Urząd I Instancji nie uznaje mnie jako stronę w postępowaniu.

  • Autor wątku Autor wątku juras27
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Zaza 2 polecam masę lektury do poczytania odnośnie oddziaływania pól elektromagnetycznych szczególnie takowych btsów. Nie raz już organy administracji publicznej wzywały mnie do przedstawienia merytorycznych przesłanek odnośnie szkodliwości tych nadajników. I wiesz co za każdym razem pomimo wysłania im po kilkanaście stron A4 właśnie takowych przesłanek, oraz różnych wyroków sądowych a także opinii ludzi Ogólnopolskie Stowarzyszenie Przeciwdziałania Elektroskażeniom 'Prawo Do Życia' za każdym razem pletli te same bzdury. Żeby było śmieszniej to pani adwokat reprezentująca wojewodę sama na zakończenie sprawy powtarzała, że z tymi przekaźnikami to jest po prostu samowolka i tyle. Wyobraź sobie , żeby obywatel udowadniał swoje racje musi ale to koniecznie musi wyczerpać postępowanie administracyjne aby później przed np WSA okazało się , że ma jednak racje. Gdyż wychodzi się z założenia ,że może obywatela się zamęczy i da sobie spokój.W naszym przypadku wojewoda już cofał wydane decyzje już dwukrotnie a teraz robi to po raz trzeci ale po wyroku WSA. I tak gdyby na pewnym etapie przyznano nam rację to dzisiaj nie było by tego przekaźnika ale jak powtarzałem wcześniej potrzeba było iś do WSA . W tym postępowaniu pomimo tego że stacja stoi za blisko domów i co za tym idzie sieje niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia to jest masa baboli prawnych.Tutaj interweniowało ponad 60rodzin w tej sprawie,jak sama widzisz nie tylko moja osoba. I tym bardziej na pewno nie są to przesłanki o których wspomniałaś wcześniej.
pozdr
 
Zgadza się juras! Organy liczą na to, że zamęczą obywatela, aż ten w końcu zrezygnuje z walki o swoje prawa. Moja sprawa tak naprawdę ciągnie się od 2006 roku - wtedy PINB dowiedział się o samowolce. Sprawa jest prosta jak budowa cepa i gdyby PINB miał uczciwe zamiary i działał zgodnie z prawem, to wszystko zakończyłoby się po 3 pismach. A tak mam już po ponad 3 latach cały segregator dokumentów i praktycznie wszystkie postanowienia/decyzje PINB są uchylane, bo urzędnik zachowuje się, jakby nie miał zielonego pojęcia o przepisach Prawa budowlanego i KPA. W prywatnej firmie to on by już dawno wyleciał na zbity pysk za takie krętactwa, ale tu przecież mu nawet włos z głowy nie spadnie...
 
barteks2 Ciekaw jestem co z decyzją zezwalającą na użytkowanie przekaźnika wydaną notabene w związku z decyzją ostateczną czy inaczej uprawomocnioną.Ta decyzja na dzisiejszy stan prawny powinna być uchylona , gdyż takie decyzje mają jedynie zastosowanie w przypadku ostatecznej decyzji zezwalającej na budowę. A dzisiaj tak aktualnie nie jest. Decyzja która była ostateczna nie jest już ostateczną po wyroku WSA.
 
PINB powinien uchylić decyzję o pozwoleniu na użytkowanie, przeprowadzić postępowanie naprawcze i ponownie udzielić pozwolenia

albo też po prostu umorzyć postępwoanie naprawcze - bo prawda jest taka, że wyrok WSA nic nie wnosi merytorycznego do sprawy
 
zaza2 Zgadzam się . Ale gdyby były uznane wcześniej nasze racje a mam tutaj na myśli tą ostateczną decyzję to przekaźnik ten nie miał by prawa zostać wybudowany do czasu zakończenia postępowania odwoławczego.A tak mamy to co mamy. Tylko dla czego obywatel ma udowadniać nieudolność organów, gdy powinno być zupełnie odwrotnie o czym mówi KPA i Konstytucja.
 
W piątek otrzymałem Decyzję Wojewody , odnośnie rozpatrzenia odwołania sąsiadki od decyzji zezwalającej na budowę przekaźnika.Organ II instancji uchylił zaskarżoną decyzję w całości i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia przez organ I instancji. W uzasadnieniu organ stwierdził , że organ I instancji naruszył przepis powołując się na art 107 par 4kpa stwierdzając że niniejsza decyzja nie wymaga uzasadnienia, gdyż spełnia wszystkie żądania strony (co jest oczywiście bzdurą), gdyż decyzja ta spełniała tylko żądania inwestora. Dalej organ pisze , że w katach sprawy organu I instancji brak jest dokumentów wskazujących w jaki sposób ustalono obszar oddziaływania inwestycji.Następnie organ wskazuje, że to ja powinienem być stroną w postępowaniu gdyż wszedłem w posiadanie nieruchomości jeszcze przed złożeniem wniosku o pozwolenie na budowę przekaźnika a nie byli właściciele których już od ponad roku nie było na tym świecie, a do których uparcie wysyłano dokumentację pomimo moich wcześniejszych interwencji. W związku powyższym iż nie brałem udziału w postępowaniu w I instancji naruszony został kolejny art 10par1 kpa.Notabene muszę napisać , że ja pisałem pisma o uznanie mnie za stronę w postępowaniu lecz organ I instancji skutecznie mi to uniemożliwiał.dalej organ II instancji stwierdza , że organ prowadzący postępowanie arbitralnie stwierdził obszar oddziaływania projektowanego obiektu budowlanego.I wobec braku uzasadnienia decyzji nieznane są przesłanki tego uzasadnienia.Następnie wbrew powyższemu ustaleniu jako strony postępowania traktowano nie tylko właścicieli działek , znajdujących się w obszarze oddziaływania ale także właścicieli innych działek.Również korzystano z nieaktualnej ewidencji gruntów i traktowano jako strony osoby, którym wg przyjętego klucza przymiot ten nie przysługiwał. Dalej jest mowa o tym co organ I instancji powinien zrobić czyli ustalić zakres wnioskowanej inwestycji, oraz zbadać o dane przedłożone przez inwestora czy inwestycja ta stanowi przedsięwzięcie znacząco oddziałujące na środowisko w rozumieniu rozporządzenia Rady Ministrów z 09.listopada 2004r.Dopiero po tych wszystkich ustaleniach i ustaleniu obszaru organ powinien ustalić strony postępowania w rozumieniu ustawy prawo budowlane z definicją przyjętą w art 28par 2.I na zakończenie Organ II instancji pisze , że zarówno treść zaskarżonej decyzji (pozbawionej uzasadnienia), jak i dokumentacja zgromadzona w aktach sprawy nie dają podstaw do stwierdzenia, że organ I instancji wykonał powyższe czynności.

Sami zobaczcie ile niepotrzebnej roboty było. Przecież to co jest teraz stwierdzone w uzasadnieniu to o tym wszystkim było już mówione zgłaszane na pismach ale pomimo tych wszystkich naszych starań zarówno Organ I jak i II instancji konsekwentnie nam odmawiał udziału w tym postępowaniu. Trzeba było iść do WSA i pisać skargi do GUNB aby to co było oczywiste dużo dużo wcześniej zostało teraz przelane na papier w formie decyzji. Efektem tych błędnych decyzji wybudowano ( w imię prawa ), przekaźnik , który, gdyby były przestrzegane przepisy prawa dzisiaj za oknem mojego domu by nie stał.
Na dzień dzisiejszy PINB powinien wstrzymać działanie i użytkowanie tegoż przekaźnika, gdyż nie ma decyzji ostatecznej w tej sprawie.
 
Świetnie juras. Widać, że sprawa ruszyła w dobrym kierunku. Szkoda tylko, że wcześniejsze machlojki i krętactwa urzędników I instancji ujdą im płazem. Twoja sprawa jest bardzo podobna do mojej, jeśli chodzi o działania urzędników. Dopiero jak sprawa wyjdzie poza "lokalną szajkę", to można zacząć poważnie rozmawiać z urzędnikami, którzy starają się przestrzegać przepisów prawa. Wcześniej PINB robił wszystko na moją niekorzyść i niemal zawsze wbrew przepisom.

Juras, jak decyzja uprawomocni się to pisz to PINB-a, bo tam pewnie pracują lenie, które nawet palcem nie kiwną w twojej sprawie. Niestety urzędników trzeba pilnować na każdym kroku, bo inaczej sprawa będzie przeciągać się miesiącami.

Z drugiej strony mam dla Ciebie złą wiadomość. Nawet postanowienie PINB-a o wstrzymaniu użytkownia obiektu nie sprawi, że ta stacja przekaźnikowa zostanie faktycznie wyłączona. Po prostu PINB nie może w żaden sposób ukarać osoby, która tego nie przestrzega. Wyobraź sobie, że u mnie sąsiad dostał zakaz użytkowania samowoli w kwietniu 2008 roku. I myślisz, że przejął się tym? Budynek jest użytkowany niezgodnie z przeznaczeniem 24 godziny na dobę. PINB doskonale o tym wie, był nawet na kontroli i potwierdził nielegalne użytkowanie. I co zrobił? Umorzył sprawę...
 
Ja na razie raczej nie mogę pisać do PINB, gdyż notabene w tym postępowaniu dopiero będą ustalane osoby którym będzie przysługiwał status strony. Lecz na dzień dzisiejszy mogę to zrobić za pośrednictwem stowarzyszenia o którym już wcześniej pisałem. Ponadto PINB z chwilą otrzymania owej decyzji uchylającej wcześniejszą decyzję która zezwalała na budowę przekaźnika, powinien niezwłocznie wstrzymać ostateczne pozwolenie na użytkowanie,tegoż przekaźnika a następnie zabiegać o wydanie kolejnej decyzji. Tutaj PINB nie musi czekać aż wyrok się uprawomocni gdyż zamyka to już sprawę na etapie administracyjnym. Po drugie Organ II instancji aż zadziwiająco szybko wydał dwie decyzje(być może było to po części spowodowane tym iż GUNB otrzymał skargę na opieszałość organu:)), nie wiem. Ale jak by nie patrzyć ja czekałem grubo ponad rok na wydanie decyzji Organu II instancji w mojej sprawie.

Swoją drogą nasz PINB a w szczególności jeden inspektor nie ma dobrych notowań. Ludzie skarżyli się na niego , był już odwoływany, podobno płacił jakieś kary a i tak dalej pracuje. Również było składane doniesienie do Prokuratury Generalnej ale co dalej to nie wiem. W sumie cała batalia zaczęła się w roku 2006r i szybko się na pewno nie zakończy.
pozdr
 
Witam
Wydawać by się mogło, że po otrzymaniu takich Decyzji wreszcie coś się ruszy.A tutaj amba. Kilkakrotnie rozmawiałem z PINB w tej sprawie i pomimo tego, że Decyzja zezwalająca na budowę przekaźnika wypadła z obrotu prawnego na której to podstawie PINB wydał Decyzję o użytkowaniu przekaźnika to do tej pory nic nie zostało zrobione. PINB zwala winę na Starostwo.Gdy zabiegałem o to aby wstrzymać decyzję na użytkowanie tegoż przekaźnika, to słyszę ,że muszę z tym iść do starostwa i na odwrót. Nie mniej jednak pomimo tego ,że PINB oświadczył, że nawet stowarzyszenie nie ma prawa pisać wniosku(gdyż nie jest stroną ani też ja nie jestem stroną ) to taki wniosek w najbliższym czasie zostanie złożony przez Stowarzyszenie, które notabene w swym statusie mają min zapis odnośnie budowy przekaźników telefonii komórkowej i o jej szkodliwym działaniu. Po drugie starosta w tej sprawie musi zająć jakieś stanowisko. Nic na razie czekam i czekam pomimo wyroków jakie zapadły i decyzji jakie mam w ręku.
pozdr
 
Dzisiaj mamy już marzec a w sprawie nic nie drgnęło. Rozmawiałem w starostwie i powiedziano mi, że będą robić w kierunku nie uznania nas za strony w tym postępowaniu, że nie potrzebnie były wysyłane do nas pisma do wiadomości itd. A jak tak będzie to ja i sąsiadka nie otrzymamy żadnych decyzji w tej sprawie.Przecież to jakaś poranoja-organ II instancji wydaje mnie decyzję a organ I instancji usilnie chce mi wmówić że mogę jednak nie być stroną. O co tu chodzi? Natomiast zwłokę swą tłumaczą tym ,że pozwalniali radców prawnych i zatrudniają nowych. Trzeba będzie pisać kolejną skargę na opieszałość Urzędu I instancji.
 
Po drugie PINB twierdzi, że nic w tej sprawie nie będzie robił z uwagi na fakt min że decyzję organu II instancji otrzymał jako do wiadomości i po drugie oni dostali decyzję na użytkowanie przekaźnika kiedy decyzja zezwalająca na budowę była ostateczna czyli w obrocie prawnym. A to ,że później decyzja ta wypadła z obrotu prawnego to i tak nie ma to większego znaczenia. Pinb jest w posiadaniu pozwolenia na użytkowanie i tego się trzyma. mało tego powiedziano mi ,że jak starostwo nie może sobie dać rady to niech wyda postanowienie o przekazanie sprawy do PINB a oni umorzą postępowanie. Sami powiedźcie o co tu chodzi???. Organ II instancji w tej sprawie wydaje decyzję mi jako stronie postępowania i uchyla w całości wcześniejszą decyzję zezwalającą na budowę przekaźnika w której pomimo moich usilnych działań nie brałem udziału i cofa postępowanie do organu I instancji. To ja się pytam , gdzie ja żyję w jakim kraju i o co tu chodzi?.
 
juras, nie ma sensu z gadać przez telefon, tylko jeśli nie dotrzymują terminów, to pisz zażalenia na bezczynność.
 
Tak też zrobię. Akurat z tymi urzędnikami rozmawiałem osobiście. Dodam jeszcze, że inspektor z PINB był bardzo poruszony tym, że wpłynął wniosek ze stowarzyszenia, gdzie od paru lat jest na wojennej ścieżce z jednym z panów.Notabene to w przypadku tego inspektora były poruszane same góry ,że tak powiem i jeszcze walka nie zakończyła się. Także, jak zobaczył od kogo wpłynął wniosek to od razu miał kwaśną minę. Będą szły pisma ze zdwojoną ilością a co sobie myślą. Jutro piszę zażalenie do wojewody na opieszałość Urzędu I instancji i czekam na treść decyzji czy też postanowienia jakie otrzyma stowarzyszenie w naszym imieniu.
pozdr
 
Wczoraj otrzymaliśmy Decyzję Starostwa.Decyzja wydana z 1,5miesięcznym opóźnieniem. starosta na podstawie art 105 par 1 kpa postanowił umorzyć postępowanie.Uzasadniając tak naprawdę jednym zdaniem że obiekt już istnieje, dalsze postępowanie stało się bezprzedmiotowe, a sprawę przekazuje do PINBu. Reszta uzasadnienia to same wypociny mówiące o przebiegu postępowania.Płytko, beznadziejnie, itd.
Coraz bardziej zastanawiam się czy po prostu nie iść z tym do prokuratury. Przecież wyraźnie widać , że pomimo rażących błędów urzędników wybudowany został przekaźnik.
Mało tego WSA w swoim wyroku uznał że sąsiadka która otrzymywała decyzję powinna być traktowana jako strona w postępowaniu i przysługiwało jej prawo do odwołania.Tutaj jedna decyzja zaważyła na całym postępowaniu. Ona odwoływała się od decyzji lecz moim zdaniem łamiąc prawo organ I instancji a później i II instancji skutecznie blokowali odwołanie twierdząc ,że nie jest już stroną itd.Przecież trzeba chyba być ślepym ,żeby nie widzieć jak ten mechanizm w tym wypadku skutecznie zadziałał.
No nie wiem w każdym bądź razie będziemy obydwoje pisać odwołanie i ponadto stowarzyszenie śle kolejne pisma do PINBU w tej sprawie.
 
Chociażby brak odpowiedniego uzasadnienia faktycznego i prawnego kwalifikuje decyzję do uchylenia. juras pisz odwołanie i nie poddawaj się.
 
W mojej sprawie poszła skarga do Wojewody na nie terminowe załatwienie sprawy. Do tej pory od wojewody nic nie dostałem.:)) Ponadto poszło odwołanie od Decyzji starosty umarzającej postępowanie oraz poszło zażalenie na postanowienie starosty o przekazaniu sprawy i dokumentacji do PINB. Mało tego PINB wydał Decyzję umarzającą postępowanie w tej sprawie.Gdzie to postępowanie jest tzw nadzwyczajne i najpierw powinien wydać postanowienie. Z PINB walczy stowarzyszenie zobaczymy co z tego będzie.
W każdym bądź razie dalej kładą kłody pod nogi bez żadnego cienia wątpliwości. Aktualnie cała ta sytuacja to jeden cyrk.Uznano nasze racje po wielu bojach ale i tu niespodzianka przekaźnik zdążyli wybudować i rzekomo nic nie można dalej zrobić. Organ I instancji twierdzi , że już nie jest władny a PINB umarza postępowanie szlag człowieka trafia.
pozdr
 
Juras, ja byłam przeciwna planowanej inwestycji na działce sąsiadującej z moją, tylko że mnie z urzędu uznano jako stronę, w gminie wszyscy urzędnicy mówili, że inwestor i tak dostanie wszystkie pozwolenia, zebraliśmy podpisy z protestem mieszkańców, napisaliśmy list z prośbą o pomoc i wysłaliśmy gdzie się dało, do ministerstw(m.in do ochrony środowiska bo też miało być bez raportu), do wszystkich urzędów w województwie, do posłów itp...skutek był taki, że umorzono postępowanie, w gminie rozdzwoniły się telefony, wójt od razu zaczął inaczej się do nas odnosić. Inwestor podobno przygotowuje nowy projekt, który ma być już "idealny" więc czeka mnie dalsza walka. Prawda jest taka, że na szczeblu powiatowym ręka rękę myje, ale jak już inne osoby monitorują sprawę, wtedy wójt musi trzymać się prawa. Teraz przed wyborami pismo np. do posłów powinno podziałać i ruszyć sprawę
 
zaza2 napisał:
a tak wogóle w czym ci przeszkadza ten nadajnik ? Masz jakieś merytoryczne zarzuty czy chodzi tylko o to, że cie pomijali jako stronę ?

nie chodzi chyba o to, że sąsiad zarabia za dzierżawę swojego terenu 3000 zl miesięcznie ? a móglbyś ty, gdyby postawili na twojej dzialce ...

Zazo, poczytaj troche o tego typu instalacjach w skupiskach ludzkich, to napewno ci nie zaszkodzi. Wyglada na to, ze zabierasz glos w sprawach w ktorych nie masz zielonego pojecia.
 
W całej tej batalii to pisałem już petycję do wojewody o zabranie stanowiska w tej sprawie pod która podpisało się ponad 60 osób.Była okupacja przekaźnika , była telewizja,policja, burmistrz, radni itd. W tej sprawie również interweniuje Stowarzyszenie pod przewodnictwem Pana Zbigniewa Gelzok. Także trochę się działo w tej sprawie. Na dzień dzisiejszy odnoszę wrażenie, że organ I instancji dał ciała. I teraz za wszelką cenę nie chcą aby to wyszło. Po prostu stan prawny na dzień dzisiejszy jest szopką i tyle. Inspektor PINB mówi to starostwo dało ciała stąd cała taka sytuacja.Chociaż sami nie są bez winy i uparcie bronią interesu jednej strony. Przecież jak mi powiedziano w PINB , że w przypadku gdyby się tak okazało ,że trzeba będzie rozbierać przekaźnik to inwestor będzie skarżył starostwo za wydanie owych decyzji.Proszę zauważyć jakie zakłopotanie bije od inspektora:)) A ja mu na to ,że koło tyłka mi lata jak to będzie. Dla mnie ważne jest aby ten przekaźnik przestał istnieć w tym miejscu i tyle. A tutaj od razu panika ,że inwestor będzie zabiegł o odszkodowania a co mnie to obchodzi. Walka na papiery trwa dalej lecz w praktyce na razie nic się nie zmienia.
pozdr
 
Powrót
Góra