Zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

  • Autor wątku Autor wątku ania1977
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
No ale po co chcesz montować kamerę skoro nie masz zamiaru iść do sądu? Żeby sobie w tv zainstalować dodatkowy program?
 
nie, ale moze aby pokazac policji lub własnie ewentualnie w sadzie jesli nie znajdziemy innego wyjscia. Bardzo ci dziekuje za podpowiedz w mojej sprawie, amoze masz jeszcze jakies inne pomysły?
 
Przeczytałem już chyba wszystkie posty w ramach wątku, co mnie lekko pocieszyło, że nie jestem z tym problemem sam. Jak wielu ludzi wie, jak to miło mieć rodzinkę z 3 hałaśliwymi bachorami :mad: nad sobą....Celowo używam słowa "bachor", gdyż tych potworów (trolli, hałasoumilczy, gnomów), nie można nazwać dziećmi. Normalne dziecko nie napierd....w sufit od 7 do 23, z przerwami na siku. A normalni rodzice nie kupują dzieciom zabawek w postaci metalowych piłkek (!!!), kauczukowych piłek, piłek do koszykówki (!!), samochodzików wydających z siebie 1 mln decybeli (takie na dynamo) i nie pozwalają by dzieci napierdzielały tymi przedmiotami terroru w sufit od wschodu słońca do zachodu . Schemat dnia moich pierdzielniętych w głowę sąsiadów wygląda bowiem następująco:
godz. 6.30 pobudka małych trolli - na początek 40 odbić piłeczką stalową, 20 odbić piłeczką kauczukową (plus jest taki nie trzeba nastawiać budzika do pracy), dzieje się tak również w sobotę i niedzielę
godz. 7.00 przesuwanie mebli (po parkiecie bez dywanu), tam i z powrotem przez ok. 30 minut, krzeseł, stołków, taboretów, i czym tam jeszcze dysponują, odgłos jakby ktoś przejechał nożem po tablicy,
godz. 7.15 rozpoczynają sie skoki bachorów z kanapy (Małysza się chyba naoglądali), seria jebnięć w sufit skutecznie zastępuje dobrą kawę,
godz. 7.30 cała klatka wstrząśnięta płaczem i łkaniem bachorów, których ktoś próbuje zabrać do szkoły (schodząc budzą niedobitków waleniem w poręcze - kto słyszał ten wie co to znaczy)
od godz. 8 do 16 nie wiem co się dzieje, bo jestem w pracy
godz. 17.00 bachory chyba już są bo do 19 trwa codzienny galop, wyścigi kończą się festiwalem piłek.
od godz. 19 do 21 cisza kompletna (do domu wraca chyba ojciec), ciszą przed burzą :o
Człowiek kulturalnie ma nadzieję na spokojny wieczór po całym dniu pracy, bierze więc do ręki książkę, gazetę, popija lampką wina. Chwila błogiej ciszy trwa krótko.
od godz. 21 skumulowana w tych małych potworach energia z godz.19-21 daje upust w postaci meczu koszykówki, co oznacza 102020 walnięć piłką w sufit. Rodzice są w domu, ale wszystko im wisi. Najlepsze jest to, że mają półroczne dziecko (oprócz tego jest jeszcze 5 letni i 8 letni bachor), chyba podają mu psychotropy żeby spał.
od godz. 22 matce przypomniało się że musi zrobić pranie (chociaż jest w domu cały dzień bo ma macierzyński). Wirowanie do 23
Dzień kończy się o godz. 23. Czasami bachor budzi się w nocy (godz. 3-4 nad ranem), czym oznajmia światu serią walnięć ulubioną stalową piłeczką w sufit (!!!!). A teraz kilka zdań o tym, jak z tym walczyliśmy:
1/ bardzo skuteczne było używanie kolumn wieży położonych na szafę - 10 min. dobrej muzyki skutecznie uświadamiało rodzicom bachorów, że nie są sami w bloku (próbowali nawet schodzić do nas, ale dali sobie spokój - utknęli w pół drogi - tylko czekaliśmy jak do nas zapukają).
2/ próby mediacji nic nie dały - mimo wielokrotnych prób rozmowy, po prostu nie otwierali potem drzwi, udając że ich nie ma (wiedząc co się święci) - chwilę po tym następowała błoga cisza (czyli jednak można)
3/ sąsiad nad nimi na 1 dzień wynajął znajomego bachora z rodziny, który od 20 do 23 urządził im niezły galop nad ich sufitem (dawał czadu to trzeba przyznać :grin:. Jaśnie państwo wyszło wtedy ze swojej jaskini, po czym sąsiada zrugali w stylu "możnaby ciszej bo mamy małe dzieci".
Ale oni nie mają dzieci, mają bandę wściekłych bachorów, nad którymi nie potrafią lub nie chcą zapanować. Jaśnie państwo mieszkało wcześniej w domu jednorodzinnym z rodzicami, którzy na starość już mieli dość jaśnie państwa i ich pociech i pogonili ich do bloku (teraz mieszkanie wynajmują). I męcz tu się człowieku z takimi....Własnego hałasu są świadomi twierdząc, że dzieci tylko się bawią.
Morał z tego wszystkiego mam taki - rozmowy, prośby, droga prawna - nic nie dają, lub nie dadzą tyle co dobra wieża i porcja głośnej muzyki. Łomot za łomot. Chamstwo i buractwo uczy się wtedy norm sąsiedzkich bardzo szybko. Nie chcę tak robić, ale po prostu nie mam wyjścia. :(

Lubię dzieci, ale rozwydrzonych, rozpieszczonych bachorów wychowanych bezstresowo nienawidzę.
 
Ostatnia edycja:
Tu się ośmiałam jak.... norka : "Jaśnie państwo wyszło wtedy ze swojej jaskini, po czym sąsiada zrugali w stylu "możnaby ciszej bo mamy małe dzieci". :grin:
To się nadaje do kabaretu :-)

Z tego co piszesz, to nie dziwię się, że te "dzieci" nazywasz tak , a nie inaczej. Normalnie masakra jakaś. W porównaniu z nimi, te "moje" piętro wyżej to aniołki.... Choć tez mam ich (a szczególnie jednego) serdecznie dość.

Tak mi przyszło do głowy, że jeżeli oni wynajmują to mieszkanie, to czy nie można by skontaktować się (np. przez administrację) z właścicielami mieszkania i przedstawić im problem. Może bedziesz mieć szczęście i trafisz na ... normalnych ludzi. A najlepiej zaproś właścicieli do siebie , jak te małe gnomy dają czadu.
Wiesz, spróbować nie zaszkodzi.
 
a może wynajmują na czarno? pogadaj z właścicielem, powiedz, że chcesz zgłosić ich zachowa nie na Policję może wpłynie na nich
 
;) jak ja się cieszę, że nie jestem sama!!! mam dokładnie takie sam problem... tyle, że dzieci nie mają już 2-3 latek... choć uważam, że i nad takimi dziećmi można zapanować. sama mam dziecko i potrafiłąm mu wytłumaczyć, że pod nami mieszkają inni ludzie... i jakoś nigdy do mnie nikt na skargę nie przyszedł!!! nie miałam problemu z egzekwowaniem umiaru w czasie zabaw... a dziecka wcale nie wiązałam! wszystko jest kwestią kultury osobistej rodziców. ale wracając do tematu - sąsiedzi mają uroczą dwójkę dzieci - jedno, które rozpocznie niedługo naukę w szkole podstawowej, nadal lata po mieszkaniu, jakby je coś opętało... (gdy miało 2-3 latka, tłumaczyłam sobie, że za kolejne dwa wyrośnie i problem się sam rozwiąże... niestety, próżne nadzieje - nie wyrosło), i drugie - kończące niedługo podstawówkę... i z uporem maniaka trenujące grę w piłkę nożną w mieszkaniu! odbija piłką o wszystko... szczególnie, gdy "mamuśka" uda się na dłuuuugie zakupy. wówczas daje upust swojej pasji i robi sobie np. bramkę z drzwi od łazienki i naparza w nie bez zmiłowania... a całości dopełniają rodzice, którzy chodzą jak dwa słonie i jedyną ich reakcją na nasze uwagi, było stwierdzenie, że nie potrafią lewitować... (a szkoda!) gdy "mamuśka" jest sama (bo "tatuś" często wyjeżdża), wówczas hulaj dusza - piekła nie ma. a to, że w moim domu żyrandole się huśtają, to zupełnie nikogo nie obchodzi. staram się codziennie cierpliwie znosić te uciążliwości, ale czasem mam juz tak dość, że zbieram się na odwagę i dzwonię lub idę z prośbą o odrobinę spokoju... ostatnio wróciłam z pracy ok. 17.00. kompletnie wykończona, bo miałam ciężki dzień... a tu nad głową stado dzikich koni... lata z kąta w kąt! i tupie i wali... czekałam do 20.30., głowa mi pękała i we własnym domu szukałam choć jednego kąta, gdzie byłoby ciszej. niestety w końcu moja cierpliwość się wyczerpała. poszłam na górę, a "mamuska" ze zdziwieniem i pełnym niewinności spojrzeniem oznajmiłą mi, że oni mają tutaj przecież urodzinki i dziecko ma u siebie kilkoro dzieci-gosci... i co ona ma zrobić? a co ja miałam zrobić? :mad: wróciłam do siebie i miałam upragnioną ciszę... przez ok. 15 minut. i tak mija dzień za dniem... :help: a ja sobie wciąż powtarzam, że to się w końcu skończy...
 
Współczuję serdecznie wspaniałych sąsiadów. Słuchajcie, jeśli mieszkanie jest wynajmowane, to naprawdę jest szansa na pozbycie się takich ludzi. Trzeba chodzić do administracji, pisać pisma, pisać, chodzić i tak w nieskończoność. Powiadamiać dzielnicowego, itd. U nas wreszcie podziałało. Wyobraźcie sobie, że właścicielka pod wpływem nacisków ze strony zarządu wspólnoty wypowiedziała umowę naszym "milusińskim" i nad głową nam już nikt nie łupie!! :) Okazuje się, że również podłoga jakoś mniej akustyczna jest jak normalni ludzie po niej chodzą i jest po prostu cicho.
Trzymam za was wszystkich kciuki, żeby udało się Wam wygrać. Sama już byłam bliska totalnego załamania, ale udało się jakoś. Do tej pory jednak mam lęki, kiedy coś mocniej stuknie, to podskakuję...
 
Witam, nie czytałam całego wątku, bo trochę tych stron jest, a mam 4 miesięczne dziecko pod opieką. No właśnie. Mam pod sobą takich lokatorów o których tu mowa, dzieciak ok 2-3 lata i hałas o którym nie raz już tu pisano, codzienne pobudki o 6 rano itp. ale najgorsze jest to, ze moje małe dziecko nie może czasami zasnąć, czasami budzi się w czasie wariacji bachora z dołu, w ciągu dnia nie mogę odpocząć, jak wiadomo w nocy wstaję do dziecka, więc w dzień czasami chciałabym się zdrzemnąc itp,.itd.Próbowałam już pisac do Adm., potem rozmawiałam z właścicielem mieszkania, który finalnie stwierdził to, co tzw. mamuśki bezstresowo wychowujące swoje dzieci, ze dziecko to dziecko i szalec musi! Zastanawiam się nad donosem do US na właściciela mieszkania, który na pewno nie płaci podatku z tytułu dochodów z wynajmu, może to pomoże? I powiedzcie czy warto zainwestować w adwokata i skierować sprawę na drogę sądową? A może wystarczy sam adwokat i się wystraszą? Dążę oczywiście do tego, zeby wywalili tych lokatorów na bruk, nie po to kupiłam mieszkanie, żeby nie móc w nim spokojnie wychowywać swojego dziecka (które nie zatruwa życia sąsiadom)
 
Ale sam adwokat do czego? Adwokat to do jakiejś sprawy.
 
Zaraz, to ten "bachor" mieszka pod Tobą ? To w takim ukłazie Ty masz przewagę nad sąsiadami. Mieszkasz NAD nimi :tuptup:
 
Tak, mieszkam nad nimi, ale mam małego dzieciaka i nie mogę np. puścić na max muzyki itp. Ostatnio zaczęłam chodzić po domu w butach na obcasie, ale ilez można? A oni mają nade mną tą przewagę, ze wstają codziennie o 6 albo i przed i wtedy mały daje czadu, budzi nas codziennie, co z tego, ze ja w ciągu dnia będę im hałasować, skoro ich to wtedy nie rusza...
A adwokata miałam na myśli po to, żeby ich (tzn.właściciela mieszkania) przestraszyć, że albo w końcu wyrzuci swoich lokatorów albo skontaktuje się z nim mj adwokat (pod pretekstem, że skierowałam sprawę na drogę prawną, taka mała podpucha. Nie wiem sama, mam już tyle tak dość, że chwytam się różnych sposobów...Moim celem tak naprawdę nie jest uciszenie sąsiadów (bo tego już próbowałam) ale zmuszenie właściciela do wypowiedzenia im umowy najmu - i to raczej na własciciela szukam haka...a przy okazji staram się zatruć życie Najemcom.
 
Agata_kiddy napisał:
a przy okazji staram się zatruć życie Najemcom.

Jakie to polskie ... Nie pomyślałaś, że może sąsiad z dołu jest sprytniejszym "ząłatwiaczem" i możesz nagle zostać ukarana?
Pomyślałaś również, że za kilka miesięcy Twoje dziecko też może zostać nazwane przez kogoś bachorem?
 
forg napisał:
Jakie to polskie ... Nie pomyślałaś, że może sąsiad z dołu jest sprytniejszym "ząłatwiaczem" i możesz nagle zostać ukarana?
Pomyślałaś również, że za kilka miesięcy Twoje dziecko też może zostać nazwane przez kogoś bachorem?

Temat wałkowany juz od kilku lat. Nie tylko w tym wątku.

Rozumiem przedmówczynię, wiele osób z tego forum (ja też) ma takie czy inne przejścia z "cichymi-inaczej" dziećmi, sąsiadami.
Człowiek w końcu nie wytrzymuje. Ile można... Ja juz 5 lat muszę znosić mniejsze i większe ekscesy "milusińskiego". A czym starszy tym gorszy .

Agato, tylko mam nadzieję, że jak Twoje dziecko zacznie chodzić, to przypomnisz sobie to, co Ty musiałaś znosić i będziesz wychowywać dziecko tak, żeby nie było zmorą i powodem frustracji dla sąsiadów :)
 
Jestem tą sąsiadką z góry, na którą wzywana jest policja co parę dni. Za to, że idę w nocy do toalety. Dziś wróciłam ze szpitala po ciężkim ataku astmy po 22 i padłam spać.O 23.00 poszłam do toalety i dalej spać a o 23.30 policja obudziła mnie dzwonkiem do drzwi że słychać walenie w podłogę. Pytam, dlaczego mnie budzą i czy słyszeli - oni nie są od słuchania. Ale stwierdzili, że będę miała sprawę w sądzie. Jutro ubezpieczam mieszkanie wysoko i wyjeżdżam na święta pozostawiając pęknięta rurę. Sąsiadka dopiero po remoncie i mam nadzieję, że te podwieszane sufity spadną jej na łeb i zacznie myśleć. Ja mam dość. Wypowiadam wojnę.
 
Witam,
mam taka sytuacje podobna z sasiadem-najemca, ktory wręcz 'szczuje' dziecmi w sposob taki, ze wypuszczaja dzieciaki przed tarasy z piłką, ktora wpada na nasz taras. Wtedy wskakuje starszy dzieciak albo ojciec po pilke na nasz taras. Tak jest od 2 lat i sie nie mozemy dogadac. Do tego Prezes Zarzadu Wspolnoty powiedzial, ze mu to nie przeszkadza i regulaminu porzadku nie bedzie. My jestesmy juz zdenerwowani bardzo. Chodza po murku tarasu - tez z matką, ktora powiedziala, ze jak bedize chciala to i grilla na naszym tarasie zrobi. Zaglądała w nasze okna 3 razy będąc na murku tarasu. Dzielnicowy zostal przeze mnie zaproszony do domu i pokazalam mu te tarasy.
Dzielnicowy zaproponowal przegrode tarasu i regulamin porzadku. Prezes Wspolnoty nie zgodzil sie na to i to powiedzial mojemu mezowi, ze policja nie moze mu nic nakazac. Adwokat doradzil, ze co do sasiadow i ich dzieci zastosowanie może mieć art. 105 par . 1 kodeksu wykroczen. Za wykroczenia dzieci odpowiadaja rodzice.
Wiem, ze dzielnicowy byl u sasiadow a sasiadka powiedziala, ze dzielnicowy nas wyśmiał...Dzis zadzwonie do niego i sie spytam czy tak rzeczywiscie bylo.
Tez mi znajoma doradzila, zeby zlozyc zawiadomienie na policji, na piśmie.
Dodam, ze mam dziecko i nie wypuszczam go na taras ze względu na jego bezpieczeństwo i szanuje spokoj innych. Zawsze mu powtarzam, jak tylko hałasuje, zeby nie krzyczał bo to może denerwować innych. Szanuje spokoj innych i tego samego mam prawo wymagać.
Pozdrawiam
 
Ostatnia edycja:
To, to Twoje dziecko ma reżim i smutne dzieciństwo, pewnie też by pograło w piłkę z innymi dziećmi...
:o
 
tak przychodzi mi do głowy jedna refleksja...wróć komuno ze swoim budowaniem :-)
ja mieszkam właśnie w takim bloku, czterech muszkieterów i pies (plus ja ) na niecałych 50 metrach....a jak schodzę na dół, sąsiadki się pytają, gdzie mam dzieci, bo ich nie słychać (ooj, jakie grzeczne:D )....
mój narzeczony wynajmuje mieszkanie, nowe budownictwo.... super miło ale...
nie było nic bardziej niespodziewanego, jak kiedyś sąsiad zwrócił mu uwagę, że za głośno się zachowujemy :o...ale teraz okazało się, że te nowe bloki to zmora...
od mieszkania pewnych sąsiadów dzieli go jeszcze inne mieszkanie, i cóż.... w nocy slychać, jak żona lekko podniesionym głosem ruga męża że wypił jeden kieliszek za dużo... a jak narzeczony rozmawia przez telefon, słychać go przy windzie (jakieś 30 metrów dalej)... akustyka po prostu the best!! najlepsza jest sąsiadka z pietra niżej, jej 12-centymetrowe szpile potrafią skutecznie wybudzić ze snu 3 piętra!!! dobrze że kupujemy dom i się przeprowadzamy, bo on tam dostaje szału... w kuchni słychać, jak u sąsiadów się czajnik gotuje... to dopiero mieszkanie pod "nadzorem" :-)
a tak przy temacie, ale całkiem poważnie:
ile czasu można prowadzić remont?
sąsiad wyżej miał usterkę rury, załatwił sobie z ekipą naprawiającą, że skuli ma całą glazurę i terakotę.. teraz metoda Adama Słodowego bawi się sam w remont (już ponad dwa tygodnie)...najgorsze jest to, że niemal cały dzień wierci dziura, zaczyna około 8 rano, kończy koło 19.... wierci blisko rur, wiertło się od nich odbija, więc echo idzie... rozumiem wszystko, ale ja pracuję w domu i chwilami mój mózg ma tego dosyć... czy jest jakiś czas na to, żeby zrobił te prace? czy czeka mnie całe lato w takich warunkach?
 
Ostatnia edycja:
GUCIO-59 napisał:
To, to Twoje dziecko ma reżim i smutne dzieciństwo, pewnie też by pograło w piłkę z innymi dziećmi...
:o

to dziecko jest przede wszystkim uczone szacunku do innych. Mieszkanie to nie boisko, żeby grać w nim w piłkę, to nie sala koncertowa, żeby grać na bębnach, pianinie .....
Nie jest to też wina starego czy nowego budownictwa. To wina dorosłych a ściśle rzecz biorąc rodziców tych dzieci. Bezstresowe chowanie przysparza reszcie niezłego stresa, ale to przecież nie ważne, grunt ich że dzieci są szczęśliwe.
Mieszkam w nowym budownictwie, nie ma w nim miejsca na plac zabaw więc administracja na prośbę rodziców wygospodarowała placyk na piaskownicę ławeczkę i huśtawkę (w odległości mniejszej niż przewiduje tu ustawa). Niestety dzieci jak to dzieci nie ograniczają się do zabawy w tylko tym miejscu (co mnie zresztą nie dziwi, maluchy wyrosły z piaskownicy) znudzone biegają po ścieżce pod samymi oknami sąsiadów (w tym moich) piszcząc, krzycząc, nawołując się, drąc się nie miłosiernie, grając w piłkę. Ze ścieżki która jest tylko dojściem do bramy zrobiły sobie tor rowerowo-deskorolkowy. W domu nie słychać co się do siebie mówi, nie słychać telewizora, radia. Tak jest popołudniu w tygodniu i całe dnie w weekendy. Można zapomnieć o zaproszeniu znajomych czy rodziny. Zamykanie okien jest jakimś wyjściem tylko jak wytrzymać w szczelnie zamkniętym mieszkaniu gdy na dworze jest 30 stopni C? Nadmienię tylko, że zaraz za płotem naszego budynku jest piękna łąka która ma być parkiem i jest idealnym miejscem do zabawy. Tylko że tam mamusie/tatusiowie musieli by się pofatygować z dziećmi a tak wypuszczają je na zamknięty teren a sami mają spokój ... niestety kosztem innych.
Jestem załamana ładną pogodą, cieszę się deszczem bo wtedy i tylko wtedy mam w mieszkaniu spokój i jesteśmy w nim sami tzn. bez stada nieproszonych dzieciaków.
:( Administracja nic nie chce zrobić, policja również. Nie wiem już co robić ale tak nie da się żyć !!!!!!!!!!!!!!!!!
 
onaonono napisał:
Nie wiem już co robić ale tak nie da się żyć !!!!!!!!!!!!!!!!!
Proste wyjście - wyprowadzić się na wieś... i po sprawie.
 
GUCIO-59 napisał:
Proste wyjście - wyprowadzić się na wieś... i po sprawie.

nie ja hałasuje więc nie ja powinnam się wyprowadzić. Im jest mało miejsca we własnym mieszkaniu i zawłaszczają wspólny teren. Domek na wsi z ogródkiem gdzie będzie można ryczeć do woli oni powinni sobie wybudować. Jak mieszka się wśród ludzi to należy zachowywać się po ludzku a nie jak stado baranów. Miejsce bydła jest na wsi.
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra