Zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

  • Autor wątku Autor wątku ania1977
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
dla mnie klaps to straszenie dziecka, stad zna granice, bo boi sie,ze oberwie znowu po tylku. i niby wie dlaczego? smieszne. nie bedziemy sie sprzeczac na ten temat. niech kazdy wychowuje jak uwaza. ja nie bylam bita, ani nie wiem co to klaps w pampersa. i wyszlam na ludzi. nie balam sie,ze oberwe w pampera, jak cos przeskrobie, za to jestem rodzicom wdzieczna, niestety tylko za to.

madzik-mozliwe,ze jestem przewrazliwiona, nie przecze. zycie rodzinne troche dalo mi popalic, wiec moze dlatego taka jestem. obiecalam sobie,ze nigdy nie bede taka jak moi rodzice. jak mialam 7 lat, wyjechali i do tej pory ich nie ma. moze stad to wszystko sie bierze. o plakaniu mialam na mysli wypowiedzi z poczatku watka. nie tyczyly sie Ciebie ksiezniczko. szukacie tu rozwiazan, a moze ktos z checia wywnioskowalby rozwiazanie dla siebie? np jak przekonac poltoraroczne dziecko BEZ KLAPSA do zalozenia kapci? argumenty-brudne skarpetki nie dzialaja. corka po pewnym czasie i tak zdejmie. czasem sie zapomina i lata,ale to co jakis czas. wiesz, dla mnie Twoje wypowiedzi nie maja sensu. wieczna klotnia z sasiadami, bo nie potrafisz sie z nimi dogadac. moze wlasnie to z Toba jest cos nie tak? moze tez byc,ze jestes przewrazliwiona i jedna z tych upierdliwych sasiadek, ktorym jedynym w bloku cos przeszkadza. kolezanki sasiadka na 12 rodzin, jako jedyna sklada pisma do spoldzielni,zeby dzieciakom zlikwidowac boisko do kosza, bo jej przeszkadza widok, pozniej bedzie narzekac, ze mlodziez siedzi przed klatkami,bo nie maja sie gdzie podziac.

paragraf-ja juz mowilam, tez byloby mi ciezko zniesc skoki narciarkie urzadzone przez dzieci. np dzisiaj o 6 mialam pilowanie na gorze. cisza, caly blok spi, a mnie budzi pila sasiada:) 2 pietra wyzej jest rodzina wielodzietna. potrafia wracac z tymi dzieciakami ok 24-1 i tam dopiero jest robta co chceta. krzyki wrzaski i dzieci i rodzicow. tak jakby wszystko mogli. czasami boje sie,ze corke mi obudza. tez jest to uciazliwe. tak jak dicho za sciana. jezeli udowodni sie wine oskarzonego, jezeli sad stwierdzi,ze biegajace dziecko musi miec kapcie, a jesli nie, to ma cos z tym zrobic, nawet tego nie skomentuje. sasiad bedzie musial sie do tego ustosunkowac i wtedy nikt nie trzasnie drzwiami przed nosem. a poki i spoldzielnia i dzielnocwy mowia, ze nic sie nie dzieje, to moze faktycznie tak jest?
 
atttttti, tylko jedna uwaga: to nie jest forum zajmujące się problematyką psychoterapeutyczną lub psychoanalityczną. Pomocy tego typu musisz szukać gdzie indziej.
Pozdrawiam
:)
 
Ostatnia edycja:
hahaha:)
Ty bardziej jej potrzebujesz. to nie ja mam problemy z otoczeniem i jego klimatyzacja. w kazdym miescie sa darmowe porady, terapie, zapraszam:) na pewno Ci sie przyda.

ja rowniez pozdrawiam:) nie wyprowadzisz mnie z rownowagi, ja tylko odpowiadalam na Twoje zarzuty.

te rozmowy zmierzaja do nikad. madry glupszemu ustepuje-zegnam madziu, powodzenia na terapiach, mam nadzieje,ze sasiedzi dadza Ci tak popalic,ze szybko TY zmienisz adres zamieszkania!


see ja!!!!;)
 
Ostatnią edycję dokonał moderator:
atttttti napisał:
te rozmowy zmierzaja do nikad. madry glupszemu ustepuje-zegnam madziu, powodzenia na terapiach, mam nadzieje,ze sasiedzi dadza Ci tak popalic,ze szybko TY zmienisz adres zamieszkania!


see ja!!!!;)

No i pokazałaś swoja prawdziwą twarz. Długo nie trzeba było czekać.
 
atttttti ty faktycznie mało co kapujesz z tego co tutaj się piszę.
Powtórzę jeszcze raz, mieszkanie nie jest od biegania, odbijania piłki itd.
Od tych czynności jest boisko, plac zabaw.
Sąsiedzi mają prawo do spokoju.
Mnie nie przeszkadza, że czasem coś dziecku upadnie, szurnie krzesłem, przebiegnie się raz bo to są odgłosy w granicach, trwające mniej niż sekundę i jeżeli mieszkam w bloku to muszę się z nimi liczyć.
Ale jeżeli przez godzinę, dwie słyszę bieganie, dudnienie jak stado koni kiedy nie mogę pracować, zrelaksować się po pracy, oglądnąć tv, skoncentrować się na jakiejś czynności to nie pisz bzdur, że przesadzam wyolbrzymiam. Nie ma takich mocnych którym by to nie przeszkadzało.
Jeżeli 20,30 kilkuletni rodzice tego nie rozumieją to powinno być tak jak w innych krajach - mandacik dla rodziców. Może skłoni to ich do refleksji. Mieszkają w bloku muszą liczyć się z sąsiadami. Jeżeli nie to niech sobie kupią domek na wsi.
Tak wiele się od nich nie wymaga, wyjść na godzinny spacer z pociechą aby wyładowało nadmiar energii, sami zaogniają konflikty. Tłumaczenie mój dom i robię co chcę i to są małe dzieci które muszą się rozwijać są błędne. Błędne są dlatego bo jeżeli czynisz komuś krzywdę to powinieneś za to odpowiedzieć.
 
matematyk1966 napisał:
.....Ale jeżeli przez godzinę, dwie słyszę bieganie, dudnienie jak stado koni kiedy nie mogę pracować, zrelaksować się po pracy, oglądnąć tv, skoncentrować się na jakiejś czynności to nie pisz bzdur, że przesadzam wyolbrzymiam. Nie ma takich mocnych którym by to nie przeszkadzało.Jeżeli 20,30 kilkuletni rodzice tego nie rozumieją to powinno być tak jak w innych krajach - mandacik dla rodziców. Może skłoni to ich do refleksji. Mieszkają w bloku muszą liczyć się z sąsiadami. Jeżeli nie to niech sobie kupią domek na wsi.
Tak wiele się od nich nie wymaga, wyjść na godzinny spacer z pociechą aby wyładowało nadmiar energii, sami zaogniają konflikty. Tłumaczenie mój dom i robię co chcę i to są małe dzieci które muszą się rozwijać są błędne. Błędne są dlatego bo jeżeli czynisz komuś krzywdę to powinieneś za to odpowiedzieć.

O rany, to ja chyba "świętą" niedługo zostanę:help: Bo muszę wytrzymywać czasami więcej jak 3 godziny bieganiny "stadka koni" .Koszmar.....
"Moim" dzieciakom z góry godzina spaceru niestety nie pomaga, mam wrażenie, że wręcz przeciwnie :tuptup:

Ale suma sumarum masz racje Matematyku:)
 
marwika 2 godziny to ja słucham na tygodniu, specjalnie zostaję dłużej w pracy żeby tylko tych bachorów nie wysłuchiwać i się nie denerwować. o 18.00 jestem w domu - one się kładą spać przed 21.00. W weekendy trzeba się ewakuować gdzieś bo cały dzień biegania i hałasu. Czyli jestem gościem we własnym domu de facto.
Czytam teraz na różnych forach o ludziach z tymi samymi problemami co ja, jak muszą leczyć siebie i swoje dzieci z nerwicy, bo "bandyci" z góry ich maltretują hałasami. Wpadają przez te hałasy w apatie czy depresję.
muszę się wyprowadzić bo nie chcę stracić zdrowia, koniecznie ostatnie piętro w budynku
 
ja także myślę z utęsknieniem o ostatnim piętrze. smutne to, że człowiek musi uciekać z własnego mieszkania, żeby mieć odrobinę spokoju.
 
Ostatnia edycja:
Ale dach lubi przeciekać :wink:

Co tam przeciekający dach, wiaderko się podstawi i już :ok:
Ale za to łomotu nie będzie. Jedynie plusk kapiących kropelek z sufitu:)
 
można ubezpieczyć mieszkanie (już to przerabiałam), a wtedy SM szybciutko naprawia szkody. później tylko małe malowanko zostaje do zrobienia, a jak się samemu zrobi to i trochę "talarków" w kieszeni zostanie :-)
 
Ostatnia edycja:
W moim mieszkaniu, z krótkimi przerwami, mieszkam ok. 28 lat. Z sąsiadami żadnych konfliktów przez cały ten okres. Sąsiad nade mną ściągnął swoje "dorosłe" dzieci (ponoć budują się i w ten sposób do czasu ukończenia budowy, "przechowują" się). W efekcie, na 60 metrach kw. mieszka 6 dorosłych osób, i dwoje dzieci. Jedno nie ma dwóch (chłopczyk), drugie ok 6 lat (dziewczynka). Moje życie, prywatne i zawodowe, jest podporządkowane od momentu wprowadzenia się pary z dziećmi sąsiadom i cirka about wygląda to tak:
1. dzień powszedni
Po 6 rano chłopczyk zaczyna się bawić. Jak powiedziała mi jego mama, on przedmioty może rzucać na podłogę cały dzień, taki „obseszyn” ma . Wiadomo, fajniej jest rzucać tam gdzie nie ma dywanu czy chodnika, jego rodzice wtedy śpią, nikt nie wpadnie na to, żeby posadzić go na kocu choćby, inteligencję rodziców to już przerasta. Wyżej napisał ktoś, że armata by go nie zbudziła jak się napracuje. Prawdziwy zuch, szacun. Mój sen kończy się z chwilą pobudki młodszego dziecka nieodwołalnie i trwale. I nie muszę się z tego tłumaczyć lub z tego powodu źle się czuć.
Ok. 6.30, a przed 7 wstaje dziewczynka. Ona jest duuużo bardziej utalentowana niż jej młodszy brat. Jej mama powiedziała mi, że lubi tańczyć, śpiewać, może to powoduje przeszkadzający mi hałas, ale to przecież nic strasznego, to przecież dziecko, ładniutka blondyneczka, po prostu aniołeczek. Otóż, proszę mamy, i was którzy czytacie, jest inaczej. Dziecko zaczyna biegać, czasem boso, czasem w kapciach. Czasem wkłada buty i biega w butach. Biega po całym mieszkaniu, i kiedy dotrze do ściany, bieg kończy skokiem na dwie nogi, odwraca się, i z powrotem do następnego skoku. Ok. 7.30 robi się perwersyjnie cicho, idzie do przedszkola. Ja do pracy.
Po 16 ja wracam, i ona też. Młodsze dziecko bawi się po swojemu, o tej porze nie przeszkadza mi. Aniołeczek zaczyna biegać, skakać, szurać, podskakiwać. Godzinami. To jakiś akustyczny fenomen bloków z wielkiej płyty, ale dla moich sąsiadów ten hałas nie istnieje. Ja się czuje, jakby mi ktoś włożył na głowę garnek i stukał pokrywką. W domu nie da się: czytać, słuchać muzyki, oglądać tv, w spokoju zjeść, skupić się, zrelaksować po pracy. To jest proces który narasta miesiącami i kumuluje się. Skutkuje permanentnym zmęczeniem, rozdrażnieniem, rozkojarzeniem. A dlatego, bo przychodzi weekend, a w weekend nie chodzi się do przedszkola. No i nie da się też odpocząć.
2. weekend
Piekielny tandem zgodnie współpracuje ze sobą na rzecz swego niczym nie skrępowanego rozwoju przez zachowywanie się jak małpy cały dzień. Ups, dziewczynka cichnie kiedy braciszek zalega na zasłużoną drzemkę. Czyli jednak da się. Jakiś czas nawet w tej ciszy wytrzymuje. Jest więc szansa, że zachowanie spokoju dzieje się bez skutku dla jej delikatnej psychiki i nie pozostawi na niej żadnych śladów.
Efekty zaniedbań wychowawczych dzieci:
Od półtorej roku nie wyspałem się w domu. Nie miałem spokojnego dnia, poranka, wieczoru. Coraz gorzej radzę sobie z powodu przemęczenia i rozdrażnienia w pracy. Nerwice lękową, i nerwicę serca miałem wcześniej, ale teraz całymi dniami biorę leki, mimo że wcześniej radziłem sobie doskonale bez, wystarczyła muzyka zamiast tabletek, i spędzenie miłego wieczoru ze swoją dziewczyną, wspólna pobudka o 9 w weekend, nie wymuszona niczym. W domu czuję się zaszczuty. Nie mogę sobie pozwolić na utratę pracy, ani pogorszenie stanu zdrowia, tym bardziej, że to co się dzieje, to NIE JEST moja wina, ani moje widzimisię.
Rozmawiałem z nimi, spokojnie, uprzejmie, 4 lub 5 razy, w końcu się znamy – efekty trwały jeden dzień. Uważam, że postępują złośliwie. Z mojej strony nie było żadnego rewanżu, zemsty.
Ja też mam dziecko, dziś ma 14 lat, ale gdybym był ojcem, który nie wie jak spowodować, żeby jego dziecko włożyło kapcie lub przestało biegać,to nie byłbym ojcem, tylko ojcem jak z koziej du… trąba. Pozdrówka więc nie nadające się na ojców i matki trąby. Oglądam takich jak wy w telewizji w programach z serii supernianiu ratuj. „To przecież dziecko, musi biegać,itd.,itp. Dzięki wam przybędzie światu nie liczących się z nikim i niczym niedostosowanych, nie uznających i nie znających społecznych norm ofiar waszego g…wartego bezstresowego, bezpłciowego, bezsensownego „wychowania”, ale bardziej pasuje tu wyraz hodowla. To, że dziecko nie może czegoś robić, od najmłodszych lat, bo tak chcą jego rodzice którzy notabene o tym decydują, nie znaczy że czyni się je w ten sposób nieszczęśliwym. To nie prawda, że nie można wyegzekwować tego, tamtego, bo dziecko nie chce, bo się buntuje. Wy tego nie chcecie, bo gdybyście chcieli – dalibyście z pożytkiem dla dziecka radę.
Moi sąsiedzi nie zdają sobie sprawy, że ja, najspokojniejszy sąsiad na klatce, mogę bez problemu odebrać ich dzieciom sen, spokój. A tym samym i im samym. A bywa, że taka wizja kręci mnie bardziej niż sex ;)
Ale ja wiem, jakie różne skutki wiążą się z różnymi działaniami. Wy myślicie, że jeśli nauczyliście się wycierać dzieciom tyłki to już możecie być z siebie dumni.
 
Łał! Jestem pod wrażeniem:o

Wyrazy współczucia, bo....cóż mogę więcej.
Co do rodziców tamtych i im podobnych masz całkowitą rację.... niestety .
 
Wczoraj po raz pierwszy od daaaawna (wlasciwie to nie pamietam ile to jest juz tego "dawna") nade mna bylo spokojniej. Co wiecej, biegajace dziecko bylo nieszczesliwe wczoraj i plakalo. Czyzby rodzice przypomnieli sobie ze maja dzieci na stanie ? Bo ja dotad myslalem ze tam jest tylko pasnik, kran do picia i i niezmierzone przestrzenie do biegania i skakania..
 
Chcialbym. To byl jeden dzien, wczoraj i dzis jest juz normalnie. Przyjechali w odwiedziny do mnie rodzice i tez zostali zbudzeni po 6.
Czytalem w kilku miejscach w necie w oburzonym tonie pisane posty mamusiek bezgranicznie zakochanych w swoich hodowanych przez siebie dzieciach. G... maja do powiedzenia ponad to, ze ich dziecko biega i skacze, i bedzie biegac i skakac, bo dziecko ma swiete prawo biegac i skakac, a juz dziecko kazdej z nich ma najswietsze do tego prawo. To jest ich mieszkanie, a nie sasiadow prywatny blok.Ci ponizej mieszkajacy to jakies ufo, dziecko im przeszkadza, ja rozumiem,ze moze przeszkadzac glosna muzyka, studenci bawiacy sie, pijacy awanturujacy sie. Ale dziecko ?? Jedna z pan, wspierana przez inne, nawrzeszczala na taka uspokajajaca swoje dziecko, ze jak ona moze dziecku uwage zwracac,toz to dziecko, to co, ma do kaloryfera byc przywiazane ?..Mi, ktory wystepuje tu jako tenze ufo, nie przeszkadza, kiedy dziecko placze, kiedy sasiadka wstaje o 3 rano i kolebie szczawia w lozku. Ja takie niedogodnosci rozumiem. Ja nie kaze dziecka uwiazywac do kaloryfera. Mi przeszkadza wielogodziny,uporczywy,nie dajacy sie wytrzymac mimo najszczerszych checi halas, wywolany tupaniem, skakaniem,bieganiem, przerywany rzucaniem przedmiotow. Od ktorego ucieczka jest zagluszenie go, lub wyjscie z domu. Halas ten powoduje ze w domu siedze na lekach uspokajajacych nieraz, a najgorzej jest w weekend, kiedy chcialoby sie odpoczac, wyspac, bo przeciez za to ze w tym dobiegajacym z gory halasie sie mieszka trzeba miec czym zaplacic,a wiec chodzi sie do pracy, i gdzies trzeba odpoczac. Ten halas nie jest slyszalny z miejsca z ktorego jest produkowany. Jest slyszalny donosnie i wyraznie zaraz ponizej. Kiedy czytam takie panie, nasuwa mi sie jeden wniosek. Sa kobiety, ktore gdyby byly tylko odrobine glupsze, biegalyby po podworku z kurami i dziubałyby ziarno. Jestem swiecie przekonany,ze gdybym nagral wyczyny ich dzieci na dyktafon, i puszczal im je z przysunietych do sufitu kolumn, nie za dlugo potrwaloby, a przyszlaby gora do Mahometa...
 
"Są kobiety, które gdyby byly tylko odrobine glupsze, biegalyby po podworku z kurami i dziubałyby ziarno"

:D:ok: Dobre, dobre :-)
 
wielka.woda mam tak samo. Teraz piszę kolejne pismo do administracji, że jak nic z tym nie zrobią (musi być jakiś bat na takich lokatorów) to mają zlecić badania izolacyjności czy są spełnione normy, za co płacę czynsz? płacę to wymagam. Skoro ich zdaniem nadmierne skakanie, bieganie, tupanie, rzucanie przedmiotami w bloku to nic złego to po prostu izolacyjność nie spełnia wymogów i mają to wyciszyć. Norma hałasu w mieszkaniu to 40 db w dzień a ja mam takie huki jakby stado koni obok przebiegało. Drugie pismo idzie do dzielnicowego, żeby skierował sprawę do sądu grodzkiego art 51 kw.
Co do mamusiek, szkoda komentować różowe lale bez wyobraźni. Tak naprawdę to idylli i zgody niewiele potrzeba, zakupić do pokoju dziecięcego dywan, dać gumowe podkładki pod krzesła, tłumaczyć,żeby nie biegały a jak widać, że rozpiera ich energia przez dłuższy czas to wyjść na spacer - korona z głowy im nie spadnie. To jest normalny stan rzeczy, na zachodzie gdzie jest wysoka kultura to rodzice tak robią. Ciekawe gdybym ja mieszkał nad nimi, biegał, rzucał przedmiotami - dzieci by były znerwicowane od tego, oni również. Trochę wyobraźni i kultury osobistej. Jak się tego nie ma to musi być jakiś bat na chamstwo, kara pieniężna - raz, drugi wtedy by to odczuli, że nie są bezkarni.
Jeżeli się nie poprawi to po prostu na każde ich dłuższe hałasy (do godziny czasu będę tolerancyjny) wyciągam wiertarkę udarową i wiercę w specjalną podkładkę przy suficie. Dzieciaczki będą miały ból głowy tak jak ja mam codziennie. Na każde końskie chodzenie po 22.00 mamusi i tatusia będę chodził "po suficie" odbijając piłkę koszykową w sufit gdzie te dzieci śpią. Chamstwo niestety trzeba tępić chamstwem, skoro nic inne nie przynosi efektu
 
Mój dawny kolega, bardzo kulturalny, miły i sympatyczny facet na codzień, gdy pewne rzeczy doprowadzały go do "szewskiej pasji" , na które nie było juz rady mawiał: "na chama trzeba chama".
Bo gdy nie mógł pewnych rzeczy załatwić normalnie, polubownie, grzecznie, gdy "tamta" osoba była chamska, bez krzty ludzkiego odruchu,gdy nie rozumiała LUDZKIEGO języka ,to poprostu dostosowywał się do poziomu tamtej osoby/osób.
 
Ostatnia edycja:
hej.
ja mam z kolei inny problem.
otoz mieszkam w mieszkaniu razem ze wspolokatorami. Ja pracuje w godzinach 8-18, reszta tez albo pracuje w tych samych godzinach co ja albo jest na zajeciach na uczelni.
od jakiegos czasu nachodzi nas sasiad z dolu zarzucajac nam NOTORYCZNE dudnienie, przesuwanie mebli, glosne przemieszczanie sie, bieganie itp. w godzinach od 8 do 20.
Zaznaczam w tym miejscu ze NIKT z nas nie urzadza w mieszkaniu zadnych imprez. Wszyscy jak przychodza z pracy/zajec robia obiad i rozchodza sie do pokoi gdzie spedzaja reszte dnia i napewno nikt nie biega, skacze itp. Jestesmy powaznymi ludzmi.. mamy po 23-25 lat. NORMALNIE korzystamy z mieszkania. W sposob najnormalniejszy na swiecie chodzimy, nie puszczamy glosno muzyki, nie przestawiamy zadnych mebli (!) W naszym odczuciu nie robimy nic co zaklocaloby spokoj w ciagu dnia. Wiadomo, ze moze sie zdarzyc czasami ze cos komus upadnie itp. ale to jest naprawde bardzo rzadkie. Sasiad zarzuca nam ze dudnimy az mu sie zyrandol trzesie, co jest dla nas nie do pomyslenia. To jest wrecz niemozliwe. Czasami mam wrazenie ze on chce nas przykleic do krzesel i najlepiej jakbysmy w ogole nie chodzili bo mu to przeszkadza! Dodam ze na podlodze mam parkiet i prawie wszedzie dywany. Juz nie mam sil poprostu. Nasyla policje, pisze skargi do spoldzielni, ostatnio zostawil mi w skrzynce wyciag z regulaminu spoldzielni o korzystaniu z mieszkania i obowiazku zachowania spokoju.
Wczoraj byl u mnie w mieszkaniu (dodam ze byl w stanie wskazujacym na spozycie %) i zarzucal mi ze w godzinach od 8 do 19 mu biegamy i nie pozwalamy funkcjonowac. Tlumaczylem mu ze przeciez nas w tych godzinach nie ma w mieszkaniu, ale on wie swoje i nic do niego nie dociera.
Zauwazylem ze nade mna czesto slychac jakies stuki. Mi one nie przeszkadzaja. Czy to mozliwe zeby on slyszal stukania przez 2 pietra?

Z sasiadem nie da sie normalnie rozmawiac. On wie swoje. Jest halas, ma to NAGRANE! Jako ludzie mlodzi stoimy na straconej pozycji. Wiadomo jaki jest stereotyp. Sasiad mieszka w mieszkaniu pode mna juz okolo 20 lat.. podczas gdy ja od lat kilku, wiec wszyscy sasiedzi (nawet jesli nic nie slysza) murem stana za nim.
Dodam ze wynajmuje pozostale pokoje w mieszkaniu "na czarno" wiec nie za bardzo chce sie wychylac. Ale chcialbym jakos to rozwiazac. Prosze o jakas porade.
 
"Czy to mozliwe zeby on slyszal stukania przez 2 pietra?"

Nie wiem jakie to budownictwo, gdzie mieszkasz, ale ja mieszkam w tzw. "nowym" budownictwie (nowe wcale nie znaczy lepsze) i gdy dzieciak dwa piętra wyżej ode mnie , skacze i biega, krzyczy, to ja to wszystko słyszę. Może lampa u sufitu mi nie "brzęczy" , ale łomot ,dudnienie i krzyki dobrze słychać. Jak ja to słyszę, to sąsiedzi nade mną chyba korki w uszach mają i relanium łykają na okrągło.

Takie odgłosy, to czasami nie wiadomo skąd dochodzą. I ciężko namierzyć winowajcę. Jeżeli jesteście tak spokojni i cisi jak piszesz, a akustykę macie podobną do mojej :tuptup: to sąsiad może faktycznie słyszeć odgłosy z innego mieszkania : z boku, z dołu, 2 piętra wyżej.
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra