube;
- kategoryczne powstrzymanie się od picia alkoholu(nie piłem od momentu zdarzenia 4 lata więc byłem pewien wyników wątrobowych i robiłem sobie je co jakiś czas(co pół roku) ale pomimo tego nie zostałem wysłany na badania krwi w WOMP więc nie jest to regułą a moim zdaniem właśnie czynniki które opisałem wyżej mogą o tym decydować.
Zaniosłem dokumenty do starostwa a z racji, że to oryginały to poprosiłem o potwierdzenie przyjęcia na co Pani z WK się obraziła i poszedłem z nią na kancelarię gdzie podbito mi pieczątki. Znam polskie realia urzędów więc wolałem mieć pewność. Zakaz kończy mi się 18 sierpnia, a cała sytuacja wpłynęła pomimo tego wszystkiego pozytywnie na moje życie z wielu innych powodów.
Pani doktor powiedziała jeszcze jedną ciekawą rzecz na koniec: "pojawiają się u mnie różni ludzie, na różnych etapach swojego życia" - myślę, że to też wiele wyjaśnia w kwestii negatywnych orzeczeń.