Aplikacja adwokacka

  • Autor wątku Autor wątku Bartata
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
szymon142005 napisał:
To co bez zgody będziemy pracować w firmach, urzędach itd.? Nawet nie chcę mysleć o ew. konsekwencjach. Z drugiej strony czy ORA sie dowie.... :help::help::help:

Pamiętaj, że nigdy nie brakowało/brakuje/będzie brakować osobników typu: uprzejmie donoszę, iż..., zwłaszcza w tym środowisku:lol:
 
Ja osobiście jak na razie siedzę cicho na czterech literach i czekam na dalszy rozwój sytuacji. Mam nadzieję, że Warszawa będzie bardziej liberalna niż Kraków w kwestii wyrażania zgody na pracę poza kancelarią:D, a jeżeli nie to zrobi się ciekawie:wow::wow:
 
A w kwestionariuszu wpisaliście zakład pracy? Drodzy Państwo ciężko będzie pogodzić etykę z realiami odbywania aplikacji. :mad:
 
Ja to ogólnie "odwaliłam" taki numer, że w pracy wcale się jeszcze nie przyznałam do tego, iż zdałam egzamin i rozpoczynam aplikację, zbieram się na odwagę i przeprowadzę poważną rozmowę w styczniu:D:D:D
 
dance with devil napisał:
o wszystkim decyduje "GÓRA", a my możemy się dostosować, przecież - nie musimy - w sumie aplikacja jest dobrowolna:ok:, trzeba zacisnąć zęby, posadzić melisę w ogródku i przecierpieć te 3 lata...


Absolutnie się nie zgadzam. Takie podejście zakłada prawo silniejszego. Ktoś jest silniejszy od nas - może nas sprowadzić do parkietu. To jest myślenie niewolnika a nie wolnego człowieka. Nie jestem konstytucjonalistką. I nie muszę nią być, żeby wiedzieć, że art. 76 prawa o adwokaturze nie spełnia żadnych standardów. A o jakich standardach ja mówię? Jakie mam na myśli? Co prawda ze względu na znaczny spadek poziomu kształcenia na polskich uniwersytetach nie miałam na prawie filozofii - miałam tylko doktryny, z których zajęcia de facto się nie odbywały, i podejrzewam że część tegorocznych aplikantów podobnie jak ja, są w tej dziedzinie ignorantami. Nie miałam filozofii, ale wiem, że istnieje we współczesnych demokratycznych państwach coś takiego jak umowa społeczna, i zgodnie z tą umową, wszyscy ludzie (przynjamniiej w Europie) zgadzają się, że nikt nie ma prawa pozbawiać drugiego człowieka wolności, ani tworzyć reguł, którym obowiązany jest się podporządkować w ciągu kilku dni. A dla mnie właśnie takie jest to porozumienie. Na jego podstawie ORA - czyli jakieś abstrakcyjne gremium starszych Panów, którzy nic nie wiedzą o problemach młodych ludzi, może podjąć uchwałę na podstawie której będę musiała przez 4 dni pracować w sądzie za darmo. I dowiaduję się o tym kiedy? Na kilka dni przed rozpoczęciem aplikacji.

Dlatego właśnie, pomijając już to, że nie wierzę aby jakakolwiek ORA postradała zmysły i rzuciła ludzi na 4 dni do Sądu na pół roku JUŻ z samej przyczyny, że prawo o adwokaturze zawiera przepis, który stwarza możliwość posłania ludzi na pół roczną pracę za darmo - jest po prostu nieludzka. Niekonstytucyjność to drugi plan. Jest to ustawa, która kreuje Panów i niewolników. Nie ma niewolnictwa? Czy aby na pewno nie ma?

I nie piszcie proszę, że nikt nas nie zmuszał do rozpoczęcia aplikacji adwokackiej. A przepraszam bardzo - czy prawo o adwokaturze nie ogranicza w sposób wolności gospodarczej? Wolności wykonywania zawodu? Nie jest ona czasami tylko wyjątkiem od zasady, który należy ograniczać a nie rozszerzać? Jeżeli jest to właśnie poważne ograniczenie wolności, to każda próba kolejnej ograniczenia tej wolności powinna się spotykać ze sprzeciwem. Inaczej będziemy tylko niewolnikami, których się przez 6 miesięcy nie opłaca i nie leczy.

O braku etosu w adwoakturze nie będę się tutaj rozpisywała. Mam tylko nadzieję, że my jak ukończymy aplikację będziemy o ten etos dbać. Dziwi mnie tylko, że sędziowie podpisali coś takiego. Z ich wrażliwością i rozeznaniem też widać nie jest najlepiej.
 
Nieciekawie się porobiło, niedość że niektórzy mecenasii nic nie płacą swoim podopiecznym za pracę, a sami będąc patronami dostają z naszych pieniędzy - z tego co się orientuję - ok. 300 zł miesięcznie za szkolenie, to jeszcze mamy płacić sądom za odbywanie praktyk :/.

Jak to w Polsce, trzeba kombinować bo inaczej się ,,popłynie"...
 
AgaW1987 napisał:
Absolutnie się nie zgadzam. Takie podejście zakłada prawo silniejszego.


Każdy ma prawo do swojej opinii, jeśli masz ochotę to walcz z wiatrakami może coś ugrasz dla siebie i przy okazji innych. Już aplikanci radcowscy AD 2009 zaczęli walczyć, ileż to było artykułów w RZEPIE, GP, pism do MS i co??? Szybko sprowadzili ich na ziemię. Dopóki nie będzie gruntownej reformy możemy sobie wymachiwać szabelką:o
 
Już aplikanci radcowscy AD 2009 zaczęli walczyć, ileż to było artykułów w RZEPIE, GP, pism do MS i co???
Przecież dostali trzeci termin egzaminów - więc coś wywalczyli
 
nie do końca rozumiem, czym kierowały się osoby ustanawiające takie reguły aplikacji
nie trzeba zbierać zbyt dużo informacji żeby wiedzieć, że w kancelarii aplikant jest w stanie nauczyc sie sto razy wiecej niz w sądzie gdzie codziennie bedzie wykonywal praktycznie te same czynności, w których skład zapewne bedzie wchodziło zszywanie rowniez akt.
czym kierowały się osoby uniemozliwiajac mlodym ludziom jakikolwiek zarobek przez nastepne 6 miesiecy?
ktos tutaj pisał, że nie zawiadomi ORA o zatrudnieniu. wykonując ustanowiony obowiązek 4 dni po 8 godzin w Sądzie a czasami i dłużej, kiedy jeszcze gdziekolwiek pracować?
minister sprawiedliwości podkreśla, iż jego plusem jest to, że nie jest ze środowisk prawniczych. w tej kwestii jest bardzo szerokie pole manewru żeby to pokazac
 
Odbycie praktyki w sądzie jest niezastąpione i absolutnie konieczne. I proszę się nie zrażać "zszywaniem akt" i wypisywaniem "wezwań na rozprawę". Poznanie pracy sekretariatów, obiegu dokumentów, repertoriów - to wiedza niezbędna w praktyce (niemniej niż umiejętność skonstruowania skargi kasacyjnej). <<< Na to są 3 lata. Przez 6 miesięcy doradzam "zaprzyjaźnienie się" z paniami sekretarkami i poznanie sądu "od kuchni".
JMM
 
takie zapoznanie było już podczas okresu studiowania. co prawda tylko 2 tygodnie w każdym z wydziałów, ale przez ten okres nie nauczyłem się kompletnie niczego nowego. i tak miałem szczęście bo miałem możliwość protokołowania rozpraw - choć nie w każdy dzień odbywania praktyk i tylko w wydziale cywilnym.
ale bardziej chodzi o coś innego. chodzi o zagwarantowanie aplikantowi odbywającemu praktyki w Sądzie chociażby minimalnych warunków normalnego życia. jak wspomniano w artykułach, a także na tym forum chociażby zwolnienie przez ten okres z opłaty za aplikację czy chociażby niewielkie stypendium.
Niby niewiele, a pewnie dla wielu aplikantów bardzo dużo.
Można by również rozważyć możliwość zatrudnienia takiego aplikanta na stanowisku asystenta sędziego tym bardziej w obecnej sytuacji gdzie większość konkursów w Sądach na to stanowisko kończy się brakiem zgłoszeń kandydatów.

możliwości pewnie jest wiele, pole do dyskusji szerokie. tylko w tej sytuacji nie zostawiono dla niej praktycznie żadnego czasu.

Pozostaje potraktować te 6 miesięcy (a w sumie rok) jako przedłużenie okresu studiów i poprosić o kolejne wsparcie rodziców.
 
Propozycja-rozporz%C4%85dzenia-Ministra-Sprawiedliwo%C5%9Bci.png
 
Zatrudnienie aplikanta na stanowisku asystenta sędziego to bardzodobry pomysł. Niestety wymagałby zupełnie innego podejścia do filozofii szkolenia ze strony Ministerstwa sprawiedliwości, sądow i w kontekście calego systemu. Aplikant adwokacki traktowany jest przez sądy - i słusznie - jako czlonek Adwokatury. Tyle tylko, że sądy nie traktują adwokatów jako istotnego elementu sprawowania wymiaru sprawiedliwości a jako potencjalnych "wrogów". Nie widzę osobiście przeszkód do zatrudniania aplikantów adwokackich na stanowisku asystentów sędziów; chociaż zaraz podniosą się głosy, że aplikant pozostaje w stosunku patronackim z adwokatem, więc nie może być asystentem sędziego. To oczywista bzdura wynikająca z rozwiązań systemowych. JMM
 
Czy tego rodzaju wynaturzenie (dot. praktyk w sądach) może dotknąć też aplikantów radcowskich?
 
maclawyer napisał:
Nie widzę osobiście przeszkód do zatrudniania aplikantów adwokackich na stanowisku asystentów sędziów; chociaż zaraz podniosą się głosy, że aplikant pozostaje w stosunku patronackim z adwokatem, więc nie może być asystentem sędziego. To oczywista bzdura wynikająca z rozwiązań systemowych. JMM
Oczywiście wymagałoby to zmiany ustawy, bo obecnie asystentem sędziego można zostać po ukończeniu aplikacji adwokackiej. Natomiast możliwość bycia asystentem sędziego w trakcie odbywania aplikacji adwokackiej to brdzo cielawa idea (choć obecnie, w świetle prawa o usp niemozliwa).
 
maclawyer napisał:
Oczywiście wymagałoby to zmiany ustawy, bo obecnie asystentem sędziego można zostać po ukończeniu aplikacji adwokackiej. Natomiast możliwość bycia asystentem sędziego w trakcie odbywania aplikacji adwokackiej to brdzo cielawa idea (choć obecnie, w świetle prawa o usp niemozliwa).

oczywiście nie ma w tej chwili ze względu na wymagania ustawowe możliwości zatrudnienia na stanowisku asystenta sędziego aplikanta adwokackiego. znam jednak przypadki i z tego co się zdążyłem zorientować wiele jest takich sytuacji zatrudnienia absolwenta prawa z obowiązkami asystenta sędziego lecz na stanowisku, które nazwą odbiega od tego pojęcia
w większych miastach z asystentami pewnie nie ma problemu, ale śledząc konkursy w mniejszych sądach to znalezienie asystenta z wymaganiami ustawowymi jest praktycznie niemożliwe.

na wypowiedzi zainteresowanych, tzn. osób wprowadzających takie reguły bądź osób mających możliwości cos zmienić bym specjalnie nie liczył. w takich wypadkach raczej panuje zasada przemilczenia tematu. choć milczenie Ministra Sprawiedliwości budzi troszeczkę niepokój
 
Ostatnia edycja:
a ja prawdę powiedziawszy nie za bardzo rozumiem Waszej (tj. aplikantów I roku) reakcji na kwestie praktyk. Podchodząc do egzaminu doskonale wiedzieliście, że takie praktyki są i trzeba je odbyć. Straszny lament jest bo ma to być 5 dni w tygodniu przez 6 miesięcy, ale nie zapominajacie, że taki wymiar praktyk już kiedyś był i jakoś ludzie dawali radę...
Ja sama jestem pod koniec 2 roku aplikacji i miałam praktyki 2 dni w tygodniu przez 3 miesiące + 1 raz w tygodniu przez miesiąc prokuratura. Pewnie, że to dużo mniej, ale... my o swoich praktykatch dowiedzieliśmy się na kilka dni przed ich rozpoczęciem. Po prostu dostaliśmy maila z informacją kiedy i w jakim sądzie, wydziale należy się stawić. Też był problem i lament bo jak tak można na kilka dni przed. Jakoś wszyscy, a na pewno zdecydowana większość dała radę. Żeby nie było wątpliwości - ja sama straciłam jedną pracę w kancelarii przez te praktyki, ale znalazłam inną i nie było problemu. Poza tym, choć wiem że może z mojej perspektywy mówi mi się to łatwiej, ale od co najmniej dwóch lat powszechnie wiadomo jaka jest sytuacja aplikantów, wiadomo że jest bardzo trudno o dobrą pracę, jak i nawet jakąkolwiek pracę w kancelarii (i łatwiej z całą pewnością nie będzie). Uważam, że jeżeli ktoś pomimo tego decyduje się na rozpoczęcie aplikacji w chwili obecnej, to robi to tylko dlatego ponieważ kocha prawo, od zawsze marzył o byciu adwokatem i nie wyobraża sobie, że mógłby robić coś innego, bo wie że to jest właśnie jego powołanie. Ale w takiej sytuacji powinien zacisnąć zęby i przetrwać te trzy lata, starając się wykorzystać je jak najlepiej, ucząc się, szukać kontaktów itd., a nie tylko narzekać. Jeżeli ktoś dziś idzie na aplikację bo myśli, że stosunkowo łatwo zdobędzie dobrze opłacany zawód jest bardzo naiwny.
 
porzeczka napisał:
a ja prawdę powiedziawszy nie za bardzo rozumiem Waszej (tj. aplikantów I roku) reakcji na kwestie praktyk. Podchodząc do egzaminu doskonale wiedzieliście, że takie praktyki są i trzeba je odbyć. Straszny lament jest bo ma to być 5 dni w tygodniu przez 6 miesięcy, ale nie zapominajacie, że taki wymiar praktyk już kiedyś był i jakoś ludzie dawali radę...
Ja sama jestem pod koniec 2 roku aplikacji i miałam praktyki 2 dni w tygodniu przez 3 miesiące + 1 raz w tygodniu przez miesiąc prokuratura. Pewnie, że to dużo mniej, ale... my o swoich praktykatch dowiedzieliśmy się na kilka dni przed ich rozpoczęciem. Po prostu dostaliśmy maila z informacją kiedy i w jakim sądzie, wydziale należy się stawić. Też był problem i lament bo jak tak można na kilka dni przed. Jakoś wszyscy, a na pewno zdecydowana większość dała radę. Żeby nie było wątpliwości - ja sama straciłam jedną pracę w kancelarii przez te praktyki, ale znalazłam inną i nie było problemu. Poza tym, choć wiem że może z mojej perspektywy mówi mi się to łatwiej, ale od co najmniej dwóch lat powszechnie wiadomo jaka jest sytuacja aplikantów, wiadomo że jest bardzo trudno o dobrą pracę, jak i nawet jakąkolwiek pracę w kancelarii (i łatwiej z całą pewnością nie będzie). Uważam, że jeżeli ktoś pomimo tego decyduje się na rozpoczęcie aplikacji w chwili obecnej, to robi to tylko dlatego ponieważ kocha prawo, od zawsze marzył o byciu adwokatem i nie wyobraża sobie, że mógłby robić coś innego, bo wie że to jest właśnie jego powołanie. Ale w takiej sytuacji powinien zacisnąć zęby i przetrwać te trzy lata, starając się wykorzystać je jak najlepiej, ucząc się, szukać kontaktów itd., a nie tylko narzekać. Jeżeli ktoś dziś idzie na aplikację bo myśli, że stosunkowo łatwo zdobędzie dobrze opłacany zawód jest bardzo naiwny.

dokładnie, wszyscy wiedzieli, że praktyki są niezbędne. nikt obie jednak nie zdawał sprawy, że to będzie praktycznie cały tydzień

2 dni wolne w tygodniu od praktyk i zajęć to możliwość zarobku co najmniej na opłatę za aplikację adwokacką.
darmowe praktyki w sądzie oraz zajęcia powodują brak możliwości jakiegokolwiek zarobku, co więcej obowiązek opłat

tu nie chodzi o jakiś lament bo i tak się skończy na tym, że wszyscy posłusznie wykonają swoje obowiązki, jedni bardziej inni mniej restrykcyjnie - zależy od konkretnego sądu

chodzi o to, że można takie coś zorganizować dużo lepiej i to zarówno z korzyściami dla adwokatury, sądów czy przede wszystkim samych aplikantów.

z tego co wiem co roku z tymi praktykami było naprawdę różnie, zaczynając od jednego dnia przez 3 miesiące a kończąc na 4 dniach przez 6 miesięcy.
gdyby to było konkretnie sprecyzowane również nie byłoby problemu. od samego początku każdy by wiedział na co się decyduje

najgorsze jest to, że ogólnie te wszystkie działania zniechęcają czy to do adwokatury czy w ogóle sądownictwa. prawo tworzą ludzie niezwiązani z prawem, zamiast jednej konkretnej nowelizacji tworzy się ich setki, ale to i wiele innych to już całkiem inny temat
 
Powrót
Góra