Alimenty, licytacja komornicza z nieruchomości...pieniądze są, ale ani komornik, ani Sąd nie wiedzą, kto ma je wypłacać...
Witam,
Bardzo proszę o udzielenie informacji i jakichkolwiek wskazówek, co dalej można zrobić z poniższym tematem:
Mam zasądzone alimenty, które to w zasadzie od początku tj od 1999r musiały być „ściągane” przez komornika. Od grudnia 2007 roku ojciec, czyli dłużnik alimentacyjny przestał pracować, nie jest nigdzie zarejestrowany a ja przestałam dostawać alimenty na syna. W sierpniu 2008 r odbyła się licytacja komornicza nieruchomości należącej do dłużnika, zresztą nie na mój wniosek, ja jedynie dołączyłam.. Po upływie roku od licytacji w sprawie nie działo się kompletnie nic, pomimo, że nikt nie wnosił żadnych sprzeciwów itp. Po moich baaardzo wielu pismach do komornika, do sądu, telefonach, rozmowach, wizytach (pisma krążyły, wracały, sądowe konta depozytowe zostały pomylone, wniosek o zabezpieczenie złożony w październiku, dopiero teraz w lutym trafił do Wydziału Rodzinnego itd., itd., oj było tego, było) cała sprawa jakby się mogło wydawać, zakończyła się pomyślnie tzn. wszyscy dostali pieniądze wg planu podziału. No i tu zaczynają się schody...Jak nadmieniłam składałam wniosek o zabezpieczenie przyszłych roszczeń alimentacyjnych ( skoro pieniądze w końcu są, a dłużnik rozpłynął się we mgle, bo teraz nie jest również nigdzie zameldowany, to 99% prawdopodobieństwa, ze nadal nie będzie płacił alimentów), ale wniosek przeleżał od października w Wydziale Cywilnym i dopiero pod koniec grudnia okazało się, ze muszą go przekazać do Wydziału Rodzinnego, ale wcześniej poinformowano mnie, że różnica należna z planu podziału, będzie wypłacona dłużnikowi. Na to po moich prośbach zareagował komornik, wysyłając do Sądu pismo o zajęcie wierzytelności, tj całej sumy przypadającej dłużnikowi i wpłacenie jej na konto komornika ( mam to pismo również). Tak też się stało. A ja odetchnęłam z ulgą i nawet dostałam już w ten sposób zasądzoną ratę alimentacyjną teraz w marcu. Wczoraj dzwoniłam do kancelarii komorniczej, żeby przysłali mi jakieś pismo z informacją na temat tego, że dostali te pieniądze, ile dostali, w jaki sposób i przez jaki okres będę mogła je mieć wypłacane, bo na razie to wiem o tym tylko z rozmowy telefonicznej z Wydziałem Finansowym przy Sądzie. No i zrobił się wielki szum >odpowiedziano mi, ze pisma takiego nie dostanę, a po moich indagacjach, wręcz mnie okrzyczano i poinformowali mnie, ze pieniądze odsyłają z powrotem do Sądu, bo Sąd źle zinterpretował ich pismo o zajęcie wierzytelności i pieniądze te posiadają bezprawnie. Na moje pytanie, kto zatem ma mi wypłacać te alimenty, poinformowano mnie, że nie wiedzą, ale pewnie Sąd. W Sądzie poinformowano mnie i w Cywilnym i w Rodzinnym, że Sąd nie zajmuje się wypłacaniem alimentów. Ot i co z tym fantem zrobić dalej? Aż cierpnie mi skóra na myśl, że za chwilę znowu utknę w tej machinie sądowniczo-komorniczej, a alimentów jak nie dostawałam, tak nie będę dostawać nadal, pomimo, że pieniądze na to są i wystarczyłoby na kilka lat ich płacenia.
Kochani, zwykły śmiertelnik jak ja nie "ugryzie" tego tematu, więc bardzo proszę jakąś mądrą głowę o radę

Z góry serdecznie dziękuje za pomoc
Pozdrawiam