a ja prawdę powiedziawszy nie za bardzo rozumiem Waszej (tj. aplikantów I roku) reakcji na kwestie praktyk. Podchodząc do egzaminu doskonale wiedzieliście, że takie praktyki są i trzeba je odbyć. Straszny lament jest bo ma to być 5 dni w tygodniu przez 6 miesięcy, ale nie zapominajacie, że taki wymiar praktyk już kiedyś był i jakoś ludzie dawali radę...
Ja sama jestem pod koniec 2 roku aplikacji i miałam praktyki 2 dni w tygodniu przez 3 miesiące + 1 raz w tygodniu przez miesiąc prokuratura. Pewnie, że to dużo mniej, ale... my o swoich praktykatch dowiedzieliśmy się na kilka dni przed ich rozpoczęciem. Po prostu dostaliśmy maila z informacją kiedy i w jakim sądzie, wydziale należy się stawić. Też był problem i lament bo jak tak można na kilka dni przed. Jakoś wszyscy, a na pewno zdecydowana większość dała radę. Żeby nie było wątpliwości - ja sama straciłam jedną pracę w kancelarii przez te praktyki, ale znalazłam inną i nie było problemu. Poza tym, choć wiem że może z mojej perspektywy mówi mi się to łatwiej, ale od co najmniej dwóch lat powszechnie wiadomo jaka jest sytuacja aplikantów, wiadomo że jest bardzo trudno o dobrą pracę, jak i nawet jakąkolwiek pracę w kancelarii (i łatwiej z całą pewnością nie będzie). Uważam, że jeżeli ktoś pomimo tego decyduje się na rozpoczęcie aplikacji w chwili obecnej, to robi to tylko dlatego ponieważ kocha prawo, od zawsze marzył o byciu adwokatem i nie wyobraża sobie, że mógłby robić coś innego, bo wie że to jest właśnie jego powołanie. Ale w takiej sytuacji powinien zacisnąć zęby i przetrwać te trzy lata, starając się wykorzystać je jak najlepiej, ucząc się, szukać kontaktów itd., a nie tylko narzekać. Jeżeli ktoś dziś idzie na aplikację bo myśli, że stosunkowo łatwo zdobędzie dobrze opłacany zawód jest bardzo naiwny.