Przeczytałem już chyba wszystkie posty w ramach wątku, co mnie lekko pocieszyło, że nie jestem z tym problemem sam. Jak wielu ludzi wie, jak to miło mieć rodzinkę z 3 hałaśliwymi bachorami

nad sobą....Celowo używam słowa "bachor", gdyż tych potworów (trolli, hałasoumilczy, gnomów), nie można nazwać dziećmi. Normalne dziecko nie napierd....w sufit od 7 do 23, z przerwami na siku. A normalni rodzice nie kupują dzieciom zabawek w postaci metalowych piłkek (!!!), kauczukowych piłek, piłek do koszykówki (!!), samochodzików wydających z siebie 1 mln decybeli (takie na dynamo) i nie pozwalają by dzieci napierdzielały tymi przedmiotami terroru w sufit od wschodu słońca do zachodu . Schemat dnia moich pierdzielniętych w głowę sąsiadów wygląda bowiem następująco:
godz. 6.30 pobudka małych trolli - na początek 40 odbić piłeczką stalową, 20 odbić piłeczką kauczukową (plus jest taki nie trzeba nastawiać budzika do pracy), dzieje się tak również w sobotę i niedzielę
godz. 7.00 przesuwanie mebli (po parkiecie bez dywanu), tam i z powrotem przez ok. 30 minut, krzeseł, stołków, taboretów, i czym tam jeszcze dysponują, odgłos jakby ktoś przejechał nożem po tablicy,
godz. 7.15 rozpoczynają sie skoki bachorów z kanapy (Małysza się chyba naoglądali), seria jebnięć w sufit skutecznie zastępuje dobrą kawę,
godz. 7.30 cała klatka wstrząśnięta płaczem i łkaniem bachorów, których ktoś próbuje zabrać do szkoły (schodząc budzą niedobitków waleniem w poręcze - kto słyszał ten wie co to znaczy)
od godz. 8 do 16 nie wiem co się dzieje, bo jestem w pracy
godz. 17.00 bachory chyba już są bo do 19 trwa codzienny galop, wyścigi kończą się festiwalem piłek.
od godz. 19 do 21 cisza kompletna (do domu wraca chyba ojciec), ciszą przed burzą

Człowiek kulturalnie ma nadzieję na spokojny wieczór po całym dniu pracy, bierze więc do ręki książkę, gazetę, popija lampką wina. Chwila błogiej ciszy trwa krótko.
od godz. 21 skumulowana w tych małych potworach energia z godz.19-21 daje upust w postaci meczu koszykówki, co oznacza 102020 walnięć piłką w sufit. Rodzice są w domu, ale wszystko im wisi. Najlepsze jest to, że mają półroczne dziecko (oprócz tego jest jeszcze 5 letni i 8 letni bachor), chyba podają mu psychotropy żeby spał.
od godz. 22 matce przypomniało się że musi zrobić pranie (chociaż jest w domu cały dzień bo ma macierzyński). Wirowanie do 23
Dzień kończy się o godz. 23. Czasami bachor budzi się w nocy (godz. 3-4 nad ranem), czym oznajmia światu serią walnięć ulubioną stalową piłeczką w sufit (!!!!). A teraz kilka zdań o tym, jak z tym walczyliśmy:
1/ bardzo skuteczne było używanie kolumn wieży położonych na szafę - 10 min. dobrej muzyki skutecznie uświadamiało rodzicom bachorów, że nie są sami w bloku (próbowali nawet schodzić do nas, ale dali sobie spokój - utknęli w pół drogi - tylko czekaliśmy jak do nas zapukają).
2/ próby mediacji nic nie dały - mimo wielokrotnych prób rozmowy, po prostu nie otwierali potem drzwi, udając że ich nie ma (wiedząc co się święci) - chwilę po tym następowała błoga cisza (czyli jednak można)
3/ sąsiad nad nimi na 1 dzień wynajął znajomego bachora z rodziny, który od 20 do 23 urządził im niezły galop nad ich sufitem (dawał czadu to trzeba przyznać :grin:. Jaśnie państwo wyszło wtedy ze swojej jaskini, po czym sąsiada zrugali w stylu "możnaby ciszej bo mamy małe dzieci".
Ale oni nie mają dzieci, mają bandę wściekłych bachorów, nad którymi nie potrafią lub nie chcą zapanować. Jaśnie państwo mieszkało wcześniej w domu jednorodzinnym z rodzicami, którzy na starość już mieli dość jaśnie państwa i ich pociech i pogonili ich do bloku (teraz mieszkanie wynajmują). I męcz tu się człowieku z takimi....Własnego hałasu są świadomi twierdząc, że dzieci tylko się bawią.
Morał z tego wszystkiego mam taki - rozmowy, prośby, droga prawna - nic nie dają, lub nie dadzą tyle co dobra wieża i porcja głośnej muzyki. Łomot za łomot. Chamstwo i buractwo uczy się wtedy norm sąsiedzkich bardzo szybko. Nie chcę tak robić, ale po prostu nie mam wyjścia.
Lubię dzieci, ale rozwydrzonych, rozpieszczonych bachorów wychowanych bezstresowo nienawidzę.