Allegro- zgubiony list zwykły

  • Autor wątku Autor wątku vjarek
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Shocked napisał:
Chyba mamy całkowitą niespójność między Twoim stanowiskiem a prawdą, którą wskazał Ci Cedwah.
"Chyba" jest tutaj słowem kluczowym. Proponuję po prostu po kolei przeczytać wszystkie moje posty z uwzględnieniem tych do których się odnosisz i kontekst do którego one się odnoszą (kontekstem będą posty innych użytkowników i przepisy prawa).
W skrócie konkluzja powinna być taka:
Moment wydania w k. c. jest zasadą. W przepisach dot. sprzedaży konsumenckiej nie ma od tej zasady wyjątku ponieważ nie reguluje ona tej materii. 10 dniowy termin od "chwili wydania" powinien być interpretowany w ten sposób, że chodzi o wydanie towaru konsumentowi. Chwilą wydania przez sprzedawcę którą musi wykazać w odniesieniu do tego, ze spełnił świadczenie jest chwila wydania towaru przewoźnikowi (zgodnie z k. c.). Te dwa wyrażenia w obu aktach prawnych nie są tożsame i nie odnoszą się do tego samego.

Bardziej szczegółowo jest to opisane w poprzednich postach. Jeżeli po przeczytaniu poprzednich postów moich + m. in. cedwaha/ Masseratti #120 nie zrozumiesz tej problematyki to nie jestem w stanie Ci pomóc. Musiałbyś w takim przypadku szerzej zapoznać się z prawem cywilnym.
 
Ostatnia edycja:
Art. 544. kc wyraża tzw. teorię wysłania: "(...) wydanie zostało dokonane z chwilą, gdy w celu dostarczenia rzeczy na miejsce przeznaczenia sprzedawca powierzył ją przewoźnikowi trudniącemu się przewozem rzeczy tego rodzaju (...)". Kodeksowe "wydanie" ma zastosowanie do relacji obustronnie profesjonalnej i obustronnie nieprofesjonalnej. Nie ma zastosowania do relacji przedsiębiorca-konsument.
 
cedwah napisał:
Nie ma zastosowania do relacji przedsiębiorca-konsuemnt.
Art 544 k.c. ma zastosowanie do relacji przedsiębiorca - konsument. Chwilą wydania towaru przez przedsiębiorcę jest chwila wydania rzeczy przewoźnikowi. To nie zmienia faktu, iż termin 10-dniowy jest liczony od chwili odebrania towaru przez konsumenta od przewoźnika. Jeżeli twierdzisz, że dany przepis kodeksu nie ma zastosowania i wchodzą w jego miejsce jakieś przepisy szczególne to mógłbyś podać podstawę swojego twierdzenia ze wskazaniem tych przepisów. Takich regulacji nie ma.
Na marginesie - odpowiedzialność za ewentualne uszkodzenia w trakcie transportu również obciążają kupującego - konsumenta z uwagi na fakt, iż rzecz została mu wydana w chwili powierzenia przewoźnikowi.
 
vaxax napisał:
mógłbyś podać podstawę swojego twierdzenia ze wskazaniem tych przepisów. Takich regulacji nie ma.

Dyrektywa 97/7/WE PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY z dnia 20 maja 1997 r. w sprawie ochrony konsumentów w przypadku umów zawieranych na odległość.
Artykuł 6 Prawo odstąpienia od umowy
1. W przypadku każdej umowy na odległość konsument może, w terminie ustalonym na co najmniej siedem dni roboczych, odstąpić od niej bez żadnych sankcji i bez konieczności podawania powodu. Konsument nie może ponosić z tytułu wykonywania swego prawa odstąpienia od umowy żadnych kosztów poza bezpośrednimi kosztami zwrotu towarów.
Terminy wykonywania tego prawa biegną:
- w przypadku towarów, od dnia ich otrzymania przez konsumenta (…)
 
@cedwah
Fakt, że termin 10-dniowy rozpoczyna bieg od chwili otrzymania przez konsumenta towaru nie zmienia faktu, iż chwilą wydania jest moment fizycznego powierzenia towaru przewoźnikowi.
Po prostu termin do odstąpienia jest liczony nie od chwili wydania (wbrew literalnemu brzmieniu polskiej ustawy implementującej wskazaną dyrektywę o czym już wcześniej pisaliśmy), ale od chwili otrzymania towaru przez konsumenta.
Powyższe nie rodzi jakichkolwiek generalnych wyłączeń ani nie zmienia niczego w zakresie momentu chwili wydania, którym nadal jest chwila powierzenia towaru przewoźnikowi.
Ma to taki skutek, że sprzedawca w przypadku sporu z kupującym (np. konsumentem) musi udowodnić fakt powierzenia towaru profesjonalnemu przewoźnikowi, żeby wykazać że wydał towar. Dopiero w takim przypadku zwolni się od odpowiedzialności za niewykonanie umowy.
Co do środków dowodowych to inny temat.
 
vaxax napisał:
Fakt, że termin 10-dniowy rozpoczyna bieg od chwili otrzymania przez konsumenta towaru nie zmienia faktu, iż chwilą wydania jest moment fizycznego powierzenia towaru przewoźnikowi.

Nie. Usiłujemy Ci to wytłumaczyć i zrobię to jeszcze raz. Skoro termin - w/g art. 10. u.o.n.p.k. . "Termin dziesięciodniowy, w którym konsument może odstąpić od umowy, liczy się od dnia wydania rzeczy", a Dyrektywa 97/7/WE określa: "Terminy wykonywania tego prawa biegną: - w przypadku towarów, od dnia ich otrzymania przez konsumenta" to wykładnie nie powinna już chyba nikomu sprawiać trudności.
 
Odpowiedź p. Fiedoruka na zrzut loco1, co do trafności poprzedniej opinii:

Szanowny Panie

Na gruncie ustawy z 2 marca 2000 o ochronie niektórych praw konsumentów, którą wspomniał użytkownik forum, czyli ustawy regulującej zasady odstąpienia od umowy zawartej na odległość nie ma wątpliwości, iż momentem wydania towaru jest moment fizycznego wejścia w posiadanie przez kupującego a więc moment przekazania rzeczy konsumentowi przez przewoźnika/pocztę. Przeciwna interpretacja byłaby sprzeczna z celem przepisów o odstąpieniu (w zasadzie to sprzedawca w porozumieniu z przewoźnikiem decydowałby czy konsument skorzysta z prawa do odstąpienia od umowy, bo przecież transport towaru mógłby trwać dłużej niż 10 dni) i z treścią dyrektywy 97/7/WE, którą ustawa z 2 marca 2000 implementuje. Art. 6 ust. 1 dyrektywy wyraźnie mówi o otrzymaniu towaru przez konsumenta. W związku z tym wydaniem rzeczy w rozumieniu ustawy z 2 marca 2000 jest moment przekazania towaru bezpośrednio konsumentowi.

Użytkownik forum popełnia natomiast ten błąd, iż automatycznie zakłada, iż interpretacja pojęcia i momentu wydania na gruncie ustawy z 2 marca 2000, które to pojęcie ma zastosowanie w ściśle określonym kontekście a więc w kontekście obliczania terminu do skorzystania z prawa do odstąpienia od umowy, wpływa jednocześnie na interpretację art. 544 Kodeksu cywilnego. Art. 544 należy wiązać przede wszystkim z art. 548 Kodeksu cywilnego, który określa moment przejścia ryzyka oraz z odpowiednimi przepisami Prawa pocztowego i Prawa przewozowego. W kontekście przejścia ryzyka i problemu odpowiedzialności za zaginięcie przesyłki można wręcz powiedzieć, iż "sens i duch" konstrukcji opartej na art. 544, 548 Kodeksu cywilnego oraz art. 88 Prawa pocztowego i art. 65 Prawa przewozowego przemawia za tym, iż odpowiedzialność sprzedawcy za zaginięcie przesyłki kończy się w momencie przekazania przesyłki przewoźnikowi/operatorowi pocztowemu. Oczywiście, zwrot "w razie wątpliwości" kusi do poszukiwania rozwiązań korzystnych dla konsumentów ale jest to droga ryzykowna, gdyż dyskusyjne jest czy specyficzna regulacja ustawy z 2 marca 2000 (odnosząca się jedynie do kwestii obliczania terminu na odstąpienie od umowy) wprowadza ogólną definicję wydania rzeczy obowiązującą we wszystkich okolicznościach. Moim zdaniem, stanowisko, iż ustawa z 2 marca 2000 rozwiewa wątpliwości jest nieuprawnione. Jest to ustawa szczególna w stosunku do Kodeksu cywilnego i nie można rozszerzać jej stosowania na kwestie nią nieuregulowane (zgodnie ze starą rzymską zasadą, iż wyjątków nie należy interpretować rozszerzająco).

Natomiast na marginesie należy wskazać na dwie okoliczności. Po pierwsze, planowane są zmiany w przepisach Kodeksu cywilnego, które sprawią, iż stanowisko użytkownika forum będzie w dużej mierze prawidłowe a moje obecne uwagi przestaną być w dużej mierze aktualne. Zmiany te wejdą w życie w tym roku i m.in. będą dotyczyć właśnie treści art. 548 Kodeksu cywilnego. Zgodnie z nowym brzmieniem tego przepisu w przypadku sprzedaży wysyłkowej, gdy kupującym jest konsument, moment przejścia ryzyka przesunięto na moment wydania rzeczy kupującemu, gdy to sprzedawca będzie miał wpływ na wybór przewoźnika przez kupującego (choć zapewne interpretacja zwrotu "mieć wpływ" będzie przedmiotem kolejnego sporu). W związku z tym sprzedawca będzie odpowiedzialny również za zaginięcie przesyłki w transporcie. Po drugie, gdy to rozwiązanie wejdzie w życie (a więc także gdyby użytkownik "loco1" miał rację obecnie) sytuacja sprzedawcy będzie trudniejsza z punktu widzenia obowiązku dowodowego. Obecnie, by wykazać wykonanie zobowiązania sprzedawca musi wykazać, iż nadał przesyłkę. W świetle nowych regulacji będzie musiał udowodnić, iż konsument rzeczywiście towar otrzymał. Dlatego oferowanie przesyłek nierejestrowanych będzie dla sprzedawców jeszcze mniej opłacalne.
--------------
Z poważaniem

Karol Fiedoruk
Prawnik - konsultant
Stowarzyszenie Konsumentów Polskich

cedwah & vaxax & Shocked - dobrze byłoby wypracować wspólne stanowisko także w tej kwestii, bo ludzie chcieliby wiedzieć jak rzeczywiście jest :D. Czy zgadzacie się z SKP?
 
Ostatnia edycja:
Ale to nie zmienia faktu, że krytyczne słowo @loco1 dotyczące poprzedniej wypowiedzi prawnika z SKP jest słuszne i w pełni je popieram. Powyższa wypowiedź, w przeciwieństwie do tej poprzedniej, zawiera prawidłową, proeuropejską wykładnię wydania rzeczy.

Zastrzegam jednak, że nie podejrzewam prawnika z SKP o taki błąd i mam wrażenie, że tamta wypowiedź nie dotyczyła obrotu konsumenckiego.
 
cedwah napisał:
Ale to nie zmienia faktu, że krytyczne słowo @loco1 dotyczące poprzedniej wypowiedzi prawnika z SKP jest słuszne i w pełni je popieram. Powyższa wypowiedź, w przeciwieństwie do tej poprzedniej, zawiera prawidłową, proeuropejską wykładnię wydania rzeczy.
No ja tu się nie zgodzę. Aktualnie prawnik z SKP dokonał oddzielenia dwóch kwestii, które zostały ze sobą zmieszane. Kwestia odpowiedzialności z liczeniem dni na odstąpienie. Znaczy to, że sprzedawca, który zasłaniał się art. 544 i 548 k.c. miał rację. Moje pytanie nie dotyczyło art. 7 z wspomnianej ustawy - to zostało kompletnie pominięte. Moje pytanie - jak zresztą napisałem loco1 - dotyczyło tego czy sprzedawca może zwolnić się z odpowiedzialności za wykonanie umowy przy przesyłce nierejestrowanej (a jeśli nie to co konsument może zrobić). Nie ma więc tu błędu, SKP nie podjęło tematu art. 7. To, że dyskusja uparcie schodziła tutaj na ten artykuł w kontekście art. 544 k.c. to już inna kwestia, lecz SKP podtrzymało swoje poprzednie stanowisko i jednocześnie wskazało na błąd popełniany przez loco1 i nie tylko przez loco1, bo wciąż rozpatrujecie art. 544 k.c. w kontekście art. 7 ustawy o ochronie niektórych praw konsumenta (...), który reguluje odrębną kwestię. Przypominam, że przesyłka w ogóle do mnie nie dotarła i taki jest zdaje się ten wątek. Szukałem więc u SKP pomocy w takiej sprawie, w której przesyłka nie dochodzi, a być może nawet w ogóle nie została wysłana.

cedwah napisał:
Zastrzegam jednak, że nie podejrzewam prawnika z SKP o taki błąd i mam wrażenie, że tamta wypowiedź nie dotyczyła obrotu konsumenckiego.
Czyli jednocześnie zarzucasz mi kłamstwo, no dzięki :D. Nie mam powodów by kłamać. SKP w innych sprawach nie udziela informacji.
Mogę Ci wysłać cały 2-stronicowy kazus mojej sprawy na potwierdzenie.
 
Ostatnia edycja:
Masseratti napisał:
Czyli jednocześnie zarzucasz mi kłamstwo, no dzięki

Tego nie napisałem. Mam na myśli podejrzenie, że prawnik nie był do końca świadomy tego, że chodzi o obrót konsumencki - to wynika z pierwszej części treści.
 
cedwah napisał:
Tego nie napisałem. Mam na myśli podejrzenie, że prawnik nie był do końca świadomy tego, że chodzi o obrót konsumencki - to wynika z pierwszej części treści.
Nie no, po prostu skupił się na problemie odpowiedzialności za przesyłkę. W kontekście odpowiedzialności SKP dalej uważa, że istnieje ona do momentu przekazania jej profesjonalnemu przewoźnikowi. Ja tak rozumiem najnowszą wypowiedź p. Fiedoruka. I w związku z tym nie uważam, by poprzednia odpowiedź była błędna.

Pomyłka czy brak świadomości nie jest możliwy. Jak już pisałem - wysłałem im sporą dokumentację sprawy :)
 
Bez urazy, ale napisałem już wszystko, co miałem do powiedzenia. Moje stanowisko jasno sprecyzowałem i nie podejmuję się już dalej prowadzić tej dyskusji :)
 
Ostatnia edycja:
loco1 napisał:
Jeśli cytowana odpowiedź jest odniesieniem się do treści Twojego pytania, to niestety należy stwierdzić, iż poniższa treść odpowiedzi:


mija się z prawdą i obowiazującym stanem prawnym.
Pan Karol Fiedoruk nie ma racji.

Momentem wydania towaru przy sprzedaży konsumenckiej nie jest moment przekazania towaru przewoźnikowi, a chwila, w której konsument fizycznie wchodzi w jego posiadanie.

Jak wiele razy się z kolegą loko tutaj nie zgadzam tak teraz ma on pełną rację. Mam nawet pewność że Pan Fiedoruk to raczej słaby prawnik, jak większość Radców i Rzeczników. Wielokrotnie zadaję pytania tym organizacjom dla samego sprawdzenia ich kompetencji i niestety często otrzymuję odpowiedzi które powodują mój uśmiech. Jak to napisał Pan Fiedoruk, pracują tam laicy (jaki prawnik używa tego słowa). Co więcej nawet na stronach UOKiK jest informacja że to klient odpowiada za przesyłkę nierejestrowaną więc trudno się dziwić sprzedawcom. Ale fakt, proceder ten urósł już na wielką skalę dlatego każdego kto został w ten sposób oszukany proszę o kontakt, chętnie pomogę w odzyskaniu środków.

vaxax napisał:
Na marginesie - odpowiedzialność za ewentualne uszkodzenia w trakcie transportu również obciążają kupującego - konsumenta z uwagi na fakt, iż rzecz została mu wydana w chwili powierzenia przewoźnikowi.

Większych głupot to ze świecą szukać. Czyli można handlować zepsutymi gratami jako nowymi? Przecież to klient ponosi odpowiedzialność? Zalecam powrót do szkoły albo potężną dawkę teorii. Chwilą wydania towaru jest moment zetknięcia się konsumenta z kupionym przedmiotem, to naprawdę trudno już jaśniej wyłożyć. Nie ma dwóch chwil wydania towaru, jest wyłącznie jeden. Natomiast art.544 na który ciągle się Pan powołuje odnosi się do sytuacji kiedy towar ma zostać wysłany pod inny adres niż miejsce spełnienia świadczenia czyli np. nie do klienta a do ciotki jako prezent.

vaxax napisał:
...Moment wydania towaru przy sprzedaży konsumenckiej jest taki sam jak w innych przypadkach...
Shocked napisał:
Wg tego konsument miałby prawo odstąpić od umowy już w momencie nadania przesyłki.

A jakby się postarać to nawet nie miałby tego prawa bo przecież nie raz przesyłka może iść dłużej niż 10 dni a do tego być awizowana kolejne 14 dni. To jakiś absurd jeżeli SPK forsuje takie bzdety i należałoby to zgłosić odpowiednim organom aby zmieniły skład personalny swoich jednostek odpowiedzialnych za szerzenie świadomości konsumenckiej.
 
Ostatnia edycja:
Witam wszystkich, przed chwilą zarejestrowałem się na forum tylko dlatego, że natknąłem się na ciekawy dokument opublikowany przez UOKiK, poniżej pozwoliłem sobie przytoczyć pkt 7.

7. Zamówiłem i zapłaciłem za towar, który nigdy do mnie nie dotarł. Skontaktowałem się ze sprzedawcą, lecz on twierdzi, że produkt wysłał i w związku z tym za sytuację odpowiada nie on, ale poczta. Od kogo domagać się zwrotu pieniędzy?
W takiej sytuacji możemy żądać od przedsiębiorcy, aby ponownie przesłał nam zakupiony artykuł, za który zapłaciliśmy. Trzeba jednak pamiętać, że ponowna wysyłka nie zawsze będzie możliwa – np. w sytuacji gdy przedsiębiorca w ramach prowadzonej działalności sprzedaje towary używane, antyki lub inne rzeczy, które występują pojedynczo, i w związku z tym nie ma możliwości zapewnienia drugiego takiego samego produktu. Jeżeli wybraliśmy opcję dostawy towaru w postaci przesyłki rejestrowanej (np. list polecony), przedsiębiorca dysponujący dowodem nadania przesyłki będzie mógł dochodzić odpowiedzialności od operatora pocztowego w postępowaniu reklamacyjnym.

Trzeba również pamiętać, że jeżeli przy zawarciu umowy zdecydowaliśmy się na dostarczenie zakupionego towaru za pomocą zwykłego listu, który nie jest przesyłką rejestrowaną przez pocztę i w związku z tym nadawca, w przypadku jej niedostarczenia, nie będzie mógł złożyć reklamacji, nie będziemy mogli żądać od sprzedającego ponownego wysłania do nas zakupionej rzeczy. Należy bowiem przyjąć, iż przeciętny konsument, decydując się na takie rozwiązanie, powinien liczyć się z tym, że list zwykły może zaginąć, a w związku z tym, że nabywca może nie otrzymać zakupionego
towaru.

tytuł: UOKiK - Zakupy w sieci pytania i odpowiedzi: Wszystko o zakupach w internecie - Klikam rozważnie, kupuję świadomie

Co wy na to? Sprawa jest o tyle nurtująca, że dokument, został opublikowany prawie rok temu - listopad 2013.
 
Odosobniona opinia, która nie ma pokrycia w obowiązujących przepisach.
Dodatkowo brak jest po stronie sprzedawcy dowodu na nadanie przesyłki.
Równie dobrze można nie wysyłać paczek i obwiniać pocztę a odpowiedzialność przerzucać na konsumenta.
 
Witam,

Mam podobną sytuację do reszty kolegów. Towar znikomej wartości (13 zł) w związku z czym wybrałem opcję darmowej przesyłki listem ekonomicznym. Oczywiście przesyłka nie dotarła. Sprzedawca twierdzi że Towar wysłał zgodnie z umową. Dodatkowa powołuje się na info zamieszczone na stronie UOKiK cytowaną 2 posty wyżej przez Sewasa.
Przebrnąłem przez wszystkie strony w tym temacie i poniżej mail jaki wysłałem do Sprzedawcy. Jeżeli ktoś ma jakieś komentarze proszę o informację.

"Kilka faktów dotyczących sporu przed tym jak sprawa zostanie oficjalnie zgłoszona do pracownika allegro:

1) Nie wywiązała się Pani z zawartej umowy dotyczącej sprzedaży towaru na odległość.

To Pani, bowiem ponosi odpowiedzialność za Towar do momentu jego wydania. Dopiero z chwilą wydania Towaru odpowiedzialność za Towar spoczywa na Kliencie zgodnie z Art. 548. Kodeksu Cywilnego, który stanowi:

„Art. 548. § 1. Z chwilą wydania rzeczy sprzedanej, przechodzą na kupującego korzyści i ciężary związane z rzeczą, oraz niebezpieczeństwo przypadkowej utraty lub uszkodzenia rzeczy.”

Chwilą wydania rzeczy przy zakupie na odległość jest dostawa do klienta.

Żądam, więc skutecznego wydania towaru!!!!

2) Powoływanie się na umieszczoną na aukcji informację stanowiąca, że przesyłka jest wysyłana na ryzyko kupującego sugerując, że to on ponosi ewentualne odpowiedzialność za zagubienie towaru w transporcie nosi znamiona klauzuli abuzywnej (niedozwolonej). W związku, z czym jest ona pomijana w wszelkiego rodzaju sporach na drodze sądowej.

Ale mówiąc najprościej nie można przenosić odpowiedzialności Sprzedawcy wynikającej z zawarcia umowy na odległość na Klienta niezależnie od tego, jaką formę przesyłki wybrał. Stanowi to, bowiem naruszenie Art. 385(3) k.c. w którym za niedozwolone postanowienie uważa się te które wyłączają lub istotnie ograniczają odpowiedzialność względem konsumenta…

3) Podkreślam, że Pani odpowiedzialność kończy się w momencie, w którym ja towar otrzymam, a nie, kiedy zaniesie go Pani na pocztę, o ile w ogóle to Pani zrobiła. Nie pomoże nawet powoływanie się na Art. 544. § 1 Kodeksu Cywilnego, który stanowi:

"Chwilą wydania towaru jest (...) w przypadku jego wysyłki powierzenie go przewoźnikowi (art. 544 § 1 Kodeksu Cywilnego)"

To postanowienie według ulubionej przez Pani strony UOKIK zostało uznane, za niedozwolone powołując się na wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie - Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Można to łatwo sprawdzić, klikając link poniżej, numer wpisu 3963

UOKiK - Rejestr Klauzul Niedozwolonych

Tak w ogóle to radzę poczytać trochę na temat klauzul abuzywnych i ich stosowania skoro zajmuję się Pani profesjonalnie sprzedażą.

4) Piszę Pani, że ja wybierając taką formę przesyłki nie dałem sobie i Pani możliwości reklamacji. Może i tak, ale będąc doświadczonym sprzedawcą i udostępniając taką formę wysyłki to Pani powinna się z tym liczyć. Zawsze to Pani może złożyć skargę do Urzędu Pocztowego na usługę, jaką mieli dla Pani wykonać i dochodzić swoich, roszczeń. Po co Pani jako „fachowiec” oferuję przesyłkę, mając świadomość, że nie spełnia ona wymaganych standardów. I niech Pani nie opowiada, że robi to w dla dobra Klienta żeby miał tańszą przesyłkę. Robi to Pani wyłącznie w ramach nieuczciwej walki z konkurencją próbując skierować odpowiedzialność za „zaginione” paczki na Klienta.

A teraz na koniec kilka moich przemyśleń.

Nie lubię cwaniactwa i chamstwa. I pewnie nawet bym odpuścił gdyby się nim Pani nie wykazała w swoim „negatywnym” komentarzu, sugerując jakobym może jednak dostał towar.

Szczyci się Pani wieloletnią tradycją, ale nie tędy droga miła Pani do pozyskiwania zaufania i szacunku Klienta.

Swoją drogą grzebiąc w Internecie można dowiedzieć się o wielu ciekawych praktykach stosowanych przez niektórych nieuczciwych Sprzedawców. Jedną z nich jest właśnie zaniżenie cen towaru udostępniając darmową przesyłkę, przy czym informując/dając do zrozumienia jednocześnie (jak się okazuje niezgodnie z prawem), że to na Kliencie spoczywa ryzyko związane z zaginięciem towaru. W związku z powyższym część z nich wybiera płatną formę dla „świętego” spokoju. Co zyskuje sprzedawca?? Chyba wie Pani najlepiej, wysoką pozycję przy pozycjonowaniu tj. wyszukiwaniu i filtrowaniu po cenach. Co się dzieję z klientem?? Najwyżej kilku nie dostanie swojej przesyłki, przy czym można wcisnąć im ciemnotę, że przesyłka została wysłana a wszystkiemu winna jest ZŁA poczta. Większość klientów nie świadoma zrezygnuję z dochodzenia swoich praw, bo przecież wie, że na aukcji Sprzedawca napisał, że to Klient ponosi odpowiedzialność za przesyłkę. Sprzedawca nie wysyłając świadomie, co którejś przesyłki z kolei pokrywa sobie koszty wynikające z zejścia z ceną towaru w dół. Biznes się kreci. Sprzedawca dostał kasę i jest zadowolony, dodatkowo jeżeli Klient wystawi zły komentarz odpowiada tym samym znowu powołując się na wpis na stronie aukcji dotyczący odpowiedzialności Klienta, który jest niezgodny z prawem.

Czy tak było w tym wypadku? Nie wiem, nie mnie oceniać. Jak napisałem wcześniej na początek zgłoszę sprawę do pracowników allegro.

P.S.

Dziwi mnie fakt, że kilka minut po wystawieniu swojego negatywnego komentarza wysłała Pani prośbę o ich unieważnienie. Czyżby Pani nieprzemyślany komentarz wynikający ze zdenerwowania, albo ruszyło Panią sumienie, czy może jednak to celowa gra, tak abym też unieważnił swój neutralny komentarz? Ja obstawiam to ostatnie. Zastanawiające, że ja będąc pokrzywdzony w tym sporze wystawiam Pani „neutralny komentarz” wywiązując się w 100% z warunków umowy (pieniądze przelałem w kilka minut po dokonaniu zakupu), a Pani wystawia mi „negatywa” powołując się na nie zgodną z prawem informacje o odpowiedzialności Klienta sugerując jednocześnie, że może jednak otrzymałem towar. Jak już Pani pisałem szczyt bezczelności!

Na koniec, cóż, jeżeli allegro nie rozwiąże problemu skorzystamy z innych prawnych form jego rozwiązywania.

Pozdrawiam w dalszym ciągu Życząc Wesołych Świąt i owocnych noworocznych przemyśleń"

Tomek
 
Ostatnia edycja:
W sprzedaży konsumenckiej momentem wydania jest moment dostarczenie do konsumenta.
Skoro list zaginął, to nie ma mowy o wydaniu rzeczy.

Dodatkowo nie ma dowodu na samo przekazanie przesyłki przewoźnikowi.

Reasumując, sprzedaż przez przedsiębiorcę konsumentowi i wysyłka nierejestrowana odbywa się na ryzyko i odpowiedzialność przedsiębiorcy.
 
Tez tak uważam. Sprzedawca powinien wyłączyć przesyłkę rejestrowaną z obrotu konsumenckiego. W przypadku opisywanym przez @homer24 powinien wysłać jeszcze raz. Inaczej jest w przypadku obrotu powszechnego, o którym mowa w #174: od "Trzeba również pamiętać ...". Wydaje mi się, że ten fragment tekstu pojawił się tam przez pomyłkę.
 
Powrót
Góra