W ubiegłym roku było tak, że zdający w dwojaki sposób zrozumieli kazus. Jedni widzieli w nim polecenie przygotowania umowa agencyjnej pełnomocniczej (agent działa w imieniu i na rzecz - konieczne jest więc dodatkowe pełnomocnictwo dla agenta lub odpowiedni zapis zawarty w treści umowy). Inni natomiast uznali jasne sformułowanie w kazusie "na rzecz" jako polecenie stworzenia umowy agencyjnej przedstawicielskiej (agent działa tylko jako przedstawiciel, a nie jako pełnomocnik). Według mnie to dosyć różniące się od siebie umowy, ale każda grupa przekonywała do swoich racji, podpierając się różnorakimi orzeczeniami i komentarzami. Okazało się, że klucz przewidywał agencję pełnomocniczą, więc w Katowicach oblewali Ci, mający agencję przedstawicielską. Wielu moich znajomych miało piękne umowy, klauzule chroniące klienta i co z tego, skoro "nie zrozumieli istoty kazusu". Dla pocieszenia tylko dodam, że spora większość takich przypadków została naprostowana przez K2. Wszystko będzie zależało od tego, czy egzaminatorzy będą się trzymali ściśle głównych założeń przedstawionych w kluczu, czy też sami dojdą do wniosku, że inne rozwiązanie również było dobre. Kłopot jednak w tym, że egzaminatorzy mogą nie chcieć uciekać daleko od klucza, żeby się nie narazić na zarzut przepuszczania wątpliwych prac. Można sobie bowiem wyobrazić, że w jednej izbie takie umowy przechodzą, a w innej nie. Czy to jest zgodne z założeniami egzaminu państwowego? Jeszcze dla pocieszenia powiem, że w Katowicach komisja odeszła od klucza w cywilu i uznawała apelacje, opierające się na umowie przedwstępnej i ogólnych przepisach, dotyczących nienależytego wykonania umowy.