zbliżają się świeta i komornik postanowił zrobić mi zajączka, ale cóż to za zajączek... będę pamiętał go do końca życia.
Opiszę moją sytuację.
w 2003 roku sąd rejonowy wydał postanowienie o nadaniu klauzuli wykonalności bankowemu tytułowi egzekucyjnemu. W lutym 2004r sprawą
zajął się komornik, i założył akta w tej sprawie.
Przedwczoraj poszedłem do banku, chcąc wypłacić pieniądze, a tu pani z okienka informuje mnie, że konto zostało zajęte przez komornika :| pierwsza reakcja- szok. więc dzwonię do komornika, którego adres znalazłem w internecie i wszystkiego się dowiedziałem. w 2000 r poręczyłem kredyt "koledze", który nie był systematycznie spłacany. więc jadę do kolegi, po czym okazuje się ze kredyt został spłacony. obowiązków nie dopełnił wierzyciel, czyli w moim przypadku bank i nie powiadomił komornika o tym fakcie. dziś od rana wisiałem na telefonie, chcąc wyjaśnić zaistniałe nieporozumienie. niestety jak na złość komornik nieuchwytny, pozostała rozmowa z kobietami z kancelarii, co chwilę z inną i coraz mniej kompetentną.
mam tyle pytań odnośnie tej całej sytuacji.
aha, dodam, że całość należności została spłacona w 2003 roku przez kredytobiorcę i w dniu dzisiejszym faxem została przesłana informacja do kancelarii komorniczej, ale jak twierdzą Panie, muszą dostać oficjalne potwierdzenie drogą pocztową.
po pierwsze, dlaczego sąd wydając postanowienie nie poinformował mnie o zaistaniałym fakcie, wszystko działo się za moimi plecami :roll:
po drugie, dlaczego komornik obudził się po 3 latach i przed wszczęciem czynności egzekucyjnych nie sprawdził aktualności informacji co do zadłużenia
po trzecie, czy mam jakąś szansę dochodzić zadośćuczynienia, ja i moi najbliżsi mamy już niestety po świętach, konto wciąż zablokowane. proszę o pomoc
